Kto źle segreguje? Sąd zakazał kamer monitoringu przy śmietnikach
Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) wydał wyrok w sprawie monitoringu na osiedlach mieszkaniowych. Sąd uznał, że instalowanie kamer w altanach śmietnikowych i podglądanie mieszkańców w celu kontrolowania segregacji odpadów narusza przepisy RODO, ponieważ nie spełnia wymogu niezbędności przetwarzania danych. Orzeczenie to kończy długotrwały spór między jedną ze spółdzielni mieszkaniowych a jej mieszkańcem, który od początku sprzeciwiał się inwigilacji przy wyrzucaniu śmieci.

Segregacja odpadów w Polsce budzi wiele emocji. Choć mieszkańcy mają obowiązek wrzucania śmieci do odpowiednich kontenerów, wiele osób tego nie robi. Nie brakuje kartonów po mleku, kawałków folii albo tłustych kartonów po pizzy w niebieskich koszach. Niektórzy wyrzucają zaś wszystko jak leci do czarnego kontenera. Mimo że wiele osób segreguje prawidłowo, to niejednokrotnie muszą one płacić za nieposegregowane śmieci, których przedsiębiorstwo odbioru odpadów nie chce przyjąć. Aby temu zapobiegać, administracja niektórych osiedli instaluje monitoring, który sprawdza, kto odpowiada za to zaniedbanie. Okazuje się, że to nielegalne.
W skrócie
- Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że monitoring w altanach śmietnikowych narusza przepisy RODO, ponieważ nie spełnia wymogu niezbędności przetwarzania danych.
- Wyrok kończy spór między spółdzielnią mieszkaniową a mieszkańcem, który sprzeciwiał się nagrywaniu wyrzucania śmieci.
- Sąd wskazał, że istnieją mniej inwazyjne metody przeciwdziałania nieprawidłowej segregacji odpadów niż rejestrowanie wizerunków osób.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Sąd zadecydował. Monitoring wiaty śmietnikowej niezgodny z RODO
O tym, że podglądanie mieszkańców nie jest zgodne z prawem, zadecydował Naczelny Sąd Administracyjny, który rozpatrywał skargę mieszkańca jednego z polskich osiedli, którego dane w orzeczeniu utajniono. Zacznijmy jednak od początku. Wspomniany konflikt rozpoczął się, gdy zarząd spółdzielni w odpowiedzi na wnioski części mieszkańców i rosnące koszty związane z dopłatami za niesegregowane odpady zdecydował się na montaż kamer. Monitoring miał być batem na osoby nieprzestrzegające zasad ochrony środowiska i sposobem na obniżenie opłat dla całej wspólnoty.
Spółdzielnia starała się ograniczyć ingerencję w prywatność poprzez wprowadzenie regulaminów dostępu do nagrań, wyznaczenie 30-dniowego okresu retencji danych oraz umieszczenie tablic informacyjnych przed wejściem do wiat śmietnikowych. Działania te nie przekonały jednak jednego z lokatorów, który najpierw protestował fizycznie, zaklejając obiektywy kamer, a następnie skierował skargę do Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
Prezes UODO stanął po stronie mieszkańca. Nakazał nie tylko usunięcie jego danych, ale również całkowite zaprzestanie nagrywania czynności wyrzucania śmieci. Sprawa trafiła do sądu, gdzie w pierwszej instancji Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przyznał rację spółdzielni. WSA argumentował wówczas, że ochrona danych nie może być oderwana od realiów gospodarki odpadami, a interes ekonomiczny zbiorowości powinien w tym przypadku przeważyć nad wolnością jednostki.
Stanowisko to zostało jednak całkowicie zakwestionowane w skardze kasacyjnej przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. Uznał on co prawda cel spółdzielni za zgodny z prawem, lecz nie zgodził się z oceną sądu pierwszej instancji co do metod jego realizacji.
"Przetwarzanie danych osobowych przez rejestrację obrazu z altan śmietnikowych nie jest 'niezbędnym' w rozumieniu art. 6 ust. I lit. f RODO sposobem do osiągnięcia celów wynikających z prawnie uzasadnionych interesów RSM w postaci egzekwowaniu prawidłowej segregacji odpadów przez właścicieli lokali mieszkalnych w budynkach wielorodzinnych" - czytamy w tezie wyroku.
Spółdzielnia nie może podglądać mieszkańców przy wyrzucaniu śmieci
NSA w swoim rozstrzygnięciu (III OSK 147/23) podkreślił kluczowe rozróżnienie między monitoringiem służącym bezpieczeństwu a tym służącym dyscyplinowaniu mieszkańców. Sąd przyznał, że choć spółdzielnia posiada prawnie uzasadniony interes w dbaniu o segregację, to nie wykazała ona, że rejestracja obrazu jest środkiem niezbędnym do osiągnięcia tego celu. Zwrócono uwagę, że istnieją inne, mniej inwazyjne metody identyfikacji osób naruszających przepisy, takie jak np. indywidualne worki na odpady przypisane do konkretnych lokali.
W konsekwencji wcześniejszy wyrok sądu wojewódzkiego został uchylony, a skarga spółdzielni - oddalona. Oznacza to podtrzymanie stanowiska, według którego spółdzielnia naruszyła przepisy RODO, a zainstalowany monitoring musi przestać służyć do pozyskiwania danych wizerunkowych lokatorów w tym (skądinąd słusznym) celu. Sąd podkreślił przy tym, że gromadzenie danych "na przyszłość", z myślą o ewentualnych sporach sądowych czy dowodzeniu naruszeń regulaminu, nie znajduje oparcia w przepisach, jeśli narusza zasadę minimalizacji i adekwatności przetwarzania danych osobowych.
W ustnym uzasadnieniu wyroku Naczelny Sąd Administracyjny podkreślił, że autonomia informacyjna i wolność człowieka mają charakter nadrzędny wobec interesów ekonomicznych wspólnoty mieszkaniowej, jednakże sam fakt błędnej segregacji nie daje prawa do stałego nagrywania wizerunku mieszkańców. Innymi słowy cel nie uświęca środków.
Co dalej? Choć w Polsce nie obowiązuje zasada precedensu, to wyrok ten może sugerować dość wąski zakres możliwości dla administratorów nieruchomości, którzy pragną rozwiązać problem nieposegregowanych śmieci. Nie mogą oni sięgać po technologię monitoringu jako narzędzie pierwszego wyboru w sprawach porządkowych, jeśli dostępne są alternatywne rozwiązania mniej naruszające prywatność.










