Woda, która nie zachęcała do kąpieli. Ujawnili prawdę o rzymskich łaźniach
Starożytny Rzym kojarzy się m.in. z imponującą inżynierią, która zaowocowała akweduktami, kanalizacją i publicznymi łaźniami, wyprzedzającymi swoją epokę o całe stulecia. Jednak najnowsze badania pokazują, że rzeczywistość nie zawsze była tak higieniczna, jak sobie to wyobrażamy. Pierwsze publiczne łaźnie w Pompejach mogły być bowiem miejscem… mało higienicznym

Zespół badaczy pod kierownictwem Gül Sürmelihindi z Uniwersytetu Jana Gutenberga w Moguncji przeanalizował pozostałości chemiczne zachowane w osadach wapiennych w tzw. Łaźniach Republikańskich w Pompejach. Obiekt ten funkcjonował między około 130 a 30 rokiem p.n.e., czyli jeszcze zanim miasto zostało podłączone do systemu akweduktów.
Woda, która nie zachęcała do kąpieli
W tamtym czasie woda do łaźni pochodziła z lokalnych studni i cystern. Była transportowana za pomocą jednej maszyny podnoszącej wodę, obsługiwanej przez niewolników. Co kluczowe, woda mogła być wymieniana najwyżej raz dziennie, co oznacza, że przez wiele godzin kąpali się w niej kolejni mieszkańcy miasta.
Chemiczne ślady starożytnego brudu
Aby sprawdzić, jak wyglądał skład tej wody, naukowcy przyjrzeli się węglanowi wapnia, który osadzał się na ścianach i instalacjach łaźni. To właśnie z takich osadów, podobnych do tych znanych z czajników, kotłów czy rur, można odczytać historię chemiczną wody sprzed tysięcy lat.
Analiza wykazała wyraźny spadek wartości izotopów węgla między wodą doprowadzaną do łaźni a basenami, w których kąpali się ludzie. Najniższe wartości odnotowano w miejscach odpływu wody. Zdaniem badaczy to silny dowód na obecność organicznego węgla pochodzącego z aktywności mikroorganizmów oraz… ludzkich nieczystości.
Pot, mocz i oliwa
Źródłem zanieczyszczeń nie były wyłącznie bakterie. Rzymianie nie używali mydła w dzisiejszym rozumieniu. Zamiast tego nacierali ciało oliwą z oliwek, a następnie zeskrobywali brud specjalnymi metalowymi skrobaczkami. Część oliwy, wraz z potem, sebum i innymi substancjami, trafiała prosto do wody w basenach.
Jak podkreślają autorzy badania, podgrzewane baseny w Łaźniach Republikańskich wykazywały szczególnie wysoki poziom zanieczyszczeń pochodzenia ludzkiego. To sugeruje, że woda była wymieniana zbyt rzadko, by zapewnić warunki, które dziś uznalibyśmy za higieniczne.
Badacze przyjrzeli się również obecności metali ciężkich. W osadach wykryto podwyższone stężenia ołowiu, który najprawdopodobniej pochodził z ołowianych rur używanych w instalacji wodnej łaźni. Co ciekawe, narastające z czasem osady węglanu wapnia mogły częściowo izolować wodę od metalu, stopniowo zmniejszając jego stężenie. Nie zmienia to jednak faktu, że kąpiel w takich warunkach była daleka od bezpiecznej według współczesnych standardów.
Dlaczego ludzie w ogóle tam chodzili?
Pozostaje pytanie: skoro woda była mętna i potencjalnie cuchnąca, dlaczego łaźnie nadal cieszyły się popularnością? Jak zauważają badacze, publiczne łaźnie były tanie i dostępne dla wszystkich, niezależnie od statusu społecznego, a pełniły też funkcję towarzyską.
Zdaniem naukowców wiele osób mogło spędzać więcej czasu nie w samych basenach, lecz w ciepłym wilgotnym powietrzu pomieszczeń, prowadząc rozmowy i spotkania. Same gorące baseny były niewielkie, więc kąpiel mogła trwać krótko - wystarczająco, by się ogrzać, ale niekoniecznie długo pluskać w podejrzanej wodzie.
Badanie opublikowane w czasopiśmie PNAS przypomina, że rzymska inżynieria nie narodziła się w swojej doskonałej formie od razu. Zanim powstały monumentalne akwedukty i rozbudowane systemy wodociągowe, mieszkańcy miast musieli radzić sobie prowizorycznymi rozwiązaniami. Łaźnie w Pompejach były ważnym krokiem na drodze do późniejszego rozkwitu kultury kąpielowej, ale jak pokazują nowe dane, dla współczesnego człowieka mogłyby być doświadczeniem raczej odstręczającym niż relaksującym.










