Wywrócili do góry nogami jedną z najsłynniejszych bitew w historii
To jedna z najsłynniejszych bitew i jeden z najważniejszych momentów w historii Anglii, tj. symboliczny koniec epoki anglosaskiej i początek panowania normańskiego po zwycięstwie Wilhelma Zdobywcy w bitwie pod Hastings. W centrum tej opowieści znajduje się dramatyczny obraz króla Harolda II, który po wyczerpującym marszu na południe stanął do decydującej walki i poniósł klęskę. Tyle że jak wynika z nowych badań, wydarzenia roku 1066 mogły wyglądać zupełnie inaczej, niż się nam dotąd wydawało.

Nowe badania sugerują jednak, że ten dobrze utrwalony obraz może być w dużej mierze historycznym nieporozumieniem. Tom Licence, historyk z University of East Anglia, analizując źródła do przygotowywanej biografii króla Harolda, nie znalazł dowodów potwierdzających słynny niemal 200-milowy marsz wojsk z północy Anglii na południe.
Zamiast tego badacz wskazuje, że armia najprawdopodobniej przemieszczała się drogą morską, wykorzystując flotę królewską. Taka interpretacja podważa utrwalony od ponad dwóch stuleci pogląd, według którego wyczerpanie żołnierzy miało być jednym z kluczowych czynników porażki Anglików pod Hastings.
Według Licence'a źródłem tej narracji była błędna interpretacja fragmentów Kroniki anglosaskiej. Wzmianka o tym, że flota "wróciła do domu", została w XIX wieku odczytana jako jej rozwiązanie i odesłanie do portów. Tymczasem w rzeczywistości mogła oznaczać powrót do Londynu, centrum władzy Harolda.
Logistyka zamiast legendy
Nowa interpretacja lepiej wpisuje się w realia militarne epoki. Po zwycięstwie nad wojskami norweskimi pod Stamford Bridge 26 września 1066 roku Harold miał czas na reorganizację sił i powrót drogą morską na południe. Zamiast wyczerpującego marszu, który według wcześniejszych narracji trwał około 10 dni, wojska mogły odpocząć przed kolejną konfrontacją.
Następnie część armii ruszyła lądem w kierunku Hastings, podczas gdy flota mogła zostać wykorzystana do manewrów strategicznych, w tym potencjalnej próby oskrzydlenia sił normańskich. Taki scenariusz wskazuje, że kampania Harolda była bardziej złożoną operacją lądowo-morską, a nie desperackim biegiem przez kraj.
Rewizja wizerunku króla
Nowe ustalenia mogą istotnie zmienić sposób postrzegania Harolda II. Dotychczas był on przedstawiany albo jako dowódca zdolny do niezwykłego wysiłku logistycznego, albo jako władca, który zbyt pochopnie rzucił wyczerpane wojska do walki. Zdaniem Licence'a bardziej prawdopodobny jest obraz kompetentnego stratega, który racjonalnie wykorzystywał dostępne zasoby, w tym flotę. W takim ujęciu wynik bitwy pod Hastings przestaje być konsekwencją oczywistego osłabienia armii, a bardziej efektem nieprzewidywalności starcia.
Nowa interpretacja znajduje częściowe poparcie w środowisku naukowym. Historycy podkreślają, że Anglosasi dysponowali znaczącą flotą zdolną do transportu wojsk wzdłuż wybrzeża, co czyni scenariusz morski wiarygodnym. Jednocześnie pojawiają się głosy ostrożniejsze, sugerujące, że przemieszczanie wojsk mogło odbywać się zarówno drogą lądową, jak i morską. Niezależnie od szczegółów, badania zwracają uwagę na problem utrwalonych interpretacji historycznych, które choć oparte na źródłach, mogą z czasem przekształcić się w niepodważalne "kanony".










