Huti atakują Izrael. Kim są rebelianci z Jemenu i dlaczego wchodzą do wojny?
Huti uderzają w Izrael i otwierają nowy rozdział konfliktu na Bliskim Wschodzie. Pocisk wystrzelony z Jemenu został przechwycony, ale polityczne konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze. Kim są rebelianci, którzy właśnie włączyli się do wojny?

Po raz pierwszy od początku konfliktu Izraela i USA z Iranem jemeńscy rebelianci Huti ogłosili, że uderzyli w izraelskie cele. Informację podała agencja Reuters, a sama grupa potwierdziła ją w swojej telewizji Al-Masirah. Jak twierdzą, był to odwet za działania Izraela wobec Iranu i jego sojuszników w regionie.
"Celem ataku były ważne cele wojskowe w Izraelu" - przekazali rebelianci, dodając, że "operacje będą kontynuowane, dopóki agresja na wszystkich frontach nie zostanie zakończona".
Izraelska armia poinformowała, że pocisk wystrzelony z Jemenu został przechwycony i nie spowodował strat. Sam fakt ataku ma jednak znaczenie polityczne. Otwiera kolejny front w i tak już napiętym regionie.
Kim są Huti i skąd się wzięli?
Huti, znani też jako Ansar Allah, to ruch powstały w Jemenie w latach 90. Wywodzą się z mniejszości religijnej zajdytów, odłamu islamu szyickiego. Początkowo była to lokalna organizacja religijno-polityczna, sprzeciwiająca się wpływom Zachodu i rządom w Sanie. Z czasem przerodziła się w zbrojną siłę, która w 2014 roku przejęła stolicę Jemenu i rozpoczęła wieloletnią wojnę domową.
Według wielu źródeł Huti są wspierani przez Iran, zarówno politycznie, jak i militarnie. To właśnie ten związek sprawia, że ich działania są częścią szerszej układanki na Bliskim Wschodzie.
Nowy front konfliktu na Bliskim Wschodzie
Rebelianci już wcześniej zapowiadali, że włączą się do wojny, jeśli Izrael i USA będą kontynuować ataki na irańskie cele. Teraz tę zapowiedź zrealizowali. Ich zaangażowanie może mieć konsekwencje nie tylko militarne, ale i gospodarcze.
Szczególnie zagrożone są szlaki morskie na Morzu Czerwonym i w Zatoce Adeńskiej. To jedna z najważniejszych arterii transportowych świata, przez którą przepływają towary między Azją a Europą. Każda destabilizacja w tym regionie może odbić się na globalnym handlu.
Atak Huti pokazuje, że konflikt na Bliskim Wschodzie przestaje być lokalny. Coraz więcej graczy włącza się do gry, a linie frontu rozciągają się na kolejne kraje. I choć pierwszy pocisk został przechwycony, to trudno mówić o zakończeniu tej historii.










