Ślady Wielkiej Wojny. Walki na terenach Beskidu Niskiego
W całej Polsce można odnaleźć liczne ślady świadczące o dawnych konfliktach zbrojnych. Niektóre z takich miejsc cechują się szczególną kombinacją historii, architektury oraz położenia. Dzięki temu spełniają rolę zarówno pomników pamięci, jak i wartościowych zabytków, które pozwalają na lepsze zrozumienie skali oraz charakteru minionych zdarzeń.
Wśród takich punktów wymienić można szereg cmentarzy z czasów I wojny światowej, rozsianych na południu Polski. Ten, który jest położony na szczycie Rotundy (771 m n.p.m.) w woj. małopolskim w Beskidzie Niskim, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych.
Rotundę spowija aura tajemniczości. To miejsce ma swój niepowtarzalny charakter, którego nie da się w żaden sposób opisać
Zdania te, umieszczone na tablicy informacyjnej przy cmentarzu wojennym nr 51, doskonale ukazują unikalność tego miejsca.
Historia zapisana w architekturze
Cmentarz wojenny nr 51 założono na planie koła, a jego najbardziej charakterystycznym elementem są wysokie drewniane wieże. Środkowa z nich góruje nad otoczeniem, podczas gdy mniejsze rozmieszczono wokół niej. Panuje tu głęboka cisza. Nie biją dzwony, nie rozbrzmiewają pieśni. Wieże te są niczym milczący strażnicy terenów, na których podczas I wojny światowej miały miejsce dramatyczne wydarzenia.
- Wielka Wojna bardzo mocno odcisnęła swe piętno na terenach Beskidu Niskiego oraz niedalekich Gorlicach. Po długim i ciężkim oblężeniu, dnia 22 marca 1915 roku poddano Twierdzę Przemyśl. Front zmagań między armią rosyjską i austro-węgierską ustabilizował się w Karpatach. Już w czasie walk, na terenach Pogórza Przemyskiego, wojska cesarsko-królewskie przygotowały tzw. Karpaten Festung - okopy i zabezpieczenia na głównej grani Karpat. W szczególności te tworzone na terenie Bieszczadów i Beskidu Niskiego miały na celu zatrzymanie rosyjskiego "walca parowego" - czytamy w opracowaniu autorstwa M. Rąpały.
Cmentarz wojenny nr 51. Miejsce pamięci na Rotundzie
W pewnym momencie walki toczyły się praktycznie o każde wzniesienie, włączając w to także Rotundę. Działania prowadzone w trudnych warunkach przyniosły liczne straty w ludziach.
- Do ścierających się armii dołączył jeszcze jeden przeciwnik - mróz, który zbierał śmiertelne żniwo. W dzień temperatura utrzymywała się powyżej zera i padał deszcz, który na nieszczęście dla walczących wieczorem zamarzał. Nocą rodziło się piekło zimy. Żołnierze w okopach pod żadnym pozorem nie mogli palić ognisk. Te nie mogły bowiem zdradzać pozycji, by wróg nie kierował tam ostrzału artylerii. Ludzie chorowali z wyziębienia lub zamarzali - brzmi opis zdarzeń.
W 1915 roku powołano Wydział Grobów Wojennych, którego zadaniem było porządkowanie pól bitewnych i organizowanie godnych pochówków poległych żołnierzy. Inicjatywa miała jeszcze jeden cel - zapobieganie zanieczyszczeniu wód i rozprzestrzenianiu się chorób. Budowę cmentarza na Rotundzie, która wówczas była bezleśnym wzniesieniem, zainicjowano w 1917 r., a zakończono rok później.

Zabytkowy cmentarz z czasów I wojny światowej
Cmentarz wojenny nr 51 zaprojektował wybitny słowacki architekt Dušan Jurkovič. Jego wizja łączyła motywy regionalnego budownictwa ludowego z elementami secesji. Tak powstało dzieło o charakterze pomnikowym, które współgra z otaczającym krajobrazem. Wznoszenie tak skomplikowanych obiektów architektonicznych wysoko w górach było rzadkością.
- To właśnie na Rotundzie widzimy unikatowy charakter cmentarzy z czasów Wielkiej Wojny. Niejednokrotnie na jednym cmentarzu pochowani są żołnierze wszystkich walczących stron - pisze M. Rąpała.
Na beskidzkim wzgórzu pochowano 54 żołnierzy poległych w 1915 roku - 42 żołnierzy armii austro-węgierskiej oraz 12 żołnierzy rosyjskich. Architektura cmentarza nie dzieli zmarłych ze względu na przynależność narodową. Układ 24 mogił, w tym kilku zbiorowych, został zaprojektowany w sposób symetryczny wzdłuż kamiennego ogrodzenia. Pomiędzy grobami ku niebu pnie się pięć drewnianych wież.
Na centralnej wieży można znaleźć tablicę z wierszem autorstwa Hansa Hauptmanna, który w tłumaczeniu Henryka Sznytka brzmi:
Uratowany zabytek. Cmentarz nr 51 niedawno odbudowano
W 1980 r. cmentarz na Rotundzie został wpisany do rejestru zabytków - jako pierwszy spośród tego typu założeń w regionie. Niestety, mimo tego zabiegu, obiektu nie objęto ochroną, której już wtedy bardzo potrzebował, ponieważ w międzyczasie doszło do licznych zniszczeń.
Poważne zmiany przyniósł dopiero początek lat 2000. W ratowanie zabytku zaangażowało się wiele osób i instytucji, a działania porządkowe i remontowe przerodziły się wkrótce w projekt odbudowy całości cmentarza. Kilka lat temu udało się zakończyć związane z tym prace.
Dzięki tym staraniom wyjątkowe miejsce pamięci nie obróciło się w zgliszcza i dziś na szczycie Rotundy możemy podziwiać nekropolię w niemal w takiej formie, w jakiej została wzniesiona ponad sto lat temu. To jedno z najbardziej charakterystycznych i najlepiej rozpoznawalnych założeń cmentarnych z czasów I wojny światowej w tej części Europy.

Wejście na Rotundę. Szczyt leży na Głównym Szlaku Beskidzkim
Cmentarz wojenny nr 51 leży na trasie najdłuższego szlaku w polskich górach - Głównego Szlaku Beskidzkiego, oznaczonego kolorem czerwonym. Można nim podejść na Rotundę od Regietowa lub od Zdyni. Nazwa szczytu wzięła się od jego formy - kopy, która jest nieznacznie wyciągnięta w kierunku północno-wschodnim. Miejsce jest popularnym celem wędrówek. Gdy je odwiedzałam, na górze było bardzo tłoczno.
- Nigdy czegoś podobnego nie widziałem. Wieże robią ogromne wrażenie - powiedział pan Piotr, z którym rozmawiałam na szczycie Rotundy.
Weszłam na nią od strony Regietowa, gdzie można zostawić auto. Podejście na górę jest dość strome, spokojnym tempem zajmuje ok. godzinę. Przy cmentarzu umieszczone są ławki i kilka tablic informacyjnych dotyczących historii walk, budowy oraz remontu tego miejsca pamięci, które nosi dziś miano "jednego z najpiękniejszych cmentarzy z okresu Wielkiej Wojny".











