W skrócie
- Mężczyzna został uwięziony na wysokości około 60 metrów po tym, jak w wyniku silnego wiatru stracił kontrolę nad paralotnią i zawisł na żurawiu wieżowym.
- Akcja ratunkowa wymagała udziału strażaków i pracowników budowy, którzy użyli specjalistycznego sprzętu, żeby bezpiecznie sprowadzić poszkodowanego na ziemię.
- W ostatnich latach również w Polsce dochodziło do podobnych incydentów z udziałem paralotniarzy, którzy utknęli na drzewach lub liniach energetycznych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Paralotniarz utknął wysoko nad ziemią. Nagranie obiegło sieć
Do incydentu z udziałem paralotni doszło w południowo-zachodnich Chinach, w mieście Nanchong (prowincja Syczuan). Podczas lotu pilot zaczął opadać w kierunku miasta, gdy nagle paralotnia zaczepiła się o wysokie urządzenie dźwignicowe stojące w pobliżu rzeki Jialing.
Agencja Xinhua informuje, że do zdarzenia doszło z powodu nagłego porywu silnego wiatru, który uniemożliwił paralotniarzowi bezpieczny przelot. W efekcie mężczyzna zawisł na wysokości ok. 60 metrów nad ziemią.
Akcja ratunkowa paralotniarza, który zawisł na żurawiu wieżowym
Świadkowie relacjonowali, że sytuacja wyglądała bardzo niebezpiecznie, mężczyzna bujał się poruszany wiatrem, nie mogą się uwolnić. Nie jest do końca jasne, jak długo paralotniarz pozostawał na żurawiu. Według jednych źródeł co najmniej godzinę, według innych nawet kilka godzin. Od czasu zawiśnięcia mężczyzny na dźwigu, do czasu jego uwolnienia, zdążyło się ściemnić.
Akcja ratunkowa była skomplikowana i wymagała zaangażowania wielu osób. Strażacy, wspólnie z pracownikami budowy, wykorzystali specjalistyczny sprzęt, w tym wysięgnik, aby dotrzeć do poszkodowanego i bezpiecznie go sprowadzić na dół.
Pomimo bardzo groźnie wyglądającej sytuacji, paralotniarz nie odniósł żadnych obrażeń, co uznano za duże szczęście.
Utknęli na drzewach i przewodach. Głośne akcje ratunkowe paralotniarzy w Polsce
Podobne sytuacje zdarzają się na całym świecie każdego roku, również w Polsce. Można przytoczyć kilka niebezpiecznych incydentów.
W 2024 r. paralotniarz zawisł na liniach średniego napięcia nad Jeziorem Klimkówka w Uściu Gorlickim (woj. małopolskie). By uratować mężczyznę, zakład energetyczny wyłączył zasilanie, a przybyli na miejsce pracownicy pogotowia energetycznego uziemili linię energetyczną. Następnie strażacy rozpoczęli akcję ratunkową, ewakuując poszkodowanego z zastosowaniem technik alpinistycznych.
W 2025 r. konieczna była interwencja straży pożarnej i GOPR, gdy w rejonie Bielska-Białej paralotniarz utknął na drzewie w masywie Skrzycznego. Ratownicy GOPR, przy wsparciu policjantów i strażaków, przeprowadzili ewakuację mężczyzny, posługując się technikami linowymi.
W kwietniu 2026 r. do poważnego zdarzenia z udziałem paralotni doszło w rejonie Muńcuła w Beskidzie Żywieckim. Pilot zaplątał się w gałęzie drzewa na wysokości ponad 30 metrów. Ratownicy, stosując techniki linowe, dotarli do osoby poszkodowanej i bezpiecznie przetransportowali ją na dół.
Służby podkreślają, że tego typu zdarzenia pokazują, jak nieprzewidywalne mogą być loty paralotnią, zwłaszcza w pobliżu przeszkód takich jak wysokie konstrukcje budowlane czy tereny zalesione.












