Dron rozbił się w łotewskim jeziorze. Lokalne służby w gotowości
W sobotę rano do jeziora Dridrza na Łotwie wpadł dron, który eksplodował po kontakcie z wodą. Władze natychmiast rozpoczęły śledztwo i zaapelowały do mieszkańców o ostrożność. Incydent ten wpisuje się w serię wcześniejszych zdarzeń z udziałem dronów w regionie Łatgalia, przy wschodniej granicy kraju.

Dron rozbił się na Łotwie przy granicy z Białorusią. Służby w akcji
W sobotę rano, około godziny 8 (7 czasu polskiego), mieszkańcy zaalarmowali łotewską Służbę Bezpieczeństwa Państwa (VDD), że dron wpadł do jeziora Dridrza w powiecie Krasław (Kraslava), w historycznym regionie Łatgalia. Powiat graniczy z Białorusią, a jezioro znajduje się w odległości około 60 km od granicy z Rosją.
Na miejscu zdarzenia znaleziono szczątki prawdopodobnie bezzałogowego statku powietrznego, który eksplodował w kontakcie z wodą. Nikt nie został ranny. Policja natychmiast rozpoczęła dochodzenie.
Obszar do zbadania jest rozległy, dlatego wysłano dodatkowe siły, w tym jednostkę policji wyposażoną we własny dron, oraz straż pożarną i żołnierzy. Zaapelowano, aby mieszkańcy unikali miejsca zdarzenia oraz stosowali się do zaleceń służb. W przypadku znalezienia szczątków mogących pochodzić z drona należy natychmiast to zgłosić.
Kolejny incydent z dronem w regionie
Agencja LETA przypomina, że to nie jest pierwszy incydent w Łatgalii związany z dronami. Do podobnej sytuacji doszło 7 maja, kiedy nad Łotwę wtargnęła grupa bezzałogowców, a jeden z nich uderzył w magazyn ropy naftowej w miejscowości Rzeżyca (Rezekne). Chociaż nikt nie został ranny, incydent doprowadził do dymisji ministra obrony Andrisa Sprudsa i rezygnacji premierki Eviki Siliny.
Ukraina: Rosja celowo przejmuje drony
Według MSZ Ukrainy Rosja celowo przekierowuje nad kraje bałtyckie ukraińskie bezzałogowce, wysyłane do ataków na cele w Rosji. Moskwa twierdzi, że Litwa, Łotwa i Estonia pozwalają Ukrainie na wykorzystywanie swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję. Oskarżenia te odrzuciły zarówno Ukraina, jak i kraje bałtyckie.
Brytyjski dziennik The Telegraph wyjaśnia, że przejmowanie dronów umożliwia luka w zabezpieczeniach, która istnieje od czasu wynalezienia GPS i którą wykorzystuje Rosja. Są one przekierowywane za pomocą podwójnej taktyki, znanej jako zakłócanie i podszywanie się. Najpierw Rosja oślepia odbiornik GPS drona falą szumów o dużej mocy, odcinając go od właściwych sygnałów satelitarnych, co sprawia, że odbiornik przechodzi w tryb wyszukiwania. Następnie nadawany jest fałszywy sygnał, który wmawia dronowi, że znajduje się znacznie głębiej nad terytorium Rosji niż w rzeczywistości, i kieruje go na zachód, w stronę przestrzeni powietrznej krajów NATO.
"W centrum sieci pozwalającej na zakłócanie i podszywanie się jest potężny nadajnik w obwodzie królewieckim, rosyjskiej ekslawie między Polską a Litwą. Działa on nieprzerwanie od lat, zakłócając sygnał GPS nad Morzem Bałtyckim" - podkreślił The Telegraph.










