Reklama

Krakowski mord. Zbrodnia prawie doskonała

Śledczy po latach natknęli się na ślad, który doprowadził ich prosto na trop sprawców /123RF/PICSEL

Reklama

Wiele zabójstw planuje się w taki sposób, aby nikt nigdy się o nich nie dowiedział. Tak też miało być w Krakowie w 2006 roku. Policja niczego nie podejrzewała i wszystko szło zgodnie z planem sprawców. Być może, nigdy nie odkrylibyśmy prawdy, gdyby nie zeznania pewnej kobiety…

Kraków 2006

Przy jednym z krakowskich cmentarzy znaleziono mężczyznę, który z daleka wyglądał jakby spał, ale po bliższym kontakcie widać było, że jest w co najmniej bardzo złym, a może nawet agonalnym stanie. Wkrótce na miejscu zjawiło się pogotowie ratunkowe, potwierdzając najgorsze. Co więcej, ratownicy stwierdzili, że nie mieli żadnych szans pomóc zmarłemu, gdyż ten nie żył już od co najmniej kilkudziesięciu godzin.

W krwi denata wykryto niemal cztery promile alkoholu, w związku z czym wniosek wydawał się prosty - mężczyzna upił się na śmierć. W tzw. międzyczasie zaniepokojona żona, Renata, zgłosiła zaginięcie męża, a gdy kilka dni później zobaczyła jego ciało w prosektorium, wpadła w istną histerię. Spotkała ją prawdziwa tragedia.

Reklama

Ponad dwa miesiące później podczas przesłuchania kobieta wyznała, że jej życiowy partner miał poważne problemy z alkoholem oraz zażywał leki psychotropowe. Dodatkowo często wyładowywał swoją agresję na niej i dzieciach. Groził śmiercią, wyrzucał z domu, maniakalnie śledził. Wszystko wydawało się jasne. Sprawę zakończono.

Cztery lata później

Nieoczekiwany obrót spraw miał miejsce kilka wiosen później, gdy na policję zgłosiła się pewna kobieta o imieniu Magdalena, która miała być... świadkiem rzekomego morderstwa sprzed czterech lat. Całą historię niezwykle szczegółowo opisywała, a jej zeznania układały się w spójną, mającą sens całość.

Otóż mąż Magdaleny (Mariusz) wraz z mężem Renaty (Tomaszem) poznali się kiedyś w więzieniu, gdzie pierwszy z nich odsiadywał wyrok za handel narkotykami, drugi natomiast za spowodowanie wypadku drogowego pod wpływem alkoholu. Ich przyjaźń była kiedyś tak mocna, że gdy Tomasz wyszedł na wolność, regularnie odwiedzał swojego kolegę oraz pomagał jego żonie.

Aczkolwiek trzeba zaznaczyć, że te czasy już dawno minęły, a ich stosunek do siebie diametralnie uległ zmianie, na co głównie miał wpływ wynoszący kilkadziesiąt tysięcy złotych dług Tomasza u Mariusza - człowieka doprawdy nieobliczalnego, nieustannie odurzonego narkotykami.

Co więcej, relacja Tomasza z Renatą również nie układała się zbyt dobrze. Wybranka zdradzała go regularnie, przez co wpadł on w nałóg alkoholowy. Kiedyś kobieta zleciła nawet pobicie własnego męża. Od półtora roku para była w separacji.

Pewnego dnia zorganizowano więc imprezę mającą rozwiązać wspomniane problemy. Początkowo uczestniczyli w niej Tomasz, Mariusz i Renata, a gdy na miejscu pojawiła się Magdalena, doznała potężnego szoku. Alkohol spożywał wyłącznie dawny przyjaciel jej męża i to nie samodzielnie, bo wlewano go przez butelkę z założonym dziecięcym smoczkiem.

Ciemnozielony kolor trunku również pozostawiał wiele wątpliwości. Okazało się, że na barwę napoju miały wpływ psychotropy dodane do środka. Renata - z zawodu pielęgniarka - doskonale wiedziała, jaką miksturę przyrządziła.

Następnie na miejscu pojawił się jej nowy partner, Artur, który pomógł partnerce oraz Mariuszowi w pozbyciu się ciała. Zbrodnia wydawała się praktycznie doskonała. Po wszystkim Renata otrzymała pokaźny spadek po zamordowanym, a jego część miała oddać swojemu pomocnikowi.

Dalsze perypetie

Po sprzedaniu jednego z gruntów zamordowanego Renata nie podzieliła się jednak obiecanymi pieniędzmi z Mariuszem. Ten rozwścieczony zaczął ją nachodzić, przywłaszczać różne drogocenne przedmioty, a nawet utopił jej psa. Kobieta chcąc zażegnać niebezpieczeństwo, wpadła na niecodzienny pomysł, postanowiła dać mężczyźnie pod zastaw... własne dziecko.

Nikogo już nie zdziwi zapewne fakt, że zostało ono wkrótce uprowadzone. Sprawa trafiła na policję i wkrótce aresztowano porywacza, który trafił na 2,5 roku do więzienia. Cały czas trzymał jednak język za zębami.

Co ciekawe, przed tym incydentem morderczy duet obmyślił również plan zamordowania matki Tomasza, dzięki czemu zgarnęliby oni wartą ponad pół miliona złotych nieruchomość w spadku. Przed realizacją pomysłu starsza kobieta zmarła, w związku z czym nie musieli się oni nawet fatygować.

Po odsiedzeniu kary i wyjściu na wolność Mariusza B. w końcu dopadły wyrzuty sumienie. Żałował on swoich czynów i postanowił sam wymierzyć sobie karę. W 2009 roku popełnił samobójstwo.

Wyrok

Po zeznaniach Magdaleny ponownie przyjrzano się sprawie. Dokonano ekshumacji zwłok i w tkankach oraz włosach zamordowanego w 2006 roku Tomasza N. wykryto ślady silnych medykamentów niedostępnych w Polsce.

Do tej pory Renata wraz z Arturem żyli w dostatku w innej części Polski. Byli przekonani, że dopiero Bóg ich osądzi. Kilka lat temu w końcu ich aresztowano i wkrótce skazano - kobietę na 12 lat, natomiast jej partnera na dwa.

Więcej trzymających w napięciu spraw kryminalnych zobaczycie w serialu "Gliniarze" - od poniedziałku do piątku o 16:35 na antenie telewizji Polsat.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Kraków | morderstwo | zbrodnie | zabójstwo | trucizna | Tomasz N. | Renata N. | archiwum x

Reklama

Reklama

Reklama