Samoloty, politycy i magia. Odizolowane plemiona stworzyły nowych bogów
Nowoczesna technologia i postacie władców spotykają się nieraz z interpretacją, która może zadziwić mieszkańców krajów wysokorozwiniętych. Pewne plemię żyjące na odizolowanej wyspie na Pacyfiku uwierzyło, że książę Filip jest bogiem. Rastafarianie z Jamajki czczą cesarza Etiopii jako Mesjasza, zaś mieszkańcy wysp Melanezji stworzyli kulty cargo, wierząc, że samoloty z darami są pochodzenia boskiego, i aby je przyciągnąć, zaczęli malować dla nich pasy startowe. Sprawdźmy, jak tworzą się religie postkolonialne oraz jaki jest ich kontekst historyczny i psychologiczny.

W skrócie
- Mieszkańcy wyspy Tanna uznali księcia Filipa za bóstwo, traktując go jako syna boga gór oraz symbol oporu wobec narzuconych wzorców.
- Rastafarianie z Jamajki czczą cesarza Hajle Sellasje I jako 'Czarnego Mesjasza', opierając swój ruch na połączeniu lokalnych proroctw z postacią etiopskiego monarchy.
- Kulty cargo w Melanezji powstały na skutek kontaktu z nieznaną technologią, gdzie rytualne działania miały przyciągać dobra uznawane za będące pochodzenia boskiego.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Kult księcia Filipa. Mieszkańcy wyspy Tanna uznali go za bóstwo
Śmierć księcia Filipa (1921-2021) odbiła się szerokim echem nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale również w jednym z najbardziej odległych zakątków świata - na wyspie Tanna w archipelagu Vanuatu na Oceanie Spokojnym, w latach 1906-1980 będącym kolonią zarządzaną jednocześnie przez Wielką Brytanię i Francję. Dla tamtejszych wiosek Yakel i Yaohnanen mąż brytyjskiej królowej nie był jedynie zagranicznym monarchą, lecz żywym wcieleniem boga, potężnym duchem oraz synem boga gór, który według lokalnych wierzeń opuścił wyspę w poszukiwaniu wpływowej żony za oceanem. Śmierć księcia pogrążyła mieszkańców w głębokiej żałobie, objawiającej się rytualnymi tańcami, procesjami oraz wystawianiem pamiątek związanych z jego osobą.
Początki tego nowego ruchu religijnego sięgają prawdopodobnie lat 70. XX wieku, choć dokładne źródło tej fascynacji pozostaje owiane tajemnicą. Antropolodzy sugerują, że "Ruch Księcia Filipa", interpretowany jako rodzaj religii postkolonialnej oraz kultu cargo, mógł zrodzić się z widoku portretów pary królewskiej w placówkach kolonialnych lub stanowić formę "odzyskiwania" władzy poprzez utożsamienie się z kimś, kto zasiada po prawicy władczyni Wspólnoty Narodów.
Mieszkańcy Tanny, żyjący w głębi dżungli i świadomie odrzucający nowoczesną technologię, postrzegają monarchę jako kogoś, kto wyruszył w podróż bohatera, by zaszczepić ziarno kultury "kastom" w samym sercu brytyjskiego imperium. W ich oczach Filip starał się przynieść pokój i szacunek dla tradycji w Anglii, a jego powrót na wyspę uniemożliwiać miała jedynie chciwość i kłótnie białych ludzi. Nie chodzi jedynie o uwielbienie dla jego osoby, jak ma to miejsce w przypadku realnych czy legendarnych bohaterów. Książę przeszedł deifikację, czyli został dosłownie wyniesiony do rangi bóstwa. I bynajmniej z tego powodu nie narzekał.
Brytyjski monarcha uszanował wiarę plemienia i spotkał się z nim
Więź między księciem a wyspiarzami z Pacyfiku była pielęgnowana przez dziesięciolecia. Filip, świadomy swojej boskiej roli na Tannie, przesyłał mieszkańcom listy i podpisane fotografie, a w 2007 r. spotkał się prywatnie z pięcioma wodzami, którzy przybyli do Wielkiej Brytanii. Podczas wizyty królewskiej na wyspie w 1974 r. Filip wziął udział w tradycyjnym piciu kavy, psychoaktywnego napoju z korzeni rośliny, który odgrywa kluczową rolę w lokalnych obrzędach i dyskusjach o charakterze mistycznym. To właśnie podczas wspólnego picia kavy wodzowie interpretowali znaki, jak choćby nazwę "Buckingham Palace", którą tłumaczyli jako obietnicę powrotu księcia do rajskiego domu na Tannie.
Oddalona od świata wyspa na Pacyfiku jest tyglem różnych wierzeń - od chrześcijaństwa po kult "Proroka Freda" czy grupy czczące Amerykę. Wyznawcy Filipa wyróżniają się jednak szczególnym dystansem do chrześcijańskich misjonarzy. Dla nich dowodem na prawdziwość bóstwa była realna interakcja - wymiana listów i prezentów, której nie mogli zaznać od innych postaci religijnych. Członkowie ruchu, żyjący w dość trudnych i monotonnych warunkach, odnajdywali w nim wolność i dumę, traktując postać brytyjskiego monarchy jako swój symbol oporu wobec narzuconych z zewnątrz wzorców.
Wraz z odejściem księcia Filipa na wyspie przyszykowano wielkie uroczystości pożegnalne, podczas których m.in. złożono dary w postaci świń i kavy. Choć niektórzy wierzą, że jego "misję" przejmie teraz książę Karol, dla wielu mieszkańców Tanny dusza Filipa już rozpoczęła swoją ostatnią podróż przez Pacyfik. Wierzą oni, że po latach spędzonych na obczyźnie jego duch wreszcie powraca do swojego prawdziwego, duchowego domu w górach Tanny, wypełniając tym samym odwieczną przepowiednię.
Rastafarianie i ich "Czarny Mesjasz", cesarz Hajle Syllasje I
Podobnie jak mieszkańcy wyspy Tanna, tak również Jamajczycy odnaleźli boskość w kimś, kto zajmuje miejsce w globalnym systemie władzy, co zdaniem antropologów pozwoliło im podnieść własny status i godność. W latach 30. XX wieku na Jamajce - wówczas jeszcze będącej kolonią Wielkiej Brytanii - narodził się rastafarianizm, którego wyznawcy "nałożyli" swoje lokalne proroctwa na postać Hajle Syllasje I, cesarza Etiopii w latach 1930-1974. Dla wyznawców tego ruchu był on "Czarnym Mesjaszem" oraz dowodem na to, że król afrykański może być równy (lub wyższy) europejskim monarchom. W odróżnieniu od kultu księcia Filipa polityczno-religijny ruch rastafari rozciągnął się na cały świat - głównie za sprawą muzyki reggae, która stała się jego głównym nośnikiem.
Rastafarianizm łączy w sobie elementy protestantyzmu, mistycyzmu i panafrykańskiej świadomości narodowej. Cechuje go dość specyficzna interpretacja historii i przeznaczenia, ukazująca ludność pochodzenia afrykańskiego jako współczesnych wygnańców w biblijnym "Babilonie". Członkowie ruchu budują swój światopogląd na fundamencie Starego Testamentu, utożsamiając doświadczenie niewolnictwa i niesprawiedliwości rasowej z biblijną niewolą Izraelitów, wierząc, że są one próbą zesłaną przez Jah (jak nazywają boga judaizmu i chrześcijan - Jahwe).
Rastafarianie upatrują nadzieję w ostatecznym powrocie do Syjonu, za który uznają Etiopię - symboliczne miejsce odkupienia i repatriacji wszystkich osób pochodzenia afrykańskiego. Centralną postacią dla wielu wyznawców pozostaje wspomniany cesarz Hajle Sellasje I, znany przed koronacją jako Ras Tafari, w którym upatrują oni Mesjasza, "Lwa Judy" i powtórnego przyjścia Chrystusa, który ma poprowadzić afrykańską diasporę ku wolności. Mimo że ruch ma charakter panafrykański, nie brakuje jego sympatyków wśród osób o innych kolorach skóry, choć duża ich część traktuje doktrynę rastafari dość luźno, spłycając ją do formy subkultury rasta, skoncentrowanej na muzyce, dredach, pozytywnym światopoglądzie i paleniu marihuany.
Towar eksportowy Jamajki. Ruch spopularyzowała muzyka Boba Marleya
Wiara w boskość etiopskiego władcy rozkwitła pod wpływem doniesień prasowych o jego koronacji, a oficjalne tytuły cesarza, nawiązujące do rodowodu wywodzącego się od Salomona i Saby, stały się dla rastafarian potwierdzeniem proroctw z Apokalipsy św. Jana. Syllasje odwiedził Jamajkę 21 kwietnia 1966 r. (tzw. Grounation Day). Miało to miejsce 4 lata po jej odzyskaniu niepodległości od Wielkiej Brytanii. Na lotnisku w Kingston monarchę powitały dziesiątki tysięcy wiernych. Ich ekstaza była tak wielka, że cesarz początkowo nie mógł opuścić pokładu samolotu. To wydarzenie na stałe zmieniło status ruchu rastafari na wyspie i doprowadziło do zbliżenia środowisk rastafariańskich z władzami państwowymi.
Podczas spotkań z wyznawcami - podobnie jak książę Filip - cesarz nie odciął się od przypisywanej mu boskości, lecz nie starał się ich wykorzystać, jak robią to guru sekt, i traktował ich z dużym szacunkiem, wręczając starszyźnie złote medale. Sformułował wówczas istotną dla ruchu zasadę "wyzwolenia przed repatriacją", sugerując, by wierni skupili się najpierw na wolności w miejscu zamieszkania, zanim podejmą próbę powrotu do "Ziemi Obiecanej" w Afryce. Syllasje przyznał później, że był pod ogromnym wrażeniem żarliwości jamajskich wyznawców i czuł potrzebę uszanowania ich duchowości.
Wpływ tej wizyty był dalekosiężny i zainspirował wiele kluczowych postaci, w tym Ritę Marley, która po dostrzeżeniu mistycznych znaków u cesarza przeszła na rastafarianizm. Dzięki sukcesom muzycznym jej męża, Boba Marleya, wiara ta oraz postać Hajle Selassie została wyeksportowana na cały świat. Symbolika cesarza jako boskiego obrońcy przetrwała w kulturze popularnej, czego przykładem są utwory odwołujące się do "Zionu", Jah i potęgi etiopskiego monarchy również w muzyce europejskiej, np. Congo Natty z UK czy Indios Bravos z Polski.
Kulty cargo w Melanezji. Postkolonialne spotkanie rytuału, technologii i polityki
Tworzenie nowych ruchów religijnych przez odizolowane plemiona nie musi wynikać z chęci włączenia w poczet bóstw znanej osobistości politycznej. Może ono odbywać się pod wpływem kontaktu z niezrozumiałą technologią, reinterpretowaną przez pryzmat lokalnych wierzeń. Przykładem takiego zjawiska są tzw. kulty cargo. Termin ten po raz pierwszy pojawił się w 1945 r. na łamach kolonialnej prasy, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych haseł antropologicznych, opisującym specyficzne ruchy społeczne w rejonie południowo-zachodniego Pacyfiku.
Zjawisko to, nasilone zwłaszcza po II wojnie światowej, obejmowało zorganizowane działania rdzennych mieszkańców wysp Melanezji w zachodniej części Oceanii, takich jak Nowa Gwinea, Fidżi, Vanuatu czy Wyspy Salomona, którzy poprzez rytuały naśladujące zachowania kolonizatorów i wojska - takie jak maszerowanie, wznoszenie masztów flagowych czy budowanie prymitywnych pasów startowych, lądowisk i magazynów - a także budowanie atrap samolotów dążyli do sprowadzenia dóbr materialnych, czyli "cargo" (dosł. "ładunków"). Naukowcy postrzegają to jako reakcję na zachodnią kolonizację, a także przykład myślenia magicznego. Wierzono, że towary zrzucane z samolotów, przechwytywane dotąd przez Europejczyków, są w rzeczywistości przesyłkami od przodków lub potężnych bytów duchowych.
Kult skupia się szczególnie wokół postaci Johna Fruma (znanego też jako Jon Frum lub John From). Wyznawcy wierzą, że ten amerykański żołnierz z czasów II wojny światowej powróci, by obdarzyć ich obfitością dóbr materialnych i zapewnić powszechny dobrobyt. W zależności od przekazu postać ta przedstawiana jest jako osoba o jasnej lub ciemnej karnacji.
Antropolodzy teoretyzują, że zjawiska te były formą walki z nierównością społeczną i próbą odzyskania godności oraz politycznej autonomii. Choć po uzyskaniu niepodległości przez kraje regionu w latach 70. XX wieku większość ruchów wygasła lub przekształciła się w lokalne kościoły, termin ten na trwałe wszedł do globalnego języka. Obecnie nauka używa go rzadko, uznając go za zbyt pejoratywny i upraszczający, jednak w publicystyce funkcjonuje jako popularna metafora pustych, rytualnych działań, które mają w irracjonalny sposób doprowadzić do osiągnięcia wymiernych zysków.
Dziś termin "kult cargo" ten pojawia się w kontekstach tak odległych od antropologii jak informatyka, polityka czy ekonomia, służąc do opisania współczesnych mechanizmów konsumpcyjnego pożądania oraz dążenia do nieosiągalnych celów.
Wzajemne przenikanie się figury boga i monarchy
Boskość i władza polityczna szły w parze również w dalekiej przeszłości. Za żywe bóstwa lub boskich zesłańców uznawano m.in. faraonów w Egipcie, cesarzy w Rzymie i Chinach, a także władców Inków i Azteków w prekolumbijskiej Ameryce. Archetyp ojca i króla wydaje się dość uniwersalnie kojarzony z bogiem i nie jest to wyłączną domeną judeochrześcijańską, choć oczywiście bywały od tego wyjątki, wliczając w to choćby demokratyczne Ateny, które cechowała silna struktura pozioma.
Teokracja pojawiała się zazwyczaj tam, gdzie państwo stawało się ogromnym, scentralizowanym aparatem (jak Egipt czy Chiny), w którym jedynym sposobem na utrzymanie milionów ludzi w ryzach był strach przed gniewem niebios. Z drugiej strony deifikacja władców mogła rodzić się też spontanicznie i oddolnie, np. dając wyznawcom siłę do walki z kolonialną opresją.
Choć szerzej opisane w niniejszym artykule ruchy powstały na przestrzeni ostatnich 100-150 lat, niektórzy badacze spekulują, że również religie istniejące od tysiącleci mogły powstawać wskutek kontaktu ludzi o mentalności przednaukowej nie tylko z władcami, ale także ze zjawiskami, które zinterpretowali jako siły wyższe i zaczęli oddawać im cześć. Nie chodzi jedynie o Słońce i związany z nim kult solarny.
Niewykluczone, że poprzednikami księcia Filipa i cesarza Hajle Sellasje I byli przedstawiciele obcej cywilizacji, a zanim nad naszymi głowami zaczęły latać samoloty, prehistoryczni ludzie obserwowali UFO, o czym mogą świadczyć tajemnicze, archaiczne przedstawienia dziwnych istot humanoidalnych czy latających spodków. Ale to już temat na inny artykuł.









