Kraków, miasteczko studenckie, dom studencki. W środku pusto - w końcu to dopiero wrzesień. Jednak na trzecim piętrze, na końcu korytarza, ożywienie.
"Ja tu przejdę, pokażemy obraz wtedy z prawej, a potem przejdę na drugą stronę".
"Ewentualnie możemy zrobić tak, że ktoś przejmie kamerę".
"Chyba że jeszcze inaczej… " - słychać głosy między pokojami.
- To nasz drugi dzień zdjęciowy. Wczoraj kręciliśmy w moim rodzinnym domu, dziś po południu nagramy jeszcze sceny w pociągu relacji Kraków-Miechów - mówi Joanna Cichoń, reżyserka i dodaje, że wczoraj z emocji trudno jej było zasnąć. - Atmosfera na planie jest profesjonalna, ale bez presji. Czerpiemy sporą radość z tego, co robimy.
Tradycja zamknięta w słoiku
Film, który reżyseruje Joanna, to krótkometrażowy dokument "Słoiki" - opowieść o tym, jak rodzinne receptury stają się nośnikiem tradycji i językiem miłości. - O tym temacie można myśleć na różne sposoby: "słoiki", czyli szklane naczynia, "słoiki", czyli osoby wyjeżdżające ze wsi do miasta, ale też "słoiki" jako rodzinna tradycja, którą chcemy pielęgnować. My odnosimy się do ostatniego z tych znaczeń, opowiadając o relacjach trzech pokoleń: babci, mamy i córki właśnie przez pryzmat domowych przetworów - tłumaczy Joanna.

Jak dodaje, pomysł na dokument wyrósł z jej osobistych doświadczeń. - U nas w domu przetwory robiło się zawsze. Kompendium wiedzy w tej materii jest babcia, która w starych zeszytach przechowuje przepisy na najróżniejsze specjały. Mama ciągle się uczy. Ja natomiast, w codziennym biegu, niestety nie mam czasu na pielęgnowanie tej tradycji. Mówię to z żalem, ale też z nadzieją, że kiedyś jednak przyjdzie moment, w którym przejmę pałeczkę i będę kontynuować zwyczaj.
Na razie Joanna korzysta z przetworów, które przygotowują mama i babcia. Na planie w akademiku z czarnego plecaka wyciąga starannie owinięty ściereczką słoik ogórków. Kiszonki dołączają do rozstawionej na szafce kolekcji przysmaków, na którą składają się: sok z czarnego bzu, domowy ajwar, dżem z dyni… na blacie studenckiej kuchni powoli zaczyna brakować miejsca. Nic dziwnego - samo pomieszczenie też jest malutkie, zaledwie kilka metrów kwadratowych. Realizacja zdjęć na tak niewielkiej przestrzeni musi być sporym wyzwaniem. Na szczęście ekipa "Słoików" ma sprzęt, którym operować łatwiej niż tradycyjną kamerą.
Smartfon Vivo X300 Ultra - mały sprzęt do wielkich produkcji
Głównym narzędziem, wykorzystywanym przy realizacji filmu, jest smartfon vivo X300 Ultra.
W praktyce oznacza to pracę ze smartfonem nie tylko jako podręcznym urządzeniem do nagrywania, ale jako narzędziem pozwalającym świadomie budować obraz. Tryb Pro Video daje dostęp do rozbudowanych ustawień parametrów nagrania i profilu Log, a interfejs inspirowany profesjonalnymi kamerami pozwala skupić się na tym, co najważniejsze w pracy nad filmem.
Użycie Vivo X300 to nie przypadek - projekt Joanny zwyciężył w konkursie vivo Creators Club dla rozwijających się twórców wideo, którzy chcą opowiedzieć autentyczną historię o Polsce w formie krótkiego dokumentu lub reportażu. Uczestnicy mogli zgłaszać swoje pomysły na film w trzech kategoriach tematycznych: "Ludzie stąd", "Tylko w Polsce", "Polska nieoczywista".

Joanna jest absolwentką kierunku digital art, jednak z zamiłowania zajmuje się tworzeniem filmów i zdjęć. Praktykę w tej dziedzinie zdobywała nie tylko w Polsce, ale też za granicą, m.in. w Hiszpanii i Korei Południowej. Jak mówi, do udziału w konkursie skłoniła ją nie tylko chęć spróbowania własnych sił i nauki pod okiem profesjonalistów, ale też produkt. - Vivo odkryłam będąc w Tajlandii szukając nowego telefonu dobrego do tworzenia treści na social media. Kiedy pojawiło się ogłoszenie o konkursie, który pozwala przełożyć własny pomysł na profesjonalnie zrealizowany film, pomyślałam: spróbuję. Przecież to szansa, żeby zdobyć cenne doświadczenie u boku świetnych ludzi - opowiada.
"Świetni ludzie" to profesjonalna ekipa złożona z dźwiękowców i operatorów. Na planie wszystko działa jak w zegarku, każdy wie, co ma robić - ustawiają światła, przypinają mikroporty, w dedykowanej dla Vivo X300 Ultra klatce na statywie umieszczają smartfon, który rejestruje ogólny plan. Drugim, trzymanym w rękach, ekipa kręci przebitki i zbliżenia. Kiedy przeglądamy nagrany materiał, trzeba przyznać, że jakość robi wrażenie.
- Zostaliśmy zaopatrzeni w bardzo dobry sprzęt Vivo X300 Ultra, do tego telekonwerter, który robi świetne zbliżenia, oraz klatkę do stabilizacji, pod którą można podpiąć światło i dźwięk. To wszystko tworzy zestaw do profesjonalnego nagrywania, a przy tym ten sprzęt, w porównaniu do normalnej kamery, jest po prostu lekki. Tak więc dla mnie, dla dziewczyny, która ma problem, żeby nosić kamerę z gimbalem, to idealne rozwiązanie - mówi Joanna.
Podejść jak najbliżej
- To może zaczniemy od wejścia, potem rozmowa… Chociaż nie, zrobimy inaczej - Joanna kartkuje scenariusz. To film dokumentalny, wiele rzeczy zmienia się w trakcie zdjęć, o sztywnym planie nie ma mowy, ale jednak jakiś zarys koncepcji musi istnieć.

- Posłuchaj, grajmy po prostu ujęcie po ujęciu i odkreślajmy z listy. Nie ma co komplikować - podpowiada Damian Stefańczyk, dokumentalista, twórca internetowy, który przy tym projekcie pełni funkcję mentora. Wspiera twórczynię w rozwijaniu historii, pracy dokumentalnej, przygotowaniu zdjęć oraz ocenie materiału na etapie montażu. Służy radą i doświadczeniem, tak by reżyserka czuła się komfortowo na każdym etapie pracy. Tym bardziej, że jest to produkcja, z uwagi na zastosowany sprzęt, nietypowa. - Mamy tu do czynienia z nowym spojrzeniem na tworzenie filmu. Zamiast klasycznych kamer, mnogości rozstawionego sprzętu, działamy z telefonem. Vivo x300 ultra ma dużo możliwości, które pozwalają mu zastąpić kamerę na planie zdjęciowym - wyjaśnia. - Ja osobiście jestem bardzo zaskoczony jakością materiału, szczególnie gdy robimy zbliżenia, nie widzę różnicy między telefonem a tradycyjną kamerą.
Telefon oprócz świetnych parametrów technicznych i niewielkiej wagi ma jeszcze jedną zaletę, szczególnie ważną w kontekście pracy nad filmem dokumentalnym - jego niewielkie gabaryty minimalizują dystans między reżyserem a rozmówcą, pozwalają podejść bliżej, zbudować rodzaj intymności, który w produkcjach non fiction często jest kluczowy.
Polski język miłości

Hasło konkursu vivo Creators Club, w którym zwyciężyła Joanna Cichoń, brzmiało "Polska jeszcze bliżej". Co ma tradycja przygotowywania i wręczania bliskim słoików do tematu Polski - można by zapytać? Jak się okazuje, bardzo wiele.
- Chyba wszyscy, których znam, robią przetwory - mówi Joanna. - Poza tym, podróżując po świecie, porównując nasze zachowania ze zwyczajami charakterystycznymi dla innych krajów, zauważyłam, że w Polsce mamy kulturę dawania. Te wszystkie domowe dialogi, w których mama mówi: "dam ci coś na drogę", dziecko odpowiada "nie trzeba", a ona i tak zawija słoik i pakuje go do plecaka, to nasz język miłości.
W vivo Creators Club chcemy, aby polskie wartości były pokazywane w filmach i przestrzeni medialnej - dodaje Damian. - "Słoiki" świetnie wpisują się w tę ideę, pokazując z jednej strony nieoczywiste, a z drugiej strony charakterystyczne dla polskich rodzin zachowanie. Przecież w tylu domach niewypowiedziane "kocham cię" przybiera formę ulubionego obiadu zamkniętego w słoiku.

Przed Joanną i pozostałymi członkami ekipy jeszcze etap postprodukcji. Jak tłumaczy Joanna, to na nim okaże się, jaką formę ostatecznie przybierze dokument. Pierwsze efekty ich pracy premierowo będzie można zobaczyć pod koniec września, podczas gali Crafty Awards 2026 organizowanej przez Stowarzyszenie Producentów Reklamowych. Partnerem Głównym wydarzenia jest vivo Polska.










