Największe zagadki kompleksu Riese. Po co Niemcy drążyli góry?
Ogromne komory i rozbudowany system tuneli wykuty w litej skale sugerują, że kompleks "Riese" miał pełnić funkcję znacznie bardziej zaawansowaną niż tylko magazyn czy schron dowodzenia. Według części hipotez pod ziemią mogły działać hale montażowe oraz laboratoria pracujące nad nowymi rozwiązaniami technicznymi dla niemieckiego przemysłu zbrojeniowego podczas II wojny światowej.

Spis treści:
- Czy Góry Sowie miały zastąpić Wilczy Szaniec?
- Podziemne fabryki w kompleksie Riese
- Uran, "Die Glocke" i mroczne eksperymenty. Co działo się w tajnych laboratoriach?
- Złoty pociąg i inne skarby. Co kryją sztolnie?
Pod koniec wojny część infrastruktury kompleksu "Riese" została celowo zniszczona przez wycofujące się wojska niemieckie. W wielu obiektach wysadzano szyby techniczne, zasypywano wejścia do tuneli oraz odcinano dostęp do głębiej położonych poziomów podziemi. Działania te miały uniemożliwić przejęcie instalacji przez Armię Czerwoną oraz utrudnić rozpoznanie rzeczywistego przeznaczenia budowanych obiektów.
Czy Góry Sowie miały zastąpić Wilczy Szaniec?
Podczas II wojny światowej Góry Sowie znajdowały się w granicach III Rzeszy, jako część niemieckiej prowincji Dolny Śląsk (Provinz Niederschlesien). W 1943 roku minister uzbrojenia Albert Speer rozpoczął rozmowy z kierownictwem Organizacji Todta na temat budowy nowego kompleksu podziemnego, obejmującej zarówno przebudowę zamku Książ, jak i wydrążenie ogromnych tuneli w masywach górskich Sudetów. Projekt otrzymał kryptonim "Riese" (Olbrzym) i od samego początku zakładał przeniesienie infrastruktury dowódczej oraz części przemysłu zbrojeniowego w region odporny na alianckie naloty.
Góry Sowie składają się głównie z gnejsów, skał metamorficznych o bardzo wysokiej twardości. Drążenie w takim materiale przebiega wolniej niż w piaskowcu, lecz zapewnia znacznie wyższą odporność na uderzenia bomb lotniczych. Analizy geologiczne przeprowadzone przez naukowców z Wydziału Geoinżynierii, Górnictwa i Geologii Politechniki Wrocławskiej w 2009 roku potwierdzają obecność licznych żył granitowych i struktur tektonicznych umożliwiających tworzenie dużych komór podziemnych w stabilnym górotworze.

Skala inwestycji znacząco przekraczała potrzeby jednej kwatery dowodzenia. Dokumenty z 1944 roku przewidywały zużycie około 28 tysięcy ton stali i cementu - wolumenu odpowiadającego rocznemu zapotrzebowaniu Niemiec na budowę schronów dla ludności cywilnej. Sieć planowanych tuneli miała osiągnąć ponad 213 tys. metrów sześciennych objętości, a towarzysząca infrastruktura obejmowała 58 kilometrów dróg oraz system kolejek wąskotorowych łączących obiekty z liniami kolejowymi. W świetle wspomnień Nicolausa von Below oraz generała Waltera Warlimonta, podziemia mogły pełnić funkcję następcy Wilczego Szańca, przy jednoczesnym wsparciu produkcji zbrojeniowej przeniesionej pod ziemię.
Historycy potwierdzają istnienie siedmiu głównych systemów tunelowych oraz kilkudziesięciu obozów pracy wykorzystywanych przy budowie kompleksu. W trakcie prac zginęły tysiące ludzi. W lipcu 2024 roku zespoły z Wydziału Geodezji i Kartografii Politechniki Warszawskiej rozpoczęły skaning laserowy pozostałości Arbeitslager Riese w rejonie Osówki. Powstaje trójwymiarowy model obozowej infrastruktury, który umożliwia precyzyjne odtworzenie topografii całego zaplecza budowlanego kompleksu, obejmującego zalane chodniki oraz zablokowane komory.
Podziemne fabryki w kompleksie Riese
Projekt "Riese" objął siedem głównych kompleksów podziemnych zlokalizowanych w masywie Gór Sowich: Rzeczka, Włodarz, Osówka, Soboń, Jugowice (Jawornik), Gontowa oraz podziemia zamku Książ.
Drążenie było bardzo powolne, ponieważ skała pod wpływem materiałów wybuchowych pękała w niekontrolowany sposób. Powstałe komory wymagały natychmiastowego zabezpieczania stalą i żelbetem. Dokumentacja techniczna wskazuje na zastosowanie wiercenia otworów strzałowych oraz wykorzystanie kolejek wąskotorowych do transportu urobku na powierzchnię.
- Kompleks Włodarz
Największym i jednocześnie najbardziej zaawansowanym fragmentem kompleksu "Riese" jest Włodarz (Wolfsberg) w rejonie Jugowic. Pod masywem góry wydrążono tam ponad 3 kilometry korytarzy tworzących gęstą siatkę podziemnych tuneli oraz ogromne hale sięgające nawet 12 metrów wysokości. Część systemu miała charakter wielopoziomowy i została wyposażona w szybiki zsypowe, co sugeruje przygotowanie infrastruktury pod instalację ciężkich urządzeń technicznych.
Część tuneli została zalana jeszcze w 1945 roku po wyłączeniu pomp odwadniających. W niektórych miejscach o głębokość wody dochodzi nawet do dwóch metrów. Trasa turystyczna prowadzi przez komory wypełnione wodą, do których można dotrzeć jedynie łodziami.

Analizy inwentaryzacyjne kompleksu Osówka wykonane przez zespół AGH wykazały istnienie licznych chodników zakończonych ślepymi czołami, mogących wskazywać na plan połączenia Włodarza z sąsiednimi kompleksami poziomymi tunelami transportowymi.
- "Podziemne Miasto" Osówka
W Osówce koło Głuszycy, często określanej mianem "Podziemnego Miasta", znajduje się około 1700 metrów chodników oraz charakterystyczne naziemne konstrukcje nazywane "kasynem" i "siłownią" - w rzeczywistości są to fundamenty obiektów zaplecza technicznego.
Część kompleksu leży kilkanaście kondygnacji poniżej poziomu gruntu. Zwiedzanie odbywa się trzema trasami, w tym tzw. trasą ekstremalną realizowaną przy świetle latarek. Obejmuje ona przeprawę łodzią przez zalane fragmenty sztolni oraz przejście drewnianymi kładkami nad wodą. W niektórych odcinkach uczestnicy płyną w wąskiej łodzi przez korytarze wypełnione wodą, której poziom sięga kilkudziesięciu centymetrów.

Część wyrobisk, podobnie jak w innych obiektach "Riese", została zalana po wyłączeniu systemów odwodnienia w 1945 roku. W efekcie powstał wielopoziomowy system komór wodnych zalegających poniżej tras turystycznych. Współczesna eksploracja wykorzystuje metody georadarowe (GPR) oraz magnetyczne, które wykrywają anomalie sugerujące istnienie pustych przestrzeni skalnych oraz niewykończonych hal pod obecnie znanymi chodnikami. Duża ilość stali zbrojeniowej w tunelach utrudnia interpretację sygnałów pomiarowych, a jednocześnie wskazuje na zaawansowany etap przygotowań infrastrukturalnych.
- Kompleksy Rzeczka, Soboń, Jawornik, Gontowa i podziemia zamku Książ
Rzeczka (Sztolnie Walimskie) w okolicach Walimia liczy około 500-560 metrów wyrobisk, w dużej części obetonowanych już w 1944 roku. Soboń na stokach góry o tej samej nazwie zachował trzy główne wloty sztolni oraz rozległe hałdy urobku. Ślady torowisk wskazują na funkcjonowanie warsztatów naprawczych lokomotywek oraz systemów przeładunkowych. Pod zamkiem Książ Niemcy wydrążyli system szybów windowych oraz komór mających zapewnić bezpieczną komunikację pionową pomiędzy kondygnacjami rezydencji a przyszłymi halami podziemnymi.
Soboń, Jawornik (Jugowice Górne) oraz Gontowa, są częściowo zasypane niedostępne do zwiedzania z powodu zagrożeń konstrukcyjnych. W Gontowej natrafiono na fragmenty piaskowca, co stanowi rzadkość w regionie zdominowanym przez gnejs. Różnice w litologii ułatwiały szybkie drążenie, lecz zmniejszały odporność na detonacje bomb lotniczych. Dokumenty Organizacji Todta przewidywały stworzenie sieci poziomych tuneli łączących wszystkie systemy na tej samej rzędnej wysokości oraz transport materiałów przy użyciu kolei wąskotorowej. Stan realizacji zatrzymał się na etapie odrębnych wyrobisk, ponieważ wkroczenie Armii Czerwonej przerwało prace przed wykonaniem połączeń.
Uran, "Die Glocke" i mroczne eksperymenty. Co działo się w tajnych laboratoriach?
Kompleks "Riese" budzi zainteresowanie zarówno skalą robót, jak i realizowanymi tu projektami badawczymi. Jak podaje Kopalnia Uranu Kowary - III Rzesza prowadziła szczegółowe rozpoznanie geologiczne Sudetów pod kątem występowania minerałów uranowych. Archiwa organizacji Reichsstelle für Bodenforschung zawierały mapy lokalizacji rud promieniotwórczych w rejonie Kowar, Radoniowa czy Złotoryi. Po zakończeniu wojny dokumentacja trafiła w ręce ZSRR i posłużyła do uruchomienia powojennych kopalń. Informacje na temat występowania uranu w Sudetach okazały się użyteczne przy opracowywaniu programu atomowego.
W tym kontekście pojawia się kopalnia uranu w Kletnie, położona w Masywie Śnieżnika. W latach 1948-1953 prowadzono tam eksploatację złóż przez Zakłady Przemysłowe R‑1 pod nadzorem radzieckich inżynierów. W ciągu kilku lat wykonano około 37 kilometrów wyrobisk rozłożonych na 9-10 poziomach oraz wydobyto blisko 20 ton metalicznego uranu przeznaczonego do dalszego przetwarzania w Związku Radzieckim. Ruda trafiała w całości poza granice kraju pod silną eskortą wojskową, a prace prowadzili głównie robotnicy przymusowi i żołnierze z poboru w warunkach pozbawionych podstawowych środków ochronnych.

Na tym tle wyrasta jeden z najbardziej kontrowersyjnych wątków Riese - projekt "Die Glocke". Według relacji zebranych m.in. przez Igora Witkowskiego, w rejonie Ludwikowic Kłodzkich mogły odbywać się testy eksperymentalnego urządzenia przypominającego dzwon. Opisy mówią o pracy z materiałami radioaktywnymi oraz o generatorze pola energetycznego, który wywoływał poważne skutki biologiczne: choroby, oparzenia skóry czy śmierć zwierząt laboratoryjnych. Archiwa nie zawierają dokumentów jednoznacznie potwierdzających istnienie urządzenia. Jednak poszukiwania uranu w Sudetach oraz badania nad energią jądrową stanowiły element niemieckich prac nad technologiami strategicznymi w ostatnich latach wojny.
Pod uwagę brano również wykorzystanie części kompleksu jako zaplecza dla programu broni odwetowej. V‑1, czyli niemiecka Vergeltungswaffe‑1, była wykorzystywana w ostatnich latach wojny jako bezzałogowy pocisk manewrujący. W podziemiach Projektu "Riese" planowano wytwarzać wybrane elementy tej broni, jednak nadrzędnym celem miało być przygotowanie infrastruktury pod produkcję jej następcy - rakiety Vergeltungswaffe‑2 (V‑2), znanej wcześniej jako Aggregat 4 (A‑4). Po zbombardowaniu wyrzutni na francuskim wybrzeżu Niemcy byli zmuszeni do przeniesienia części prac do obiektów lepiej chronionych przed alianckimi nalotami.
Rakiety V‑2, określane propagandowo jako "cudowna broń", osiągały zasięgi sięgające setek kilometrów i mogły przenosić znaczne ładunki wybuchowe. Do końca wojny wystrzelono ponad 5 tysięcy takich pocisków, a ich rozwój stanowił jeden z filarów niemieckiego programu rakietowego. Co istotne, konstrukcja V‑2 jako pierwszy obiekt stworzony przez człowieka przekroczyła umowną granicę przestrzeni kosmicznej, tzw. linię Kármána. Doświadczenia zdobyte przy jej testach stały się po wojnie fundamentem rozwoju technologii rakietowych w USA i ZSRR.
Złoty pociąg i inne skarby. Co kryją sztolnie?
Do dziś krążą legendy o ukrytych komorach oraz miejscach przechowywania dzieł sztuki zrabowanych w Europie, w tym Bursztynowej Komnaty. W Osówce i Włodarzu odnaleziono relikty torowisk i ramp przeładunkowych, będących częścią podziemnego systemu transportu. Badacze wskazali także nieznane tunele biegnące równolegle do współczesnych tras zwiedzania w masywie Włodarza. To właśnie ich obecność wzmacnia przypuszczenia o ukrywaniu wojennych transportów w głębi masywu.
Legenda o tzw. złotym pociągu z Wałbrzycha narodziła się na przełomie 1944 i 1945 roku. W relacjach świadków pojawia się pancerny skład, który opuścił Wrocław (Breslau) pod koniec wojny i zniknął między Świebodzicami a Wałbrzychem. Miał przewozić kosztowności oraz dzieła sztuki z terenów okupowanej Europy. Według przekazów pociąg mógł wjechać do jednego z tuneli kompleksu Riese lub infrastruktury kolejowej pod zamkiem Książ, a następnie zostać zaminowany i zasypany przez wycofujące się jednostki niemieckie.

Poszukiwania przeprowadzone w 2015 roku po zgłoszeniu Piotra Kopera i Andreasa Richtera wskazały anomalię strukturalną w górotworze na 65. kilometrze linii Wrocław-Wałbrzych, wytypowaną dzięki badaniom georadarowym. Analiza naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej wykazała jednak naturalne pochodzenie tej struktury. Pomimo szeroko zakrojonych wykopów oraz udziału służb państwowych poszukiwania zakończono w 2016 roku bez znalezienia składu.
Temat powrócił w 2025 roku. Grupa eksploracyjna działająca pod nazwą "Złoty Pociąg 2025" złożyła oficjalne zgłoszenie w Biurze Zarządzania Kryzysowego w Wałbrzychu. Dokument dotyczył lokalizacji zamaskowanego tunelu biegnącego w stronę Zamku Książ oraz trzech wagonów towarowych odłączonych od głównego składu. Autorzy przedstawili mapy terenowe wraz z punktami GPS oraz profil topograficzny sugerujący przebieg bocznicy kolejowej. W listopadzie Nadleśnictwo Świdnica wydało zgodę na nieinwazyjne badania georadarowe na obszarze około pół hektara.
Dolnośląskie podziemia od dekad przyciągają uwagę poszukiwaczy oraz ekip filmowych. W latach 2015-2016 rejon sztolni w sąsiedztwie Książa stał się planem zdjęciowym licznych zagranicznych produkcji dokumentalnych poświęconych hipotezie ukrytego składu. Niewykończone tunele projektu Riese uznano za potencjalne miejsce depozytowe transportów wojennych. Zrabowane obiekty muzealne i prywatne kolekcje z Europy trafiały często do kopalń, zamków lub systemów podziemnych, co potwierdzają ustalenia historyków dotyczące ewakuacji dóbr kultury w ostatnich miesiącach wojny.
Sztolnie projektu "Riese" są więc czymś więcej niż reliktem gigantycznej inwestycji militarnej. Ukryte bocznice, zamaskowane korytarze oraz niewyjaśnione anomalie geofizyczne podsycają przekonanie, że część depozytów wojennych mogła zostać zakonserwowana głęboko w gnejsowym masywie Gór Sowich, poza zasięgiem powojennej inwentaryzacji.










