W skrócie
- Amerykański Departament Sprawiedliwości oskarżył obywatela o usunięcie danych z telefonu przy użyciu hasła awaryjnego podczas kontroli granicznej.
- Samuel Tunick użył funkcji systemu GrapheneOS, która czyści pamięć urządzenia, w odpowiedzi na żądanie funkcjonariuszy CBP na lotnisku w Atlancie.
- Sprawa dotyczy interpretacji przepisów federalnych dotyczących niszczenia dowodów i wywołuje debatę o granicach prywatności obywateli podczas kontroli na lotniskach.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Zarzuty za wyczyszczenie telefonu podczas kontroli na lotnisku
Niedawny incydent na lotnisku ożywił dyskusję na temat ochrony prywatności i bezpieczeństwa cyfrowego w kontekście uprawnień służb państwowych. Departament Sprawiedliwości USA podjął próbę pociągnięcia do odpowiedzialności karnej obywatela Ameryki, Samuela Tunicka, który podczas kontroli granicznej miał przekazać funkcjonariuszom kod dostępu skutkujący natychmiastowym usunięciem danych z jego urządzenia.
Według dostępnych informacji jest to prawdopodobnie pierwsza w historii Stanów Zjednoczonych sprawa karna, w której prokuratura federalna stawia zarzuty za skasowanie zawartości telefonu przy użyciu tzw. hasła awaryjnego (ang. duress password), wbudowanego w oprogramowanie urządzenia.
Sprawa opiera się na przepisach rzadko stosowanego, federalnego aktu prawnego 18 U.S.C. § 2232(a), który uznaje za przestępstwo celowe niszczenie, uszkadzanie lub usuwanie mienia w celu uniemożliwienia jego przejęcia przez organy ścigania. Sytuacja wywołała duże zaniepokojenie wśród ekspertów do spraw bezpieczeństwa oraz obrońców praw człowieka, którzy obawiają się, że stosowanie rozwiązań zwiększających prywatność zaczyna być traktowane przez władze jako działanie przestępcze z samej swojej natury.
Przeszukanie bez nakazu na lotnisku w Atlancie. Zemsta mundurowych?
Do zdarzenia doszło 24 stycznia 2025 r. na lotnisku Hartsfield-Jackson w Atlancie, kiedy Sam Tunick wracał z urlopu na Dominikanie. Mężczyzna nie miał świadomości, że na krótko przed jego przylotem służby wydały komunikat wskazujący na konieczność objęcia go dochodzeniem w związku z podejrzewaniem o udział w działaniach terrorystycznych.
Przesłanką do takich kroków miały być jego rzekome powiązania z ruchem "Defend the Atlanta Forest", sprzeciwiającym się budowie wielkiego ośrodka szkoleniowego dla policji, potocznie określanego jako "Cop City". Projekt ten, opiewający na kwotę 109 mln dolarów, budzi silne kontrowersje społeczne i środowiskowe. Możliwe, że to właśnie rozjuszyło mundurowych, którzy solidarnie postanowili się zemścić.
Po wylądowaniu Tunick został skierowany do osobnego pomieszczenia na tzw. kontrolę drugorzędną (ang. secondary inspection). Funkcjonariusze Customs and Border Protection (CBP) pytali go głównie o materiały związane z wykorzystywaniem dzieci. Mężczyzna czterokrotnie prosił o kontakt z adwokatem, jednak za każdym razem spotykał się z odmową. Prowadzący czynności nie przedstawili nakazu sądowego ani nie pouczyli go o przysługujących mu prawach. Władze stwierdziły, że była to rutynowa procedura, zaś przesłuchujący Larry Findley zaznaczył, że ich celem było po prostu "szukanie czegokolwiek, co jest zakazane".
Gdy funkcjonariusze wielokrotnie zażądali od Tunicka odblokowania telefonu, grożąc jego konfiskatą, mężczyzna w końcu podał ciąg cyfr. Jak opisano w aktach sprawy, po wpisaniu kodu "ekran zrobił się pusty, mignął kilka razy, a telefon zdawał się restartować". Sprzęt został zatrzymany, a mężczyźnie pozwolono przekroczyć granicę. Na tym jednak się nie skończyło.
Prokuratura ma problem z tą funkcją GrapheneOS
Telefon Tunicka działał w oparciu o GrapheneOS - open source'owy, zmodyfikowany system operacyjny oparty na Androidzie, stosowany głównie w urządzeniach Google Pixel w celu podniesienia poziomu prywatności. Jedną z jego funkcji jest możliwość ustawienia specjalnego hasła awaryjnego działającego niczym kod na autodestrukcję. Wpisanie go zamiast standardowego kodu odblokowującego uruchamia procedurę natychmiastowego i nieodwracalnego czyszczenia pamięci urządzenia.
Przedstawiciele branży cyberbezpieczeństwa zwracają uwagę na niebezpieczny precedens. Christophe Boutry, ekspert ds. inwigilacji i bezpieczeństwa sieciowego, zauważył, że działanie amerykańskiej prokuratury "wzbudza niepokój i wysyła komunikat, że [GrapheneOS] jest z założenia przestępczy". Specjalista dodał, że podobne tendencje profilowania osób korzystających z tego oprogramowania widać też w Europie, np. w Katalonii. "To są nasze telefony i państwo nie może nam mówić, jak mamy z nich korzystać" - twierdzi.
Czy ochrona danych na granicy to przestępstwo?
Obrońcy Tunicka złożyli już w sądzie wniosek o odrzucenie i wykluczenie materiału dowodowego. Argumentują oni, że zatrzymanie ich klienta i przejęcie telefonu odbyło się z naruszeniem Konstytucji USA. Wskazują, że zarzuty dotyczące rzekomych treści zabronionych były jedynie pretekstem do przeprowadzenia nielegalnego przeszukania ze względu na jego poglądy polityczne i aktywności w protestach przeciwko "Cop City".
Sprawa dotyka istotnego zagadnienia prawnego - zakresu swobód obywatelskich na granicach państwowych oraz na terenach lotnisk międzynarodowych. Władze USA od dawna stoją na stanowisku, że do momentu formalnej zgody na wjazd, granica nie stanowi w pełni terytorium krajowego pod kątem wybranych gwarancji procesowych, co pozwala na przeszukiwanie nośników danych bez nakazu sądowego. Obrońcy praw obywatelskich ostro krytykują takie podejście.
Wszyscy mamy prawo do ochrony naszych prywatnych danych przed niekonstytucyjnymi przeszukaniami. I powinniśmy [z niego korzystać] zwłaszcza w czasach rosnącego autorytaryzmu
Sąd federalny w Atlancie ma rozpatrzyć wniosek obrony o wykluczenie dowodów jeszcze w tym roku. Samuel Tunick nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Wynik tego procesu może ustanowić kluczowy punkt odniesienia dla prawomocności korzystania z narzędzi szyfrujących i wymazujących dane w kontaktach z organami kontroli granicznej.













