Reklama

Radioaktywna woda z Fukushimy trafi do Oceanu Spokojnego

Pojawiły się nowe wieści na temat tragicznej sytuacji panującej w zniszczonej w wyniku fal tsunami elektrowni jądrowej w Fukushimie. Chodzi o radioaktywną ciecz, która składowana jest w setkach zbiorników. Nie ma już na nią miejsca i trzeba ją wylać do oceanu.

Pojawiły się nowe wieści na temat tragicznej sytuacji panującej w zniszczonej w wyniku fal tsunami elektrowni jądrowej w Fukushimie. Chodzi o radioaktywną ciecz, która składowana jest w setkach zbiorników. Nie ma już na nią miejsca i trzeba ją wylać do oceanu.
Skażona woda z Fukushima trafi do Oceanu Spokojnego /Unsplash

Rząd Kraju Kwitnącej Wiśni nie ukrywa, że sytuacja w elektrowni jest tragiczna i nie poprawia się pomimo upływu już 10 lat od czasu potężnego trzęsienia ziemi i fal tsunami, które zniszczyły elektrownię Fukushima-1.

Największym problemem jest radioaktywna woda. Specjaliści z TEPCO twierdzą, że co 4 dni stawiany jest nowy zbiornik, w którym można pomieścić 600 ton wody. W tej chwili na terenie elektrowni znajduje się aż 1,4 miliona ton skażonej cieczy, co starczyłoby do napełnienia 500 olimpijskich basenów. Przetrzymywana jest ona już w ponad 1000 zbiornikach.

Reklama

Woda ta pochodzi z systemów schładzania zgliszczy reaktorów. Chociaż jest ona filtrowana pod kątem radioaktywnych substancji i ponownie wykorzystywana, to jednak proces ten jest czasochłonny, więc inżynierowie nie są w stanie wykorzystać całej wody ponownie. Dlatego składowana jest ona na terenie obiektu. Trzeba tutaj zaznaczyć, że ciecz znajdująca się w zbiornikach jest najbardziej skażona.

Japończycy mówią jasno, że nie są już w stanie opanować magazynowania tak ogromnych ilości skażonej wody. Od dwóch lat głośno mówi się o spuszczeniu wody ze zbiorników do Oceanu Spokojnego, ale te plany spotykały się z ogromnym oporem rybaków i ekologów. Teraz władze Japonii ostatecznie podjęły decyzję o przeprowadzeniu takiej akcji już w 2023 roku. Wcześniej sugerowano 2022 rok, ale stworzono dodatkową infrastrukturę, by móc postawić więcej zbiorników.

Przedstawiciele firmy TEPCO, operatora elektrowni, informują, że udaje im się oczyścić wodę z radionuklidów, takich jak cez i stront, ale nie udaje się to w przypadku izotopu wodoru, trytu. Efekt uboczny filtracji cezu i strontu przechowuje się w formie sodu w specjalnie do tego utworzonych zbiornikach na terenie obiektu, znajdujących się w bezpiecznej odległości od pozostałych.

Cała radioaktywna woda nie będzie spuszczona za jednym zamachem. Proces ten ma potrwać 40 lat i przebiegać stopniowo. Tryt ma okres półtrwania 12,5 roku, zatem w tak długim czasie będzie znacznie mniej szkodliwy dla ekosystemów morskich i ludzi. Władze przygotowały nam animację, dzięki której możemy dowiedzieć się, jak skażona woda będzie rozprzestrzeniać się w wodach Oceanu Spokojnego.

Wynika z niej, że skażona woda rozprzestrzeni się na niezwykle rozległym obszarze już w ciągu ok. 120 dni. Znacznie dłużej, bo 1200 dni, zajmie radioaktywnej wodzie dotarcie do wybrzeży Ameryki Północnej. Po 2400 dniach dotrze przez Kanał Panamski do wód Atlantyku, a następnie już przez cieśniny Indonezji do Oceanu Indyjskiego. 

Całej sprawie bacznie przyglądają się ekolodzy, w tym organizacja Greenpeace. Yoshiaki Harada, japoński minister środowiska, uważa, że spuszczenie radioaktywnej wody do oceanu będzie najlepszym sposobem na opanowanie tej patowej sytuacji, ponieważ promieniotwórcze substancje zostaną rozcieńczone i nie będą stanowiły zagrożenia dla ludzi i środowiska.

Takie rozwiązanie wydaje się dobrym pomysłem. Składowanie takich ilości skażonej wody i pozostałych substancji w jednym miejscu, i to na terenach niezwykle sejsmicznych, jest niebezpieczne. Gdyby doszło do wystąpienia potężnego wstrząsu sejsmicznego i uderzenia nowych fal tsunami, skutki byłyby o wiele bardziej opłakane, niż stopniowe wypuszczanie wody do Oceanu Spokojnego

Tymczasem ekolodzy i stowarzyszenia rybackie ostrzegają, że radionuklidy mogą gromadzić się na przykład w rybach i skorupiakach, które będą spożywane przez ludzi. To może zaowocować wzrostem występowania raka kości lub białaczki.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy