Za badania odpowiada zespół Royal Canadian Geographical Society (RCGS) we współpracy z Woods Hole Oceanographic Institution (WHOI). Do dokumentacji wraku wykorzystano zdalnie sterowany pojazd podwodny Falcon oraz załogowy batyskaf Alvin. Tegoroczna wyprawa była kontynuacją badań z 2024 roku, kiedy za pomocą sonarów po raz pierwszy zlokalizowano miejsce spoczynku statku.
Świadek śmierci Shackletona
"Quest" zajmuje szczególne miejsce w historii eksploracji polarnej. Ernest Shackleton kupił jednostkę w 1921 roku z myślą o wyprawie do kanadyjskiej Arktyki, po wycofaniu rządowego wsparcia zmienił jednak plany i skierował ekspedycję na południe. Do celu nigdy nie dotarł - w wieku zaledwie 47 lat zmarł na zawał serca podczas postoju na wyspie Georgia Południowa.
Po śmierci odkrywcy "Quest" służył kolejnym ekspedycjom arktycznym oraz norweskim połowom fok. Jego historia zakończyła się 5 maja 1962 roku, kiedy został zmiażdżony przez lód i zatonął w Morzu Labradorskim.
Wrak w gorszym stanie niż przypuszczano
Pierwsze zejście do wraku przyniosło badaczom mieszane uczucia. Okazało się, że statek jest w znacznie gorszym stanie, niż sugerowały obrazy sonarowe wykonane dwa lata wcześniej. Nadbudówka mostka zniknęła, a znaczna część burty została opleciona porzuconymi sieciami rybackimi, linami i elementami sprzętu trałowego, które przez lata zaczepiały o wrak.
Mimo tych uszkodzeń charakterystyczny kadłub pozostaje dobrze rozpoznawalny. Dziób pokrywają dziś miękkie koralowce i ukwiały, a wokół jednostki gromadzą się ławice dorszy atlantyckich, czerwonych okoni oraz innych gatunków ryb głębinowych.
"Quest" nie był dużym statkiem, ale z bliska wydawał się ogromny. To niezwykle poruszające doświadczenie uświadomić sobie, że właśnie po tym pokładzie spacerował Ernest Shackleton
Podwodne laboratorium
Naukowcy podkreślają też, że historyczny statek stał się dziś czymś znacznie więcej niż zabytkiem archeologii morskiej. Kolejne przebudowy prowadzone przez 45 lat służby - od wymiany napędu parowego na silnik Diesla, po przebudowę dziobu i rufy - sprawiły, że wrak składa się z wielu różnych materiałów, które zostały zasiedlone przez odmienne organizmy.
W efekcie wokół powstał niezwykle bogaty ekosystem. Badacze zaobserwowali liczne miękkie koralowce, ukwiały oraz zębacza pasiastego, zwanego też wilkiem morskim - zagrożony gatunek ryby występujący w wodach Kanady. "To fascynujące, że ślad pozostawiony przez człowieka stworzył nowe siedlisko życia. Wrak zwiększa lokalną bioróżnorodność i może stać się pomostem umożliwiającym rozprzestrzenianie się kolejnych gatunków" - wyjaśniła biolog morska Kirstin Meyer-Kaiser z Woods Hole Oceanographic Institution.
Ciemna strona odkrycia
Ekspedycja ujawniła jednak także mniej optymistyczny obraz. Wrak niemal całkowicie pokrywają porzucone sieci rybackie oraz elementy wyposażenia używanego do połowów dennych. To przykład tzw. ghost gear - pozostawionego w morzu sprzętu rybackiego, który przez dziesięciolecia stanowi zagrożenie dla organizmów morskich i utrudnia badania archeologiczne.
Co szczególnie zaskakujące, "Quest" spoczywa na obszarze, gdzie trałowanie dna zostało zakazane już ponad dwie dekady temu. Zdaniem naukowców pokazuje to, że skutki działalności człowieka mogą pozostawać widoczne na dnie oceanów przez wiele dziesięcioleci.
W najbliższych miesiącach naukowcy zamierzają stworzyć szczegółowy trójwymiarowy model wraku z wykorzystaniem fotogrametrii podwodnej. Cyfrowy bliźniak "Quest" ma pomóc zarówno w dalszych analizach naukowych, jak i w zachowaniu pamięci o jednym z najsłynniejszych statków w historii eksploracji polarnej.












