Czy jeden bezprzewodowy odkurzacz myjący ogarnie podłogi w całym mieszkaniu? Sprawdziliśmy, co potrafi Roborock F25 Ace Pro
Roborock F25 Ace Pro to sprzęt typu wet & dry, który jednocześnie odkurza i myje podłogę. Do tego dochodzi wsparcie czujników, automatyczne dostosowanie mocy i system samooczyszczania. Producent dorzuca ponadto deklarację pracy na baterii do około godziny i wygodną konstrukcję, która ma pozwalać na sprzątanie nawet pod niskimi meblami. Brzmi jak sprzęt będący głównym narzędziem w domu. Czy F25 Ace Pro rzeczywiście nim jest?

Jeszcze niedawno bezprzewodowy odkurzacz myjący był gadżetem dla fanów technologii. Dziś to jeden z najszybciej rosnących segmentów rynku - i trudno się dziwić. W 2025 roku w Polsce ich sprzedaż wzrosła aż o 45 proc., a prawdziwy boom widać szczególnie w kategorii urządzeń do sprzątania na mokro, która urosła o ponad 300 proc. Coraz więcej osób chce nie tylko odkurzać, ale też myć podłogi… i to najlepiej bez większego wysiłku.
Na tej fali rośnie też Roborock, który w ostatnim roku zanotował imponujące wyniki. Sprzedaż zwiększyła się o 89 proc. pod względem liczby urządzeń i aż o 105 proc. wartościowo. Jeszcze ciekawiej wygląda segment odkurzaczy myjących, gdzie wzrost przekroczył 300 proc. wolumenowo i ponad 200 proc. pod względem wartości.
Co to oznacza w praktyce? Sprzątanie przestało być tylko obowiązkiem, a stało się technologicznym doświadczeniem. Dlatego postanowiliśmy sprawdzić, czy za tymi liczbami faktycznie idzie jakość. Pomógł nam w tym Roborock F25 Ace Pro.
Na rozgrzewkę: codzienne zabrudzenia
Sprzątanie z Roborock F25 Ace Pro zacząłem od najczęstszego scenariusza: kurzu, okruszków i innych drobnych śladów po całym dniu zalegających na podłodze. Nic spektakularnego, ale wystarczająco, by moja podłoga przestała wyglądać świeżo. To sytuacja z rodzaju tych, kiedy zawsze zastanawiam się, czy muszę już posprzątać, czy mogę jeszcze odczekać dzień lub dwa.
I tu pojawiło się pozytywne zaskoczenie: jeszcze przed pierwszym kontaktem z F25 Ace Pro poczułem, że urządzenie zachęca do używania. Nie wymaga skomplikowanego przygotowania, nie zmusza do grzebania w ustawieniach ani ciągłego zmieniania końcówek. Wystarczy po nie sięgnąć.
Kurz i okruchy nie okazały się żadnym wyzwaniem dla F25 Ace Pro. W efekcie sprzątanie zaczęło mi przypominać coś naturalnego. To oczywiście dobra wiadomość, ponieważ jeśli coś staje się dla nas naturalne, robimy to chętniej i częściej. A z mojego doświadczenia wynika, że krótkie, ale częste porządki przynoszą lepszy efekt niż jedno wielkie sprzątanie raz w tygodniu.
Zaschnięte plamy
Kurz to jedno. Prawdziwy sprawdzian zaczyna się przy plamach. Rozlana kawa, zaschnięty sos, błoto po spacerze, tłuste ślady, które pojawiają się nie wiadomo skąd… Oto typowe sytuacje, gdzie zwykły mop najczęściej tylko rozmazuje problem. F25 Ace Pro podchodzi do tego inaczej: zamiast klasycznego mycia, do dyspozycji mamy system czyszczenia pianą.

Otóż gęsta piana złożona z milionów mikropęcherzyków trafia bezpośrednio na zabrudzenia. Producent deklaruje, że z 1 ml roztworu powstaje aż 167 mln mikropęcherzyków, które wnikają w brud i go rozpuszczają. Brzmi dość technicznie, ale skutek jest prosty: zabrudzenia znikają zamiast się rozciągać po podłodze.
Różnicę było widać od razu. Zaschnięte plamy schodziły szybko i bez konieczności wielokrotnego przejeżdżania w tym samym miejscu. Połączenie piany, mocnego ssania (25 000 Pa) i ruchu szorującego przełożyło się na efekt, który przypominał mi ręczne czyszczenie, a nie klasyczne mopowanie. I w tym momencie po raz pierwszy naprawdę poczułem, że jedno urządzenie rzeczywiście może zastąpić kilka.
Dodatkowy sprawdzian: sierść i włosy
Każdy posiadacz psa czy kota zna tę sytuację: sierść to osobna kategoria problemów. W teorii odkurzacz zbiera wszystko, ale w praktyce po kilku sprzątaniach włosy zawijają się wokół rolki i trzeba wyciągać je ręcznie. F25 Ace Pro wychodzi naprzeciw tej niedogodności.
System anti-tangle, oparty na gęstym układzie ząbków działających jak grzebień (dokładnie jest ich 141 o długości 3 mm), rzeczywiście robi różnicę. Włosy nie owijały się wokół rolki, tylko były na bieżąco rozczesywane i zasysane. W efekcie odpadła konieczność ręcznego dłubania przy szczotce, co - nie będę ukrywać - szalenie mnie ucieszyło.
Kolejna dobra wiadomość nadeszła wraz z pierwszą przerwą. Bo, jak się okazało, po sprzątaniu nie zostałem z brudną rolką. Urządzenie wyczyściło ją samo, a następnie wysuszyło - odpadł więc ewentualny problem wilgoci i nieprzyjemnych zapachów.

A skoro już przy zapachach jesteśmy… Sprzątanie to nie tylko to, co widać, ale też to, co czuć. Zwłaszcza w kuchni, gdzie zapachy potrafią zostać na dłużej. System piany poradził sobie również i z tym aspektem - aktywne składniki zniwelowały nie tylko zabrudzenia, ale i zneutralizowały nieprzyjemne zapachy. A to coś, czego mi zawsze brakuje przy szybkich porządkach.
Wygoda, do której łatwo się przyzwyczaić
Mimo że efekt pozostaje dla mnie najważniejszy, spore znaczenie ma również ergonomia. Chodzi tu o to, jak sprzęt leży w dłoni, czy jest ciężki i jak się nim manewruje między meblami.
Roborock F25 Ace Pro pozostaje urządzeniem dość lekkim, świetnie reagującym na ruchy i nie "uciekającym" z rąk. Zakręty, przestrzenie między stołem a krzesłami czy okolice kanapy nie były żadnym problemem - pomocna okazała się technologia FlatReach 2.0. Dało się też odczuć, że koła mają elektryczne wspomaganie, za które odpowiada inna technologia, SlideTech 2.0, a więc wspierane przez AI płynne manewrowanie.
Na plus działa też litrowy zbiornik na wodę - nie musiałem co chwilę przerywać sprzątania. W moim przypadku udało się ogarnąć większość mieszkania za jednym podejściem. Do tego doszedł sensowny czas pracy na baterii (do godziny na jednym ładowaniu), który nie wymuszał planowania wszystkiego wokół ładowarki.
Sprzęt, który myśli za użytkownika
Tego wszystkiego jednak można się było spodziewać. Wszak w nazwie urządzenia słowo "pro" pojawia się nie bez powodu. To, co tak naprawdę zaskakuje, to fakt, ile rzeczy dzieje się samo. Wspominałem już o samoczyszczeniu w wysokiej temperaturze i automatycznym suszeniu, ale... jest tego więcej.

Na przykład Roborock F25 Ace Pro w czasie rzeczywistym wykrywa poziom zabrudzeń, a następnie automatycznie dostosowuje intensywność czyszczenia do rodzaju i stopnia zabrudzenia powierzchni. Nie trzeba też zastanawiać się nad mocą czy ilością wody. Największa zmiana w porównaniu do tradycyjnego mycia? Liczba etapów. Bo znika konieczność "przełączania" się między odkurzaczem a mopem. Znika poprawianie po mopie. Znika wreszcie część ręcznej pracy przy trudniejszych zabrudzeniach.
Na koniec warto wspomnieć o największych różnicach między modelami z serii Roborock F25, które widać choćby w mocy ssania i sposobie czyszczenia. F25 Ace Pro jest najmocniejszy (25 000 Pa) i wyróżnia się trybem mycia pianą oraz najwyższą temperaturą samoczyszczenia (95 stopni Celsjusza). F25 Ultra ma nieco słabszą moc (22 000 Pa), ale nadrabia zaawansowanymi trybami - oferuje tryb parowy i gorącą wodę, a także rozbudowane samoczyszczenie (jednocześnie para i woda).
Głównym wyróżnikiem F25 ACE COMBO, sprawiającym, iż jednym sprzętem ogarniemy w domu niemal wszystko, pozostaje z kolei wszechstronność i modułowość 5-w-1 (jedna jednostka główna, dwa korpusy, trzy głowice ze szczotkami). W praktyce oznacza to, że urządzenie łatwo dopasujemy do różnych zastosowań: może służyć zarówno do sprzątania na mokro i na sucho, działać jako bezprzewodowy odkurzacz pionowy, a także sprawdzić się przy dokładnym usuwaniu roztoczy.
Materiał promocyjny







