W skrócie
- Revolut potwierdził, że hakerzy uzyskali dostęp do danych klientów, podszywając się pod instytucję rządową poprzez legalny adres e-mail.
- Wyciek objął m.in. numery telefonów, adresy, daty urodzenia, a w niektórych przypadkach kopie dokumentów tożsamości, historię transakcji i wyciągi z kont.
- Firma zablokowała wykorzystany adres e-mail, powiadomiła służby oraz klientów, zapewniając jednocześnie, że systemy bankowe i środki pieniężne pozostały bezpieczne.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Atak hakerski kojarzyć się może nam z przestępcą, który włamuje się do systemów banku. Tym razem wykorzystano znacznie prostszy, ale... skuteczny sposób. Nieuprawniona osoba posłużyła się adresem e-mail z prawdziwej domeny należącej do instytucji rządowej. Następnie wysłała za jego pomocą fałszywe prośby o udostępnienie informacji o klientach.
Revolut przyznał, że w ten sposób wrażliwe dane rzeczywiście trafiły do nieuprawnionej osoby. Firma określa liczbę poszkodowanych jako "mocno ograniczoną", ale nie podała konkretnej liczby klientów. Nie wiadomo też, czy sprawa dotyczyła wyłącznie określonego kraju.
Jakie dane wyciekły?
Według informacji przekazanych przez firmę mogły to być między innymi data urodzenia, adres pocztowy i e-mail oraz numer telefonu. W ręce osoby trzeciej mogły również trafić kopie dokumentów tożsamości, w tym paszportów i praw jazdy. W niektórych przypadkach dane mogły obejmować także zdjęcia używane podczas weryfikacji tożsamości, wyciągi z kont oraz historię transakcji.
Firma zablokowała adres i powiadomiła służby
Revolut twierdzi, że po wykryciu oszustwa zablokował wykorzystywany adres i poinformował odpowiednią instytucję rządową, organy ścigania oraz regulatorów. Firma skontaktowała się również bezpośrednio z klientami, których dotyczył incydent.
- Revolut niedawno zidentyfikował wyrafinowane oszustwo polegające na podszywaniu się pod zewnętrzny podmiot, w którym nieuprawniona osoba wykorzystała adres e-mail z legalnej domeny instytucji rządowej do składania fałszywych wniosków o informacje - przekazał rzecznik Revolut.
Firma zapewnia jednocześnie, że sam incydent nie oznacza przejęcia kont ani pieniędzy klientów. - Systemy Revolut i środki klientów nie zostały naruszone - dodał rzecznik.
To nie włamanie, ale dane mogą być cenne
Na co dzień jesteśmy edukowani, aby nie klikać w podejrzane domeny, linki, ustawiać mocne hasła itp. Ale ta sytuacja pokazuje nam coś nawet bardziej niebezpiecznego. Oszuści wykorzystali zaufanie związane z prawdziwym adresem instytucji państwowej. Revolut nie ujawnił, jaka konkretnie instytucja została wykorzystana.
O sprawie poinformował również znany badacz bezpieczeństwa kryptowalut ZachXBT. Według jego oceny incydent mógł być wymierzony w zamożniejszych klientów Revolut.
Firma ma dziś ponad 80 mln klientów na całym świecie i działa jako bank w ponad 30 krajach. Jak więc widzimy, do incydentu doszło w momencie, gdy Revolut szybko rozwija działalność. Spółka rozważa także wejście na giełdę, przy którym jej wartość może sięgnąć nawet 200 mld dolarów.
Źródła: TechCrunch, Reuters
















