Ujawnili napisany 92 lata temu list. Chodzi o "klątwę Tutanchamona"
Ponad 90 lat po jego napisaniu na światło dzienne wychodzi list, który może ostatecznie rozprawić się z jedną z najsłynniejszych legend archeologii. Odkrywca grobowca Tutanchamona, Howard Carter, nie tylko odrzucał istnienie "klątwy faraona", ale w prywatnej korespondencji ostro atakował jej rzekomego twórcę, ujawniając kulisy medialnej sensacji.

Chyba każdy z nas słyszał o rzekomej zemście faraona Tutanchamona na osobach, które w 1922 roku naruszyły jego grobowiec w Dolinie Królów. Zapoczątkować miała ją śmierć lorda Carnarvona, sponsora prac archeologicznych, który zmarł kilka miesięcy po otwarciu grobowca. I choć ten i kolejne niespodziewane zgony przypisywano klątwie, większość uczestników ekspedycji zmarła z przyczyn naturalnych w podeszłym wieku (sam lord Carnarvon zmarł z powodu infekcji po ukąszeniu komara).
Wystarczy tylko przypomnieć, że Howard Carter, kierownik ekspedycji, który otworzył grobowiec, zmarł dopiero w 1939 roku - czemu zatem klątwa nie dopadła również jego? Wyjaśnienie przynosi list napisany przez niego 92 lata temu, który właśnie po raz pierwszy ujrzał światło dzienne. Dokument rzuca nowe światło na kulisy powstania słynnej legendy i pokazuje, jaki archeolog miał do niej stosunek.
"Klątwa" jako medialna sensacja
Howard Carter w liście z 1934 roku nie pozostawia wątpliwości - historia o klątwie była jego zdaniem całkowicie zmyślona. Określił ją jako "pozbawioną podstaw" i wręcz "szkodliwą dla archeologii", podkreślając, że sensacyjne teorie podkopują wiarygodność badań naukowych.
Co więcej, w ostrych słowach odniósł się do Arthura Weigalla, egiptologa i dziennikarza, którego uważał za twórcę tej narracji. W prywatnej korespondencji nazwał jego śmierć "prawdziwym błogosławieństwem", zarzucając mu manipulowanie faktami dla rozgłosu.
Miał on wykorzystać zbieżność czasową śmierci sponsora wyprawy z momentem otwarcia grobowca, sugerując, że naruszenie spoczynku faraona sprowadza śmierć na jej uczestników. Narracja ta została błyskawicznie podchwycona przez media i na trwałe zakorzeniła się w kulturze popularnej.
List sprzedany na aukcji
Jak wynika z kontekstu historycznego, napięcia wokół odkrycia były ogromne. Wyłączność na relacjonowanie wydarzeń otrzymał "The Times", co wywołało frustrację innych dziennikarzy. To właśnie w tej atmosferze rywalizacji i presji informacyjnej mogły powstawać najbardziej sensacyjne i najmniej wiarygodne doniesienia.
Trzystronicowy rękopis, sporządzony w Luksorze, trafił niedawno na aukcję w Bostonie, gdzie osiągnął cenę ponad 12 tys. funtów. Jak podkreślają eksperci, dokument jest nie tylko cennym artefaktem historycznym, ale również ważnym świadectwem walki nauki z fałszywą narracją medialną - Howard Carter już pisząc ten list miał świadomość, jak łatwo naukowe odkrycia mogą zostać zniekształcone przez potrzebę sensacji.










