W skrócie
- The Backrooms to legenda z 2019 roku, opisująca nieskończony, żółty labirynt przypominający puste biura, do którego można trafić przez wypadnięcie poza przestrzeń, znane jako noclipping.
- 20-letni reżyser Kane Parsons przeniósł fenomen na ekrany kin, tworząc film z budżetem 10 mln USD, który zarobił globalnie 118 mln dolarów i przebił wynik nowego Star Wars.
- Fenomen The Backrooms bazuje na estetyce przestrzeni liminalnych wywołujących niepokój, co przyciąga młode pokolenie zmęczone już wieloma taśmowymi franczyzami filmowymi.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Miejsce, którego nie ma na mapie. Czym jest The Backrooms?
Czy można odwiedzić miejsce, które nie istnieje na żadnej mapie? Miejsce, o którym mówi się, że znajduje się za krawędzią naszego znanego świata. Przestrzeń ta znana jest jako The Backrooms. To stworzona przez internautów fikcyjna sceneria, wyobrażana jako nieskończona sieć pustych, oświetlonych świetlówkami pomieszczeń przypominających zaplecze - nie tylko sklepu, ale i całej naszej rzeczywistości. Koncepcja opiera się na pomyśle przypadkowego wypadnięcia z naszego wymiaru i uwięzienia w monotonnym, pokręconym labiryncie, w którym prawa fizyki nieraz stają na głowie, a za rogiem czai się coś dziwnego.
Od momentu pojawienia się w internecie w 2019 r. na niesławnym forum 4chan zjawisko to rozprzestrzeniło się na platformach Reddit, TikTok, YouTube oraz w grach, gdzie użytkownicy wspólnie projektują, opowiadają i rozbudowują jego mitologię. Częścią tych treści są niepokojące zdjęcia i przerażające historie o żółtych korytarzach i pustych przestrzeniach biurowych, które istnieją poza rzeczywistością - jak świat po drugiej stronie lustra.
Wszystko zaczęło się od jednego niepokojącego zdjęcia, zamieszczonego anonimowo w sieci, przedstawiającego ciasny labirynt żółtych pokojów bez okien, ze starymi dywanami i ostrym światłem. W maju 2019 r. opublikowano je na 4chanie, a dopiero wiele lat później odkryto jego prawdziwą lokację - sklep z meblami w amerykańskim Wisconsin. Jeden z anomimowych rozmówców nadał mu nazwę i słynny opis: "Jeśli nie będziesz ostrożny i 'noclipujesz' poza rzeczywistość w złych miejscach, skończysz w Backrooms, gdzie nie ma nic poza fetorem starego, wilgotnego dywanu, szaleństwem jednolitej żółci, niekończącym się hałasem świetlówek o maksymalnym buczeniu i blisko sześciuset milami kwadratowymi losowo podzielonych, pustych pokoi, w których można zostać uwięzionym".
Takie wpisy, określane jako "creepypasta", wykorzystują pojęcie "noclippingu" z gier wideo, oznaczające przenikanie przez ściany i obiekty, co w miejskich legendach odnosi się do "wypadnięcia" z rzeczywistości. Dziś subreddit r/backrooms liczy setki tysięcy członków, a treści z hasztagiem #backrooms na TikToku przekraczają pół miliona postów. Użytkownicy tworzą mapy, pamiętniki, przewodniki przetrwania i nagrania wideo.
Badacz folkloru Michael Kinsella określił tę aktywność jako "internetowe podróżowanie po legendach", w którym odbiorcy stają się współtwórcami, a nie tylko widzami.
Przestrzenie liminalne, mroczna turystyka i dolina niesamowitości
Badania nad tzw. ciemną lub mroczną turystyką pokazują, że ludzi pociągają miejsca związane z tragedią i niesamowitością. The Backrooms przenoszą tę logikę w nowy wymiar. Nie ma tu fizycznej lokalizacji ani historycznej tragedii jak w przypadku miejsc kaźni czy obiektów III Rzeszy, które chętnie eksplorują fani urbexu. Zamiast tego istnieje wspólnie wyobrażone środowisko niepokoju i liminalności.
Przestrzenie liminalne to internetowa estetyka skupiona wokół architektury i otoczenia stworzonego przez człowieka - w szczególności miejsc przejściowych lub służących do tymczasowego użytku, takich jak korytarze, klatki schodowe, opustoszałe galerie handlowe czy puste hotele. Ich główną cechą jest całkowity brak ludzi i zwykłego kontekstu, co sprawia, że znane nam z codzienności otoczenie wydaje się nierealne, tajemnicze i niepokojące. Tego typu obrazy potrafią wywoływać mieszane uczucia - od nostalgii i tęsknoty, po lęk, smutek czy specyficzne poczucie dyskomfortu.
Badacze tłumaczą ten efekt zaburzeniem znanych nam wzorców architektonicznych i tzw. brakiem obecności. Widok zazwyczaj tętniącej życiem przestrzeni (np. pustego osiedla domków jednorodzinnych albo galerii handlowej), w której nagle nikogo nie ma (choć nie do końca nikogo, ale to już sprawdźcie sami), wywołuje w naszym mózgu tzw. efekt doliny niesamowitości (ang. uncanney valley), który często towarzyszy oglądaniu twarzy robotów humanoidalnych bardzo podobnych do ludzkich, ale jednak wywołujących odczucie, że coś jest z nimi nie tak. Pojęcie to zyskało wielką popularność w internecie w 2019 r. oraz w trakcie pandemii COVID-19, gdy opustoszałe miejsca publiczne stały się powszechnym widokiem.
Fenomen ten utrzymuje się od ponad 7 lat, ponieważ brakuje mu stałej mitologii czy geografii. Przypominając pomijane "nie-miejsca" współczesnego życia - korytarze hotelowe czy opuszczone biura - The Backrooms pokazują, jak kultura cyfrowa przekształca zwykłe przestrzenie w niepokojące środowiska. Nie jest to jednak pierwszy taki lore. Kilkanaście lat wcześniej popularny był choćby hipersześcian z serii filmowej The Cube, który także znajdował się jak gdyby w innym wymiarze i obowiązywały w nim różne prawa fizyki. W tym samym roku, w którym narodziła się mitologia The Backrooms, ukazał się też warty uwagi film Vivarium (2019) z Imogen Poots i Jessem Eisenbergiem.
Viralowy sukces Kane'a Parsonsa. Z YouTube'a do Hollywood
Kluczowym momentem dla rozwoju mitu były klipy wideo autorstwa Kane'a Parsonsa na YouTube. Jako nastolatek, podczas lockdownów, Parsons nauczył się obsługi Blendera (darmowego programu do grafiki i animacji 3D) i stworzył serię nagrań. Jego wideo The Backrooms (Found Footage) zebrało ponad 80 mln wyświetleń. Opowiada ono o młodym filmowcu z lat 90., który przez dziurę w czasoprzestrzeni przypadkowo wpada do labiryntu. Na jego kanale ukazała się cała seria takich nagrań. Choć są oparte na grafice komputerowej, twórca dodaje realistyczne ruchy kamery z widoku pierwszej osoby oraz przepuszcza nagrania przez kamerę VHS, nadając im analogowy wygląd, jakby żywcem wyjęty z taśm z końca lat 80.
Sukces ten przyciągnął uwagę studia A24, które zatrudniło 20-letniego reżysera do stworzenia pełnometrażowego horroru Backrooms. Bez wyjścia (2026). W filmie tym Chiwetel Ejiofor wciela się w postać Clarka, upadłego architekta i właściciela sklepu z meblami, który odkrywa przejście do tajemniczego labiryntu. Renate Reinsve gra jego terapeutkę, Mary, która również trafia do przerażających korytarzy.
Film, z budżetem produkcyjnym wynoszącym 10 mln USD, w sam weekend otwarcia zarobił 81 mln dolarów w USA i łącznie 118 mln dolarów na świecie, pokonując w box office nową produkcję ze świata Star Wars, The Mandalorian and Grogu. Jest to najlepszy debiut w historii Ameryki Północnej dla oryginalnego horroru oraz najlepszy wynik otwarcia dla debiutującego reżysera w filmie niebędącym częścią istniejącej franczyzy.
Film trafił też do polskich kin, stając się fenomenem przyciągającym zarówno sporo hałaśliwej młodzieży (na to narzekają widzowie z całej Polski), jak i starszych widzów. Produkcja tym razem nie jest wyłącznie dziełem CGI, lecz grają w niej żywi aktorzy, a dzieło ma głęboki wymiar psychologiczny, co może być zaskakujące dla tych, którzy spodziewali się wyłącznie klasycznego horroru.
Warto odnotować, że obok filmów Parsona na YouTube wyróżniają się także produkcje Complex Research. Istnieje też multum mniej lub bardziej amatorskich twórców eksploatujących świat Backroomsów na wszelkie możliwe sposoby.
Widzowie chcą dać się zagubić w tym dziwnym świecie
Sukces Parsonsa, a także reżysera Curry'ego Barkera (którego film Obsessions zarobił 148 mln USD przy budżecie poniżej 1 mln USD), sygnalizuje przełom w branży filmowej. W obliczu 70 proc. spadku przychodów filmu The Mandalorian and Grogu w drugim tygodniu, obserwatorzy zauważają, że Pokolenie Z zmęczyło się już taśmowymi franczyzami i w kinie woli oglądać rozwinięcie tego, co wcześniej widziało na TikToku czy YouTube.
Dlaczego ten świat tak silnie oddziałuje na wyobraźnię? Bo jest czymś nowym, co stymuluje naszą wyobraźnię w sposób, w jaki dawne konwencje filmowe już nie są w stanie. Bo to dzieło powstałe zupełnie oddolnie - a nie jako efekt wyliczeń algorytmów - stanowiące owoc współczesnej mitologii, z którą współcześni młodzi ludzie rezonują.
Jak zauważył sam Parsons w wywiadzie dla USA Today: "Uznałem to za bardzo pociągające, że tak wielu ludzi czuło tak mocno, że istnieje coś, czego nie potrafią do końca wyrazić, co oznacza, że jest nitka, za którą można pociągnąć". To trochę jak nowy Matrix, ale też i The Blair Witch Project, którego niski budżet odpowiadał za połowę sukcesu, a za drugą połowę - miejska legenda. Podobnie jak internetowa twórczość Parsona, został on zrealizowany w konwencji found footage.
The Backrooms może pociągać także ze względu na zwinne połączenie dwóch poziomów zagubienia - bycia zagubionym w sensie metafizycznym oraz lęku przed uwięzieniem w przestrzeni niemożliwej do nawigowania. Aby uzyskać ten efekt na planie filmowym, Parsons nadzorował budowę planów o powierzchni około 2,8 tys. m2, na których ekipa naprawdę się gubiła.
The Backrooms pokazują, jak wirtualne przestrzenie przekształcają się w znaczące środowiska kulturowe. Dowodzą, że cyfrowe światy mogą stać się miejscami, do których ludzie podróżują, inwestują w nie emocje i do których wracają, mimo że fizycznie nie istnieją.













