Reklama

Jak to dawniej z myciem było

Na stan higieny w dawnych czasach wpływały: cena wody, panująca filozofia, sposób ubierania się i obyczajowość. Trudno uwierzyć, że w sprawy higieny poddanych ingerowali królowie i papieże wydając stosowne przepisy zakazujące lub przeciwnie, zmuszające do kąpania się z określoną częstotliwością.

Najbardziej "higieniczną" epoką była starożytność. W Egipcie ustawowo wprowadzono obowiązek przestrzegania pewnych przepisów higienicznych. Egipcjanie myli się codziennie, regularnie prali odzież, zabezpieczali żywność przed muchami. Dla Greków łazienka, którą posiadali wszyscy bogatsi mieszkańcy, była miejscem, gdzie przyjmowano gości. To właśnie tam spędzano czas na kąpielach zakrapianych winem i smakołykami, w towarzystwie lekarzy urzędowych. Mieli oni za zadanie dbać o zdrowie ludności i nakłaniać do przestrzegania zasad higieny. Leczyli też bezpłatnie uboższą część społeczeństwa, której nie stać było na zapłacenie za usługę "prywatną". Dbano także o zdrową wodę pitną. Doprowadzano ją z gór rurociągami. Niektóre domy wyposażone były w bieżącą wodę i ustępy. Nieczystości odprowadzano poza miasto specjalnymi podziemnymi kanałami. Grecy byli bardzo wrażliwi na zapachy i lubowali się we wszelkiego rodzaju pachnidłach.

Reklama

Mycie i fechtowanie

Do naszych czasów przetrwała sława rzymskich akweduktów. Płynęła w nich woda sprowadzana wprost ze źródeł znajdujących się w pobliskich górach. W niektórych miastach filtrowano wodę przepuszczając ją przez porowaty kamień, albo warstwę piasku. Kolejni cesarze budowali coraz piękniejsze, okazalsze i bardziej komfortowe termy. Dość powiedzieć, że te wybudowane przez cesarza Dioklecjana zajmowały 13 hektarów powierzchni. Oferowały one swoim bywalcom pełny zakres usług rekreacyjno-pielęgnacyjnych, przewyższając nasze studia odnowy biologicznej. Można tam było korzystać z kąpieli w zimnej i ciepłej wodzie, urządzeń parowych nazywanych dziś łaźniami rzymskimi, masaży, nacierania wonnymi olejkami. Po "odnowie biologicznej" odpoczywano gawędząc w miłym towarzystwie wśród szmeru fontann w promieniach południowego słońca. Kogo nudziła konwersacja mógł pograć w piłkę, fechtować a nawet korzystać z usług miejscowej biblioteki. Trudno znaleźć dla term dzisiejszy odpowiednik, ale może nie najgorszym byłby aquapark. Mogły one pomieścić kilka tysięcy ludzi. Upadek Imperium Rzymskiego pociągnął za sobą pogorszenie się warunków higienicznych tych terenów.

Czyszczą i krzepią

Słowianie chętnie korzystali z łaźni. Panowało bowiem powszechne przekonanie, że mycie wypędza z ciała choroby i przedłuża życie. Łaźnie publiczne istniały jeszcze w czasach przedchrześcijańskich w miastach, miasteczkach, a nawet w niektórych wsiach. Co ciekawe, kąpiele nie były indywidualną sprawą mieszkańców. Statuty cechowe narzucały na nich obowiązek korzystania co pewien czas, zazwyczaj raz w tygodniu, z miejskich przybytków higieny. Z zamiłowania do higieny słynął Bolesław Chrobry, który chadzał do łaźni wraz z synami, Władysław Jagiełło, jego syn Kazimierz Jagiellończyk i Wielki Książę Witold. Szczególnie chętnie korzystano z łaźni parowych uważając, że "oczyszczają i krzepią ciało".

Z łaźni burdele

Średniowiecze powszechnie uważa się za czas ciemnoty umysłowej, brudu i epidemii. Faktem jest, że chrześcijańscy męczennicy przyczynili się do pogardy jaką okazywano dbałości o higienę. Zainteresowanie stanem higienicznym ciała uważano za grzech, a nękające je wszy traktowano jako jeden z elementów cierpienia przynależnego rodzajowi ludzkiemu. Kąpieli zażywano tylko okazyjnie, zazwyczaj przed największymi świętami kościelnymi, czyli 3-4 razy w roku. Nawet w klasztorach obowiązywały zasady stosowania ablucji. Nogi myto raz na tydzień a kąpiele obowiązywały 4 razy w roku. Światlejsze zakony posiadały jednak bieżącą wodę, nakazywały mycie rąk przed posiłkami i częste korzystanie z kąpieli. Mimo niesprzyjającej atmosfery wokół wszelkich zabiegów higienicznych, ciągle dobrze miały się publiczne łaźnie, niektóre bywały nawet koedukacyjne. Tłok panujący w nich czasami przeszkadzał użytkownikom. Renesansowy humanista Łukasz Górnicki narzekał na panujące w publicznych łaźniach niewygody i dyskomfort, bo "gdzie jeden się maże gorzałką z mydłem, drugi maścią od razu, więc ten puszcza bańki, a ów zasię siecze się winnikiem, zasię jeden woła "zalej", a drugi by rad, żeby drzwi zamknięto". Kiedy jednak z przybytków, higieny przekształciły się w burdele, sobór trydencki zakazał korzystania z nich. Od tej pory zapanowało powszechne przekonanie, że woda osłabia organizm i szkodzi zdrowiu.

Kąpiele w mleku

Odrodzenie wniosło niewątpliwie świeżej myśli intelektualnej, ale niestety nie szedł on w parze ze świeżością ciała. Na szczęście nie wszyscy traktowali kapiel jako zło konieczne. Z zamiłowania do długotrwałych i częstych kąpieli słynęła polska królowa Barbara Radziwiłłówna.

Barok i oświecenie nie wniosły szczególnego wkładu w podniesienie poziomu higieny. Drogie toalety i zamiłowanie do przepychu zastępowały mycie. Toaleta polegała na zanurzeniu palców w wodzie różanej i przetarciu nimi powiek. Nie skąpiono sobie różu, pudru i pachnideł. Rzemieślnicy specjalizowali się w produkcji kosztownych i kunsztownie zdobionych łapek do drapania się po plecach i przepięknych młoteczków do... zabijania wszy panoszących się we wszystkich, nawet najzamożniejszych domach. Od czasu do czasu zażywano kąpieli w mleku, wodzie różanej, odwarach z niektórych ziół, a nawet w odwarze z... cielęciny. Nie chodziło jednak bynajmniej o usunięcie brudu, a raczej o nasączenie skóry substancjami, które miały wpłynąć na urodę.

Zima bez toalety

XIX wiek wrócił do dawno zapomnianej higieny ciała. Przyczyniła się do tego... moda. Mocno wydekoltowane suknie z powiewnych materiałów zmuszały do dosyć rygorystycznej dbałości o czystość. Zdarzali się jednak zwolennicy zaniedbanych ciał. Napoleon wracając po długiej nieobecności do Józefiny słał umyślnego z listem prosząc ukochaną, żeby przypadkiem przed jego przybyciem... nie umyła się, i nie pozbawiła go swej "naturalnej woni". Brak częstych kąpiel Józefina nagradzała sobie częstą zmianą bielizny, nawet trzy razy dziennie. Codziennie za to kąpała się siostra Napoleona, Paulina. Moda na kąpiele dotarła także do Polski. W XIX wieku łazienki w mieszkaniach przestały być fanaberią możnowładców, ale ciągle jeszcze korzystano z nich z pewnym ociąganiem uważając, że po kąpieli organizm narażony jest na przeziębienie. Źle ogrzewane mieszkania nie zapełniały komfortu kąpieli. Posiadaczki długich włosów przestawały je myć zimą, bojąc się choroby. Bez suszarek i w chłodnych pomieszczeniach, sięgające stóp loki, schły wyjątkowo długo. Trudno się dziwić poddanym skoro żyjąca na przełomie XIX i XX wieku angielska królowa Wiktoria zażywała codziennie jedynie kąpieli... powietrznych każąc służbie regularnie wietrzyć zamkowe komnaty i starannie unikała kontaktu z wodą.

Agnieszka Zommer

MWMedia
Dowiedz się więcej na temat: mycie | myć

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy