Reklama

8696 kilometrów piekła

Jeszcze tylko cztery dni i stare mury Lizbony zadrżą od wycia silników motocykli i samochodów. Portugalska stolica po raz drugi gości uczestników legendarnego rajdu Dakar, który w sobotę wyruszy w kierunku afrykańskich bezdroży. Ci, którzy myślą o ukończeniu rajdu, do 21 stycznia muszą pokonać 8696 km, w tym 5010 km odcinków specjalnych.

W tegorocznej, 29. edycji rajdu, wystartuje 250 motocykli, 187 samochodów i 88 ciężarówek. I tym razem nie zabraknie Polaków - najsilniejsza nasza ekipa to Diverse Extreme Team w składzie: Grzegorz Baran, Rafał Marton, Jarek Kazberuk, Albert Gryszczuk, Robert Górecki i Ernest Górecki. Dwóch pierwszych to załoga ciężarówki Mercedes-Benz Unimog, pozostali pojadą dwoma Land Roverami EvoDakar. Czytaj więcej na ten temat. W sumie w dakarskich zmaganiach weźmie udział 3 motocyklistów, 3 samochody osobowe i jedna ciężarówka z Polski.

Reklama

Ponad jedna trzecia motocyklistów i co dziesiąta załoga samochodowa to debiutanci. Przed nimi ekstremalne warunki - rozległa pustynia, wysokie temperatury (sięgające, w kabinie, 70 st. C!) i kurz wdzierający się w każdy zakątek ciała i część samochodu...

Śmierć w trasie

O tym, że Dakar to nie przelewki, przekonało się już wielu. W 1982 r. cały świat z zapartym tchem śledził poszukiwania Marka Thatchera, syna brytyjskiej premier, który zaginął na pustyni razem ze swoim pilotem i mechanikiem. Brytyjczykom się upiekło - znaleziono ich po kilku dniach, całych i zdrowych. Jednak inni tyle szczęścia nie mieli. Wśród niemal 50 ofiar morderczych zmagań na pustyni znalazł się sam organizator rajdu, Thierry Sabine. Francuz zginął co prawda w wypadku śmigłowca, ale już Fabrizio Meoniego, dwukrotnego zwycięzcę rajdu, śmierć dopadła na trasie - utalentowany motocyklista zmarł na atak serca, wyczerpany ekstremalnymi warunkami. W 2006 r. zginął inny motocyklista, Australijczyk Andy Caldecott.

Totalna improwizacja

Jednak Dakar to nie tylko potworne wyzwanie dla ludzi, ale również dla maszyn. Wiedzą o tym producenci aut i motocykli, którzy z rozmysłem traktują rajd jako poligon doświadczalny dla nowych konstrukcji. W tym roku okazji do testów nie zabraknie, bo dwa etapy - do Tichit oraz do Timbuktu - zaplanowano jako "maratony", po zakończeniu których zawodnicy nie będą mogli skorzystać z pomocy ekip serwisowych. Wiele zatem będzie zależało od umiejętności i pomysłowości załóg, ale także od podatności pojazdów na uszkodzenia. I tego, czy motocykle i samochody będą w stanie kontynuować jazdę po naprawach przeprowadzonych w warunkach totalnej improwizacji...

O tym wszystkim przekonamy się już wkrótce. Niebawem też będziemy wiedzieli, czy przełamana zastała dobra passa francuskich załóg samochodowych, które zwyciężały w trzech ostatnich latach i hiszpańskich motocyklistów, którzy święcili triumfy w 2004 i 2006 r. My, rzecz jasna, trzymamy kciuki za Diverse Extreme TVN Turbo Team i inne polskie załogi.

Marcin Ogdowski

Odwiedź też serwis Extremalne

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: pieczenie | Dakar

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy