Spis treści:
- Co to jest Duolingo i czego możemy się z nim nauczyć?
- System kar i nagród. Bezpłatna wersja bywa uciążliwa
- Nielimitowana energia, brak reklam. Płatne abonamenty w aplikacji i promocja
- Testowałam płatne Duolingo ponad połowę stycznia. Pierwsze wrażenia
- Od ponad dwóch tygodni uczę się języka codziennie. Jak to możliwe?
- Ile kosztują płatne plany w Duolingo - Super i Max? Niższa cena za abonament
Co to jest Duolingo i czego możemy się z nim nauczyć?
Zacznijmy jednak od początku. Czym w ogóle jest Duolingo? To darmowa aplikacja do nauki języków obcych dostępna na telefonach z Androidem i iOS-em. Dzięki niej możemy odbyć kurs hiszpańskiego, francuskiego, niemieckiego, włoskiego, portugalskiego, japońskiego, koreańskiego i chińskiego (nauczymy się właściwie ponad 40 języków, ale te wymienione przeze mnie są dostępne dla mówiących po polsku). Od zeszłego roku możemy się uczyć także podstaw szachów, a z niestandardowych propozycji możemy również wybrać matematykę i… muzykę.
Nauka języka koreańskiego chodziła mi po głowie od dłuższego czasu. Ustalmy jedno - nie zakładam, że zaraz będę z łatwością potrafiła przeprowadzić konwersacje, choćby podstawowe. Zależy mi na tym, aby mniej więcej rozumieć treści umieszczane w tym języku w internecie oraz żebym nie musiała non stop patrzeć na ekran, gdy oglądam serial, jednocześnie szydełkując. Samo to założenie zniosło presję, która już na wstępnie mogła powodować frustrację.

Nowy rok posłużył jako pretekst, po prostu miałam wtedy trochę wolnego czasu, a że telefon był już w dłoni, ściągnięcie Duolingo to był moment. Aplikacja jest darmowa, zatem następnie wystarczyło tylko wybrać kurs i zacząć naukę. Zobaczyłam jednak, że trwają promocje na konkretne plany i sięgnęłam do wspomnień.
System kar i nagród. Bezpłatna wersja bywa uciążliwa
Jakiś czas temu, jeszcze na studiach, uczęszczałam na kurs języka włoskiego. Wtedy również uznałam, że korzystanie z Duolingo to dobry pomysł. Niestety na czymś twórcy apki muszą zarabiać, w związku z czym na dany dzień każdemu użytkownikowi przysługiwała jakaś liczba "serc". System serduszek zdecydowanie działał na naszą niekorzyść, ponieważ błąd odbierał jedno z nich, a często i chęć do tego, by w ogóle kontynuować naukę, w końcu dostawaliśmy kary za błędy. A błędy będziemy popełniać - uczymy się przecież nowego języka.
W zeszłym roku sytuacja się nieco zmieniła, a serduszka zostały zastąpione przez energię. Ten ruch ze strony twórców apki spotkał się z dużym sprzeciwem użytkowników, ponieważ wciąż było to spore ograniczenie. Każde pytanie zużywa energię, za kilka poprawnych odpowiedzi jesteśmy nagradzani, dodatkowo energia ładuje się z czasem. Wyeliminowano więc kwestię kar, ale oba systemy są nieidealne i ograniczają, wywołując bardzo różne emocje.
To właśnie przez system serduszek lata temu zrezygnowałam z dalszej nauki. Teoretycznie zostało to rozwiązane przez energię, ale zostawał jeszcze jeden problem: reklamy. Nie lubię marnować czasu na oglądanie materiałów promocyjnych i czekanie, aż będę mogła je wyłączyć… Nawet jeśli promują jedynie konkretny plan w apce albo zdobywam za nie "walutę" potrzebną do dalszego korzystania z oprogramowania.
Nielimitowana energia, brak reklam. Płatne abonamenty w aplikacji i promocja
W Duolingo mamy do wyboru 3 plany. Całkowicie bezpłatny, Super Duolingo z nielimitowaną energią i brakiem reklam, a także ze spersonalizowanymi ćwiczeniami, które pozwalają się skupić na naszych słabych stronach i Duolingo Max z wideorozmowami, opiniami zwrotnymi w czasie rzeczywistym, personalizowanymi ćwiczeniami i również brakiem reklam i nielimitowaną energią (oba te plany mają też swoją wersję rodzinną, dla łącznie 6 osób).
Cel miałam ustalony, a promocja upoważniała do zakupu dostępu do Super Duolingo na cały rok za 167,99 zł. Mając w pamięci ograniczenia i moje poprzednie zniechęcenie, zastanawiałam się tylko chwilę - no więc, czy było warto?
Testowałam płatne Duolingo ponad połowę stycznia. Pierwsze wrażenia
Język koreański, jak możecie się domyślać, do najprostszych nie należy. Naturalnie więc naukę rozpoczęłam od alfabetu i muszę przyznać, że jeszcze go nie skończyłam, ponieważ przewidziano mnóstwo ćwiczeń z każdą literą. Musimy się w końcu nauczyć czytania, pisania, rozpoznawania znaków i dźwięków, a także łączenia. I rzeczywiście - wszystko to robimy.

Na korzyść kursu zdecydowanie przemawia to, że kiedy myślałam już, że któryś z elementów będzie pominięty, okazało się, że tak, przyjdzie mi rysować znaki palcem po ekranie itp. Faktycznie, jeśli popełnię jakiś błąd (albo dziesięć) podczas lekcji, dany znak czy wyrażenie będą do mnie wracały, aż w końcu napiszę je poprawnie.
Właściwie powtarzania nie da się uniknąć, nawet jeśli nie popełniamy błędów, ale nie ma się co dziwić, jest to czynność kluczowa dla zapamiętywania. Zauważyłam, że nawet jeśli coś mi wyjątkowo nie wchodzi i ciągle popełniam te same błędy, bo mylą mi się litery, które wyglądają bardzo podobnie, w pewnym momencie po prostu coś zaskakuje, a ja wybieram poprawne odpowiedzi.
Od 4 stycznia używam Duolingo codziennie i po tym czasie znam większość liter, nadal sporadycznie robię błędy (zwłaszcza jeśli się spieszę, a wymawiane przez lektorów różne znaki odpowiadają niemal tym samym dźwiękom), ale jestem w stanie bardzo powoli rozpoznawać i, że tak odważnie się wyrażę, czytać pojedyncze słowa, widoczne np. na produktach spożywczych.

Naturalnie oprócz alfabetu dostępny mamy też normalny kurs z modułami. W jego ramach również mamy ćwiczenia ze słuchania, mówienia, tłumaczenia, regularnie wprowadzane są nowe słowa, które w każdym momencie możemy podejrzeć. Układamy zdania, dopasowujemy obrazki, a jeśli Duolingo robimy np. w tramwaju i nie możemy powtarzać, możemy wyłączyć ćwiczenia na mówienie na 15 minut.
Od ponad dwóch tygodni uczę się języka codziennie. Jak to możliwe?
Jak to się w ogóle stało, że naprawdę codziennie sięgam po apkę? To proste, ale nieoczywiste. Przede wszystkim… Mam wyłączone powiadomienia. Nic mnie tak nie denerwuje, jak apki non stop zabiegające o moją uwagę, a dokładnie tak można scharakteryzować Duolingo. Aby więc zdjąć z siebie presję i poczucie osaczenia, które po prostu na mnie nie działają, musiałam zrezygnować z nachalnych przypomnień.

Na ekranie mojego telefonu pojawił się za to widżet, na którym wyświetla się liczba dni nauki z rzędu. Dodatkowo regularnie zmienia się tam grafika i pokazuje się tekstowe przypomnienie - wystarczająco, by stanowiło ozdobę, ale w nienachalny sposób także przypominało o tym, że powinnam usiąść do nauki, choćby na chwilę.
Tak, wystarczy zrobić dosłownie jedną sekcję ćwiczeń (które czasem potrafią zająć jedyne 2 minuty), by dzień został zaliczony. I tak jak w przypadku 2 czy 3 dni ewentualny utracony progres nie robił na mnie wrażenia, tak 16 dni i więcej już trochę gorzej odpuścić. A skoro już jestem, to mogę zrobić więcej, prawda? To bardzo prosta motywacja, ale działa.

Dodatkowo jesteśmy przypisani do danej ligi. Dzięki odbytym lekcjom dostajemy punkty, które umiejscawiają nas w rankingu z innymi użytkownikami. Skoro i tak chcę się uczyć i z nieprzymuszonej woli poświęcać temu czas, zajęcie jakiegoś miejsca w rankingu może stać się przecież dodatkową motywacją do tego, żeby spędzić na nauce kilka chwil dłużej. (Tak, skończyłam już ligę na 1 miejscu. Widać? ;))
Nagroda za jedno, za drugie, miesięczne wyzwania i seria, której szkoda utracić - to są bardzo proste motywacje, ale o dziwo… działają. Dzięki temu w bardzo łatwy i niemal nieświadomy sposób wyrabiamy sobie nawyk i to, nawet jeśli nie robimy niesamowitych postępów w nauce, raczej pozytywny, w końcu ten czas moglibyśmy spędzać, bezmyślnie oglądając krótkie filmy w mediach społecznościowych.

Ile kosztują płatne plany w Duolingo - Super i Max? Niższa cena za abonament
Na pewno interesującą kwestią jest cena. Ile to Duolingo w końcu kosztuje? Jak już wspomniałam, swój abonament wykupiłam na początku stycznia, poniekąd kierując się promocją, która lada moment miała się skończyć. Gdy sprawdziłam cennik wczoraj, odliczanie kolejnych 72 godzin z niższą ceną trwało w najlepsze, co właściwie jest średnim zabiegiem i daje wrażenie istnienia wiecznej promocji. Czy tak faktycznie jest? Trudno powiedzieć, na pewno chętnie to sprawdzę za kilka dni albo w następnym miesiącu.
Na ten moment również możecie skorzystać z abonamentu na Super Duolingo za 167,99 zł na rok. Duolingo Max już bez promocji jest z kolei dostępne za 539,99 zł w opcji indywidualnej w ramach opłaty rocznej (44,99 zł miesięcznie). Jak więc widać, regularne ceny są po prostu bardzo wysokie i najpewniej jeśli bralibyśmy pod uwagę takie kwoty, zupełnie inaczej rozmawialibyśmy o opłacalności tej subskrypcji.
Jeżeli jednak jesteśmy zmotywowani, chcemy się uczyć i wiemy, że jesteśmy w stanie wytrwać w postanowieniu, a nawet siadać do nauki codziennie, to gdy podzielimy cenę najtańszego płatnego abonamentu w promocji, wychodzi nam ok. 0,46 zł na dzień, a to brzmi już jak dobra propozycja. W gruncie rzeczy wszystko zależy od nas.
2 tygodnie to oczywiście za mało czasu, by nauczyć się jakiegokolwiek języka. Zdecydowanie zauważyłam jednak progres, który określam jeszcze bardzo nieśmiałymi przymiotnikami, ale przede wszystkim wyrobiłam sobie nowy nawyk, zapewniający mi codzienne wyzwania i rozwój. Nawet jeśli zdobyte umiejętności wykorzystam później do małych celów, stwierdzam z pełnym przekonaniem, że w moim przypadku to był dobry wybór.












