Chrome na szarym końcu rankingu. Google ujawnia twój cyfrowy odcisk palca
Współczesne przeglądarki internetowe, na czele z Google Chrome, stały się narzędziami, które w rękach reklamodawców i analityków służą do precyzyjnego profilowania użytkowników bez ich wiedzy i zgody. Autor najnowszej analizy technicznej alarmuje, że najpopularniejsza przeglądarka świata niemal całkowicie rezygnuje z ochrony przed tzw. fingerprintingiem, czyli unikalnym identyfikowaniem urządzenia na podstawie jego parametrów technicznych. Podczas gdy Edge, Brave i Firefox oferują zaawansowane mechanizmy maskujące, Chrome jest niemal całkowicie odsłonięty i podatny na śledzenie.

W skrócie
- Google Chrome prawie całkowicie rezygnuje z ochrony przed fingerprintingiem i uzyskuje wysoką, niekorzystną punktację w rankingu zabezpieczeń prywatności przeprowadzonym przez Digitain.
- Konkurencyjne przeglądarki, takie jak Firefox, Brave i Edge, oferują lepsze mechanizmy ochrony przed śledzeniem i fingerprintingiem niż Chrome.
- Po wycofaniu się Google z projektu Privacy Sandbox i "Budżetu Prywatności" najpopularniejsza przeglądarka świata podaje cyfrowy odcisk palca na tacy, a użytkownicy mogą częściowo zadbać o prywatność poprzez instalację rozszerzeń.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Google Chrome na szarym końcu pod względem ochrony przed śledzeniem
Rankingi dotyczące bezpieczeństwa cyfrowego nie pozostawiają złudzeń co do kondycji najpopularniejszej przeglądarki na rynku. Google Chrome zajął niechlubne drugie miejsce w zestawieniu przeglądarek najgorzej chroniących prywatność użytkownika, przeprowadzonym pod koniec 2025 roku przez Digitain. Gorzej wypadła jedynie omawiana przez nas wcześniej w GeekWeeku przeglądarka ChatGPT Atlas od OpenAI. Chrome okazał się gorszy niż Vivaldi, Microsoft Edge, Opera (wszystkich działających na silniku Chromium), Mozilla Firefox i Apple Safari.
W badaniu tym Chrome uzyskał 76 punktów na 100 możliwych, przy czym wyższy wynik oznaczał w tym przypadku gorszy poziom zabezpieczeń. Dla porównania, Firefox uzyskał 50 punktów, a ChatGPT Atlas - aż 99 punktów. Co prawda Google regularnie zapowiada wprowadzanie nowych funkcji mających dbać o dane użytkowników, najnowsze raporty sugerują, że są to działania niewystarczające, a Chrome nie oferuje niemal żadnych wbudowanych mechanizmów obronnych przed zaawansowanymi technikami śledzenia, które działają permanentnie nawet w trybie Incognito.
Szczególnym powodem do niepokoju jest bierność Google wobec zjawiska fingerprintingu, czyli unikalnego identyfikowania użytkownika na podstawie parametrów jego komputera, telefonu czy tabletu. Proces ten, polegający na zbieraniu danych o systemie operacyjnym, procesorze czy karcie graficznej, skutecznie uniemożliwia zachowanie anonimowości w sieci.
Podczas gdy konkurencyjne rozwiązania, takie jak mocno zorientowane na prywatność przeglądarki Brave, Firefox czy Tor, posiadają wbudowane systemy przeciwdziałające tej praktyce, Chrome pozostawia krytyczne interfejsy API - w tym Canvas, WebGL, a nawet systemy syntezy mowy - całkowicie niezabezpieczone.
Najpopularniejsza przeglądarka świata oferuje iluzję ochrony
Problem z Chrome pogłębia fakt, że współczesne przeglądarki przestały być prostymi narzędziami do przeglądania sieci, a stały się rozbudowanymi platformami gromadzącymi wrażliwe dane. Przechowują one hasła, kody PIN, historię przeglądania oraz tokeny sesji, co czyni z nich skarbce informacji o użytkowniku, po które chętnie sięgają tzw. brokerzy danych, by sprzedawać je marketingowcom w celu agresywnego targetowania reklam, o czym pisaliśmy wcześniej w Interii GeekWeek. Z cyfrowego odcisku palca korzystają też cyberprzestępcy w celu deanonimizacji, doxingu, inwigilacji politycznej i łączenia aktywności użytkownika w różnych niezwiązanych ze sobą miejscach w sieci.
W przeciwieństwie do złośliwego oprogramowania, które zazwyczaj budzi natychmiastowe podejrzenia, śledzenie na poziomie przeglądarki jest często wpisane w jej podstawowe funkcje, co czyni je trudniejszym do wykrycia i zwalczenia. Model ten opiera się na ciągłym zbieraniu danych pod pretekstem poprawy wydajności i personalizacji usług, co w przypadku braku odpowiednich barier ochronnych może prowadzić do nadużyć.
Na tym tle konkurencja prezentuje znacznie bardziej rygorystyczne podejście do ochrony prywatności. Mozilla Firefox posiada w ustawieniach domyślnie włączoną wzmocnioną ochronę przed śledzeniem oraz umożliwia użytkownikom aktywację specjalnej flagi odporności na fingerprinting, a Microsoft Edge oferuje funkcję zapobiegania śledzeniu, która w pewnym stopniu ogranicza zbieranie unikalnych cech urządzenia.
Najdalej idzie przeglądarka Brave, która wykorzystuje technologię Farbling. Mechanizm ten nie tylko blokuje znane skrypty śledzące (tzw. trackery), ale również losuje dane wyjściowe elementów takich jak Canvas przy każdej sesji, co uniemożliwia skryptom śledzącym stworzenie trwałego profilu użytkownika przy jednoczesnym zachowaniu prawidłowego wyświetlania stron. W obliczu tych rozwiązań, oferta Google Chrome wypada wyjątkowo blado, narażając użytkowników na permanentną inwigilację ze strony podmiotów trzecich. Rozwiązania oferowane przez giganta z Mountain View przez część ekspertów określane są jako iluzja ochrony.
Tę niekonsekwencję najprościej wytłumaczyć faktem, iż Google jest nie tylko twórcą przeglądarki, ale przede wszystkim największą na świecie firmą reklamową, której model biznesowy opiera się na precyzyjnym targetowaniu reklam. Skuteczna ochrona przed fingerprintingiem "oślepiłaby" mechanizmy reklamowe, co uderzyłoby bezpośrednio w jego przychody. Wskutek tego konfliktu interesów Chrome stał się niejako tablicą reklamową i narzędziem ułatwiającym wydawcy zarabianie - nawet kosztem prywatności użytkowników.
Chrome to od wielu lat najpopularniejsza przeglądarka na świecie. Według najnowszych danych serwisu analitycznego Statcounter z marca 2026 posiada ona 66,7% udziału na globalnym rynku przeglądarek, wliczając w to platformy PC, smartfony i tablety. W świetle omawianych doniesień potwierdza się obserwacja, że popularność niekoniecznie idzie w parze z jakością.
Fingerprinting przeglądarki. Twój cyfrowy odcisk palca podany na tacy
Mechanizmom związanym z fingerprintingiem przyjrzał się dokładnie Alexander Hanff, ekspert informatyki i prawa z ponad 30-letnim doświadczeniem. W swoim nowym raporcie w serwisie "That Privacy Guy!" zauważa on, że problematyczna sytuacja Chrome stała się szczególnie dotkliwa po ostatecznym wycofaniu się Google z projektu Privacy Sandbox w kwietniu 2025 r.
Inicjatywa ta, rozwijana przez 6 lat, miała teoretycznie chronić prywatność, jednak została zarzucona bez wdrożenia realnych zabezpieczeń przed fingerprintingiem. Google porzuciło też pomysł tzw. "Budżetu Prywatności", który miał ograniczać ilość danych technicznych, jakie jedna witryna może pobrać od użytkownika podczas wizyty. W efekcie użytkownicy Chrome pozostali bez systemowej ochrony, podczas gdy na milionach stron internetowych działają skrypty śledzące, pozwalające na tworzenie cyfrowych odcisków palców urządzeń z niespotykaną dotąd dokładnością.
Analiza eksperta wskazuje na główne wyznaczniki kryzysu prywatności w ekosystemie Chrome. Po pierwsze, brak natywnej obrony sprawia, że każda strona może swobodnie odpytywać podzespoły komputera o ich specyfikację. Po drugie, mechanizmy śledzenia pierwszej strony pozostają całkowicie nieograniczone, a techniki takie jak maskowanie CNAME pozwalają trackerom udawać bezpieczne subdomeny zaufanych witryn. Chrome jest obecnie jedyną liczącą się przeglądarką, która nie blokuje tego procederu natywnie ani nie udostępnia rozszerzeniom odpowiednich narzędzi DNS do jego wykrywania.
Mimo pesymistycznego obrazu obecnego stanu najczęściej używanej przeglądarki świata Hanff pokłada nadzieję w architekturze rozszerzeń Manifest V3. Choć budzi ona kontrowersje (m.in. blokując dodatki takie jak uBlock Origin), to w połączeniu z interfejsem Debugger API pozwala na budowanie zaawansowanych narzędzi śledczych, zdolnych do wykrywania prób inwigilacji niemal na każdym poziomie działania skryptów.
Jedyną barierą pozostaje pasywny fingerprinting na poziomie sieciowym, który pozostaje niewidoczny dla mechanizmów przeglądarkowych. Autor raportu podkreśla, że zrozumienie tych zagrożeń i budowa narzędzi do ich obnażania to jedyna droga do odzyskania wolności w sieci.
Użytkownicy, którzy cenią sobie prywatność, a jednocześnie nie chcą rezygnować z Chrome na rzecz alternatywnych produktów natywnie chroniących przed śledzeniem, mogą częściowo zadbać o swoją prywatność, instalując rozszerzenia do przeglądarki, takie jak Privacy Badger.
Źródła:
- A. Hanff. The Beast behind the Browser: Every Privacy Vulnerability in Chrome and How to Catch It. That Privacy Guy! (2026).
- Statcounter. Browser Market Share Worldwide. Statcounter Global Stats (2026).
- U. Jawad. Report: Chrome among the worst browsers when it comes to user privacy. Neowin (2025).









