Reklama

Potrójne morderstwo w Cedzynie. Tajemnica odkryta po 16 latach

Świętokrzyscy policjanci przez lata byli bezradni wobec zbrodni w Cedzynie. Dopiero kilkanaście lat później, dzięki pomocy funkcjonariuszy z małopolski natknęli się oni na ślad, który doprowadził ich do rozwiązania sprawy. Sprawy, której zakończenie, wydawałoby się, już nigdy nie zostanie poznane.

Cedzyna, rok 1991

Późnym, wrześniowym wieczorem niedaleko parkingu leśnego usłyszano strzały, a następnie głośny wybuch. W tym samym czasie jeden z kierowców przejeżdżających obok zobaczył olbrzymią łunę ognia wydobywającą się z lasu. Natychmiast zadzwonił on po straż pożarną która po 15 minutach pojawiła się na miejscu i rozpoczęła rozpoznanie terenu.

Służby weszły w gąszcz drzew, od razu zauważając płonący samochód. Podchodząc bliżej, natknięto się na zwłoki kobiety obnażone od pasa w dół. Chwilę wcześniej została ona zgwałcona. Niedaleko znaleziono także dwa kolejne ciała należące do mężczyzn. Cała trójka została zastrzelona bronią kalibru 9 mm.

Reklama

Miejsce to było dobrze znane w okolicy i gdy policja zaczęła szukać świadków zdarzenia, ogłaszając tę informację w lokalnych mediach, zgłosiło się do niej wiele osób. Wszyscy słyszeli strzały, ale oprócz tego dowiedziano się również, że przed morderstwem wspominana trójka rozmawiała z dwoma nieznanymi mężczyznami, którzy na miejsce przybyli bordowym pojazdem.

Wkrótce dowiedziano się, że ofiarami zabójstwa byli mieszkańcy ZSRR pochodzący z terenów dzisiejszej Ukrainy. Przed wyjazdem zgromadzili oni masę przeróżnych towarów, które zamierzali sprzedać zagranicą. Podejrzewano, że zostali oni ofiarami innych sowietów, którzy postanowili wyrównać osobiste porachunki i przy okazji zrabować dobytek.

Stalowa Wola, rok 1991

Miesiąc po wydarzeniach spod Kielc doszło do innej zbrodni. Trzech mężczyzn napadło na właściciela kantoru w położonej przeszło 100 kilometrów na wschód od Cedzyny Stalowej Woli.

Co interesujące, obie sprawy łączyły dwa wspólne fakty. Pierwszy był taki, że przestępcom udało się uciec, a funkcjonariusze nie mieli pojęcia, jak ich złapać. Natomiast drugi - w obu przypadkach użyto tej samej amunicji oraz podobnie zmodyfikowanej broni.

Rok 2007

Po kilkunastu latach funkcjonariusze z krakowskiego archiwum x rozpracowali grupę przestępczą, znaną jako "gang zabójców kantorowców". Ich sposób działania był dosyć znajomy - strzelali z bliskiej odległości do ofiar, a później rabowali.

Gdy aktom z tej sprawy przyjrzały się służby ze świętokrzyskiego oddziału, natknęły się one na ciekawą wypowiedź. Jeden z przestępców stwierdził, że broń, której używali, wcześnie posłużyła do zabicia Rosjan.

Wtedy postanowiono porównać materiał genetyczny wszystkich członków gangu z zabezpieczonym nasieniem pobranym od zgwałconej kobiety. Wyniki były jednoznaczne. Odpowiedzialny za to morderstwo był Tadeusz G. - szef grupy przestępczej.

Rok 2009

Policja wciąż nie znała jednak danych drugiej osoby odpowiedzialnej za zabójstwo. Rozpytywano więc osoby z bliskiego otoczenia i dowiedziano się, że w tamtym czasie Tadeusz G. utrzymywał bliskie relacje z niejakim Stanisławem T.

Po przebadaniu materiału genetycznego potwierdzono, że to właśnie on uczestniczył w tamtym wydarzeniu. W marcu 2011 roku mężczyzna popełnił samobójstwo, wieszając się w więziennej łazience.

Więcej trzymających w napięciu spraw kryminalnych zobaczycie w serialu "Gliniarze" - od poniedziałku do piątku o 16:35 na antenie telewizji Polsat lub w PolsatGo kiedy tylko chcecie!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama