Reklama

Pietro Pacciani: Czy to on był Potworem z Florencji?

Pietro Pacciani w czasie procesu sądowego /FOTOGRAMMA /East News

Reklama

Od 1968 do 1985 roku we Włoszech okaleczono i zamordowano osiem młodych par. Ze względu na skalę zadawanego okrucieństwa i region kraju, w którym dochodziło do zabójstw, sprawcę nazwano Potworem z Florencji. Historia grasującego w Italii mordercy zainpirowała twórcę "Milczenia Owiec", a pytanie o to, czy za zbrodnie posadzono właściwego człowieka pozostaje aktualne do dziś.

Czytaj także: Niemiecki kat przed śmiercią wypowiedział dwa słowa

Włoska Florencja przywołuje liczne skojarzenia, głównie te turystyczne, bo od dziesięcioleci ten malowniczy zakątek Italii przyciąga tłumy turystów spragnionych udanego wakacyjnego wypoczynku. Florencja ma też mroczną kartę w niedawnej historii, o której mieszkańcy i spece od marketingu w turystyce woleliby dawno temu zapomnieć. 

Pierwsze ofiary zabójcy

Według ustaleń śledczych, pierwsze zabójstwo przypisywane Potworowi z Florencji wydarzyło się 21 sierpnia 1968 roku. 

Reklama

Para kochanków - Antonio Lo Bianco i Barbara Locci - została zastrzelona w samochodzie z zimną krwią w trakcie chwili miłosnej uciechy. Kiedy zabójca sięgnął po broń, na tylnym siedzeniu spało dziecko Barbary. Malcowi nie spadł jednak włos z głowy. 

Następnego dnia rano policjanci zapukali do drzwi Stefano Mele, męża zamordowanej kobiety. Mężczyzna nie przejął się zbytnio wiadomością o śmierci żony. Przyznał śledczym, że Barbara go zdradzała, wskazał nawet jej kochanków jako potencjalnych sprawców zbrodni. Po pewnym czasie zmienił zeznania. Przyznał się do winy, powiedział, że zabił Barbarę z zemsty. I chociaż jego tłumaczenia momentami średnio składały się w sensowną całość, został zatrzymany i oskarżony o podwójne zabójstwo. 

Proces trwał dwa lata. Stefano Mele, częściowo uznany za niepoczytalnego, usłyszał wyrok czternastu lat pozbawienia wolności.

Seria brutalnych zbrodni

Sześć lat później, 15 września 1974 roku, kiedy Stefano Mele siedział w więzieniu, w Borgo San Lorenzo zamordowana została para nastolatków: 19-letni Pasquale Gentilcore i o rok młodsza Stefania Pettini. Sprawcy nie ujęto.

Kolejna zbrodnia wydarzyła się w 1981 roku. Szóstego czerwca zginęli 30-letni Giovanni Foggi i jego partnerka, 21-letnia Carmela Di Nuccio. Wydawało się, że tym razem policja może mieć więcej szcześcia. Zanim odnaleziono zwłoki pary, po okolicy kręcił się młody mężczyzna i opowiadał o zabójstwie. Aresztowano podejrzanego, postawiono mu nawet zarzuty, a następnie zwolniono, kiedy Potwór z Florencji uderzył ponownie.

Pięć kolejnych krwawych napadów miała miejsce od 23 października 1981 roku do 7 września 1985 roku. Zabójca nie tylko mordował, ale też znęcał się nad swoimi ofiarami. Świadczą o tym brutalnie okaleczone zwłoki. Szczególnie bestialskie było ostatnie z zabójstw. Sprawca zabił śpiącą w namiocie w San Casciano parę, a następnie wyciął nożem fragment piersi kobiety i wysłał ją sędziemu, badającemu serię morderstw we Florencji.

Proces Potwora z Florencji

Śledczy sprawdzili wiele tropów, przesłuchali tysiące osób, ale nic nie zbliżyło ich do rozwiązania zagadki serii morderstw. Po kilku latach od ostatniego zabójstwa na policyjnych radarach pojawił się Pietro Pacciani. 68-latek został aresztowany w styczniu 1993 roku. Niepiśmienny rolnik miał bogatą kartotekę kryminalną, odpowiadającą profilowi zabójcy.

W 1951 roku zamordował komiwojażera, którego nakrył w intymnej sytuacji ze swoją narzeczoną. Pietro wpadł w szał i dziewiętnaście razy ugodził mężczyznę nożem. Za kratkami spędził trzynaście lat. Na tym nie kończyły się jego kłopoty z prawem. Chociaż po odzyskaniu wolności założył rodzinę, w latach 1987-1991 ponownie trafił do więzienia, tym razem za bicie i molestowanie seksualne żony i dwóch córek.

Proces Potwora z Florencji ruszył w listopadzie 1994 roku. Mężczyznę oskarżono o dokonanie wszystkich szesnastu zabójstw, nie udowodniono mu jedynie pierwszego napadu z 21 sierpnia 1968 roku. Za każdą z zamordowanych osób otrzymał dożywocie. 

Relacja godna Hannibala Lectera

Obrońca Pietro Paccianiego wniósł po dwóch latach od pierwszego wyroku apelację, a sąd, w związku z tym, że pojawiły się nowe dowody i kolejni podejrzani, zdecydował, że ponownie przyjrzy się sprawie. Krępy, schorowany rolnik nie doczekał jednak nowej rozprawy. Zmarł 22 lutego 1998 roku.

Sąd przedstawił natomiast zarzuty trzem innym mężczyznom, podejrzanym o udział w zabójstwach par. Nowe dowody wskazywały na to, że co drugi napad przeprowadziły przynajmniej dwie osoby. I tak Mario Vanni dostał dożywocie, Giancarlo Lotti usłyszał wyrok 26 lat więzienia, a trzeci z oskarżonych - Giovanni Faggi - został uniewinniony.

Czy to wyjaśnia ostatecznie, kto stał za brutalnymi mordami we Florencji? Być może. Ale jest jeszcze jedna wersja wydarzeń, opisana przed dwoma dekadami na łamach Guardiana. Według ustaleń śledczych, na które powoływali się dziennikarze, zabójcy mogli jedynie wykonywać polecenia majętnej grupy okultystycznej.

Taka wizja bliska jest m.in. Thomasowi Harrisowi. Znany pisarz, autor m.in. "Czerwonego smoka", "Milczenia Owiec" i "Hannibala", pilnie śledził proces Potwora z Florencji. W postaci Pietro Paccianiego, jak u własnego bohatera literackiego, widział narzędzie w rękach silnego i wpływowego człowieka, który umiejętnie kierował go w stronę najokrutniejszych zbrodni.

Zobacz również:

Diogenes. Legenda PRL, która powoli odchodzi w zapomnienie

Ekologiczne osiedle marzeń opustoszało. Komary odstraszyły mieszkańców!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje