W skrócie
- Powstańcy warszawscy przejęli 2 sierpnia 1944 roku dwa sprawne czołgi Pantera, które porzuciły niemieckie oddziały, i włączyli je do walk w ramach plutonu Wacek.
- Jedna z Panter nazywana Pudlem, choć ostatecznie żołnierze mówili na nią Magda. Wspierała m.in. atak na obóz Gęsiówka.
- Pojazdy zostały wykorzystane do walk z niemieckimi jednostkami, ale po wyczerpaniu akumulatorów oraz amunicji i uszkodzeniu wieży w jednej z maszyn, powstańcy je podpalili.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Czy przerażająca i groźna Pantera może stać się Pudlem? Albo Magdą? Historia Powstania Warszawskiego dowodzi, że tak. Dwa czołgi Pantera, które należały najlepszych czołgów Trzeciej Rzeszy i siały postrach na frontach od Francji po Rosję, wpadły w polskie ręce i pomagały w walce z wojskami niemieckimi tłumiącymi powstanie. Co więcej, powstańcy uformowali nawet na ich bazie samodzielny pluton pancerny nazwany "Wacek", taktycznie podporządkowany ppłk. Janowi Mazurkiewiczowi ps. "Radosław".
Gdy do tego doszło, do plutonu zgłosiło się więcej chętnych do obsługi czołgów niż było trzeba. Część miała jedynie doświadczenie z prowadzenia ciężarówek, ale byli też powstańcy, którzy jeszcze przed wojną służyli w polskich wojskach pancernych. Marzenie o tym, by Polska znów miała czołgi i aby użyć ich do walk z Niemcami było przeogromne i budujące.
Mieli je polscy żołnierze w kampanii wrześniowej, mieli czołgiści służący w armii gen. Władysława Andersa we Włoszech i gen. Stanisława Maczka we Francji, a także 1. Warszawska Brygada Pancerna im. Bohaterów Westerplatte, jeżdżąca m.in. na czołgach T-34. Podporządkowana Armii Czerwonej brygada pancerna dotarła latem 1944 r. nad Wisłę i przeprawiła się nawet w sierpniu przez nią. Nie po to jednak, żeby jej T-34 wjechały do Warszawy z pomocą powstaniu. Polscy czołgiści walczyli na przyczółku warecko-magnuszewskim z niemiecką 1. Dywizją Pancerno-Spadochronową "Hermann Göring". Kiedy płonęła Warszawa, polskie czołgi T-34 stały pod Magnuszewem, już na lewym brzegu Wisły, 70 km na południe od miasta.

Powstańcy "na tygrysy mieli visy"
Na ulicach Warszawy słychać było szczęk gąsienic czołgów wyłącznie niemieckich, ale z tymi dwoma wyjątkami - dwiema zdobytymi przez powstańców Panterami, którym na pancerzach wymalowano znak Polski Walczącej i wielką biało-czerwoną szachownicę nie tylko z powodu dumy, że udało się je zdobyć. Także z powodów praktycznych - by ktoś z powstańców przekonany, że jeśli czołg, to na pewno niemiecki, nie potraktował ich butelką z benzyną.
W piosence "Pałacyk Michla" (wcześniej "Parasol"), która powstała zapewne czwartego dnia powstania, śpiewa się fragment:
"Pałacyk Michla, Żytnia, Wola,
bronią jej chłopcy od "Parasola",
choć na Tygrysy mają Visy
to warszawiaki, fajne chłopaki - są!"
Vis oznacza polski przedwojenny pistolet samopowtarzalny, który skonstruowali Piotr Wilniewczyc i Jan Skrzypiński. Kiedyś więc zwał się WiS, ale nazwę zmieniono na ViS, by oznaczał po łacinie "siłę, żywotność". Tygrys w piosence sugeruje, że te potężne czołgi niemieckie zostały masowo wykorzystane w Powstaniu Warszawskim. W rzeczywistości powstańcy (nie tylko zresztą oni) nazywali "tygrysami" wszelkie niemieckie czołgi i pojazdy pancerne, jakie widzieli.
Pantery wjechały do Warszawy bez osłony piechoty
Zdobycie dwóch Panter było dla powstańców ogromną okazją. Pojawiły się one 2 sierpnia 1944 r., na dodatek zupełnie bez osłony piechoty niemieckiej. Należały do 19. Dywizji Pancernej i znajdowały się pod komendą dywizji "Hermann Göring" w Zielonce. Gdy czołgi wjechały na ul. Okopową, napotkały tam oddział batalionu "Zośka". Powstańcy nie mieli zbyt potężnej broni przeciwpancernej, ale mieli na stanie granatniki PIAT. To jeden z nich prawdopodobnie spowodował, że jedna z niemieckich Panter skręciła i uderzyła w budynek - niewykluczone, że na skutek chaosu albo paniki załogi. Druga także stanęła z awarią silnika, możliwe że na skutek wybuchu granatu.

Trudno było marzyć o takiej zdobyczy - dwa niemieckie czołgi znalazły się w polskich rękach wraz z załogami, które - jak podaje "Polska Zbrojna" - miały nawet pomóc (w zamian za obietnicę darowania życia) w przeszkoleniu Polaków chętnych i zdolnych do obsługi pojazdów.
Najpierw wydawało się, że Pantery są uszkodzone i staną się jedynie bateriami artyleryjskimi. Znalazł się jednak sposób na to, by je uruchomić. 3 sierpnia zabrzmiał charakterystyczny dźwięk odpalonego silnika Maybacha, a kolejnego dnia uruchomiona została druga Pantera, która miała bardziej skomplikowaną awarię instalacji elektrycznej. Ogromną rolę odegrał tu Jan Uniewski ps. "Lumeński", mechanik i majster o sporym doświadczeniu, który w czasie wojny pracował w przy naprawach niemieckiego sprzętu pancernego uszkodzonego w walkach na Wschodzie. Dobrze znał Pantery i tylko on dał radę naprawić ich gaźnik czy elektrykę. Został zresztą za to przez Tadeusza Bora-Komorowskiego odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami. Jakby tego było mało, w ręce oddziału "Parasola" wpadł niemiecki samochód z amunicją 75 mm, a zatem amunicją do dział Pantery. Spełniło się wielkie marzenie powstańców - by ruszyć na Niemców z ciężkim sprzętem, z namiastką natarcia pancernego.
Zamiast groźnej Pantery miał być Pudel. Została Magda
Początkowo Pantera otrzymała imię "Pudel" na cześć pseudonimu Tadeusza Tyczyńskiego, który poległ w wieku 21 lat - w dniu, gdy ją uruchomiono. Ostatecznie do czołgu przylgnęła jednak nazwa "Magda", bo tak polską Panterę zaczęła nazywać załoga. Drugi czołg nazwy się nie doczekał, poza zwykłym "WP".
"Magda" wsparła atak na szpital św. Zofii, na obóz dla Żydów na ul. Gęsiej (Gęsiówka), gdzie wjechała z wyłamaniem bramy, a następnie to ona unieszkodliwiła niemieckie gniazdo karabinów maszynowych na kościele św. Augustyna. To dzięki wsparciu tego czołgu z Gęsiówki udało się uwolnić przetrzymywanych tam Żydów. Po kilku dniach walk zaczęły się jednak wyczerpywać akumulatory czołgu, a nie było ich gdzie podładować. Udało się je zastąpić akumulatorami samochodowymi, ale ostatecznie 8 sierpnia Pantera stanęła, ale ustawiona tak, by mogła jeszcze wesprzeć powstańców swym działem. Jeszcze 10 sierpnia odpierała natarcie niemieckich pojazdów pancernych (zapewne SdKfz 250 lub SdKfz 251) nadjeżdżających ul. Powązkowską i zniszczyła niemieckie gniazdo ckm na Powązkach. Jej kres przyszedł wtedy, gdy akumulatory wyczerpały się do cna, a niemiecki pocisk przeciwpancerny trafił ją tak, że uniemożliwił obrót wieży.
Powstańcy zatem 11 sierpnia opuścili czołg i podpalili go. Dzień wcześniej z powodu braku energii w akumulatorach i amunicji zdecydowali się też porzucić Panterę oznaczoną "WP". Została podpalona przed fabryką garbarską Pfeiffera.
Służba niemieckich Panter w polskich barwach dobiegła końca.














