Reklama

Diabeł z Tczewa. Przerażająca historia Piotra Trojaka

Przez kilka lat był nieuchwytny dla polskiej policji /Wojciech Strozyk/REPORTER /East News

Reklama

Tą sprawą żyła cała Polska. Okrutne zabójstwo w niewielkiej wsi na zawsze zapisało się do historii polskiej kryminalistyki. Gdy wydawało się, że sprawa ucichła, morderca zaatakował ponownie. Tym razem zostawił za sobą więcej śladów.

Rok 2002, Lisewo Malborskie

Gdy dziesięcioletni Marcin wracał do domu po wizycie u dziadków, nie wiedział jeszcze, że to ostatnie chwile jego życia. W pewnym momencie chłopaka zatrzymał nieznajomy, prosząc go o pomoc w naprawie obluzowanego łańcucha roweru.

Pod pretekstem potencjalnego zagrożenia na drodze mężczyzna wyprowadził małolata w głąb pola. Następnie obezwładnił go i zadał śmiertelne dźgnięcia nożem. Po wszystkim porzucił narzędzie zbrodni i uciekł z miejsca morderstwa.

Kilkadziesiąt minut później ciało odnalazła pewna kobieta, która zaniepokojona widokiem porzuconego roweru, poszła szukać potencjalnej ofiary wypadku samochodowego. Gdy zobaczyła zwłoki, myślała, że stało się dokładnie to, co pierwotnie zakładała.

Reklama

Na miejsce przyjechały odpowiednie służby i rozpoczęto śledztwo. Za zabójstwo obwiniono niejakiego Tomasza Kułaczewskiego - choć miał on alibi, to prokuratura nie zamierzała brać tego pod uwagę.

Zastraszany oraz torturowany oskarżony przyznał się w końcu do winy i wkrótce został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. Kto wie, jak długo przebywałby w więzieniu, gdyby nie sytuacja, która wydarzyła się trzy lata później.

Rok 2005, Łęgowo

Pewien mężczyzna zobaczył nastolatka bawiącego się w łowienie ryb przy niewielkiej rzece. Podszedł do niego, usiadł obok i zaczął rozmawiać. Po kilku minutach pogawędki stwierdził, że pokaże mu ciekawe ruiny niedaleko miejsca, w którym przebywali.

Gdy dotarli na miejsce, 28-latek obezwładnił chłopca. Chciał wykorzystać go seksualnie, ale natrafił na opór, więc zdecydował się go udusił. Następnie, aby być pewnym, że po prawdopodobnym oprzytomnieniu nastolatek go nie wyda, wyciągnął nóż i zadając nim całą serię ciosów, zabijając 11-latka.

Kiedy mężczyzna w pośpiechu opuszczał miejsce zdarzenia, wypatrzył go miejscowy rolnik, który od razu udał się do wspomnianych wcześniej ruin. Tam znalazł ciało nastolatka, o czym natychmiast powiadomił policję.

Rozwiązanie zagadki

Służby szybko ustaliły wygląd sprawcy i rozpoczęto obławę. 28-latka schwytano tego samego dnia, kiedy wysiadał z pociągu. Zatrzymano go, a w jego plecaku znaleziono zakrwawione noże.

Piotr Trojak - właśnie tak nazywał się morderca. W trakcie rozpytanie wyznał, że nie było to jego pierwsze zabójstwo i dokładnie opisał historię, która wydarzyła się trzy lata wcześniej. Miejscowa policja nie znała jednak zbytnio szczegółów tamtej zbrodni, gdyż wydarzyła się ona w innym powiacie.

Mężczyzna został skazany na dożywocie, jednak w trakcie procesu wycofał się z wcześniejszych zeznać. Po konsultacjach z adwokatem stwierdził, że był jedynie świadkiem morderstwa z 2002 roku. Wiedział, że dowody nie są wystarczające, by go obciążyć. W związku z tym udowodniono mu tylko drugie zabójstwo.

Uniewinnienie

W tzw. międzyczasie po czterech latach uniewinniono Tomasza Kułaczewskiego od zarzucanego mu czynu. Po wyjściu z więzienia uradowany zaczął śpiewać "niech żyje wolność i swoboda". Za wszystkie niezasłużone cierpienia wypłacono mu 300 tysięcy złotych odszkodowania.

Lecz żadne pieniądze nie oddadzą mu zmarnowanego czasu i nie wyleczą krzywd odniesionych w zakładzie karnym. - Poniżali mnie, bili, torturowali i gwałcili - tak opisywał ten czas poszkodowany.

Ostateczny wyrok

Policja z wydziału "Archiwum X" chciała udowodnić, że za morderstwo w 2002 roku również odpowiedzialny był Trojak. Przesłuchano więc jego współwięźniów i kilku z nich przyznało, że opowiadał on o dwóch różnych zabójstwach.

- Ze strachu przed nim nie mogłem spać. W dzień spał, w nocy słuchał Metalliki, oglądał horrory. Lubił krew. Powiedział, że zabił dwóch chłopców - twierdził więzień, który dzielił celę ze zbrodniarzem.

Przeanalizowano także fotografię noża, który własnoręcznie wykonał "Diabeł z Tczewa". Jeden ze śledczych przypomniał sobie, że widział identyczną linkę, jaką była owinięta rękojeść narzędzia, w domu mordercy. Po latach sznurek nadal tam wisiał, a po przebadaniu go przez biegłych udowodniono, że to dokładnie ten sam materiał.

Między innymi te dowody sprawiły, że Trojak w 2014 roku ponownie trafił na salę rozpraw. Choć początkowo materiały dowodowe nie przekonały sędziego, to po kilku tygodniach w Tczewianinie coś pękło i sam przyznał się winy.

Więcej trzymających w napięciu spraw kryminalnych zobaczycie w serialu "Gliniarze" - od poniedziałku do piątku o 16:35 na antenie telewizji Polsat.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje