Rafał Brzoska kontra Facebook i Instagram. Przełomowa decyzja sądu
Rafał Brzoska i jego żona od początku 2024 roku musieli zmagać się z falą fałszywych reklam oraz deepfake'ów wykorzystujących ich wizerunek na platformach Meta. Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał właśnie, że Meta, właściciel Facebooka i Instagrama, nie może dłużej zasłaniać się rolą biernego pośrednika, jeśli aktywnie weryfikuje oraz targetuje reklamy i czerpie z nich zyski.

W skrócie
- Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że Meta, właściciel Facebooka i Instagrama, aktywnie uczestniczy w publikacji i monetyzacji reklam, w tym tych wykorzystujących wizerunek Rafała Brzoski i Omeny Mensah.
- Od początku 2024 roku Rafał Brzoska i jego żona byli ofiarami fali fałszywych reklam i deepfake’ów na platformach Meta.
- Decyzja sądu podtrzymuje wcześniejsze zabezpieczenia i przewiduje karę finansową za każde dalsze wyświetlenie zakazanych reklam z wizerunkiem Brzoski lub Mensah.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał kluczowe zabezpieczenie w sprawie Rafała Brzoski, prezesa InPostu, oraz jego żony Omeny Mensah przeciwko Meta Platforms, czyli właścicielowi Facebooka i Instagrama. Orzeczenie uznaje, że amerykański gigant nie jest biernym hostingiem treści reklamowych, lecz aktywnie uczestniczy w ich publikacji, a mianowicie weryfikuje je, targetuje i zarabia na emisji. To jedna z najdalej idących decyzji sądowych w Europie w sprawie odpowiedzialności platform społecznościowych za deepfake'i i oszukańcze reklamy.
Rafał Brzoska w swoim oświadczeniu nazwał wyrok "absolutnie precedensowym, również - z tego co nam wiadomo - w Europie". "Sąd uznał, że Meta nie pełni funkcji biernego technicznego pośrednika. Platforma aktywnie decyduje o tym, które reklamy zostaną opublikowane, weryfikuje je przed emisją, pobiera wynagrodzenie za ich wyświetlanie i stosuje zaawansowane algorytmy targetowania" - podkreślił prezes InPostu.
Od 2024 roku, Brzoska i jego żona padali ofiarami fali fałszywych reklam i deepfake'ów na Facebooku oraz Instagramie. Oszuści wykorzystywali wizerunek miliardera i Omeny Mensah do promowania fikcyjnych inwestycji, kryptowalut i innych scamów. Pojawiały się też fałszywe informacje o rzekomym pobiciu dziennikarki przez Brzoskę czy zatrzymaniu przez policję.
Meta konsekwentnie broniła się argumentem bezpiecznej przystani wynikającym z unijnego rozporządzenia DSA (Digital Services Act), twierdząc, że jest jedynie pośrednikiem treści. Sąd Apelacyjny odrzucił to stanowisko, uznając rolę platformy za aktywną i zarobkową. Decyzja podtrzymuje wcześniejsze zabezpieczenie z I instancji. Każde dalsze wyświetlenie niedozwolonej reklamy z wizerunkiem Brzoski lub Mensah może skutkować karą finansową nałożoną na Metę. Od orzeczenia przysługuje jeszcze skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego.
Sprawa ma długą historię. W sierpniu 2024 roku Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO) na wniosek Brzoski nałożył na Metę tymczasowy zakaz wyświetlania reklam z wizerunkiem Omeny Mensah (groziła kara do 4 proc. globalnych przychodów spółki). W listopadzie 2024 roku, Sąd Okręgowy w Warszawie udzielił zabezpieczenia w ramach pozwu cywilnego o ochronę dóbr osobistych, co oznaczało, że każde naruszenie groziło natychmiastową karą pieniężną.
Teraz Sąd Apelacyjny potwierdził te ustalenia na wyższym szczeblu. Brzoska powołuje się też na dane Reutersa, według których Meta wyświetlała dziennie nawet 15 mld bardzo niebezpiecznych scamów, zarabiając na nich ok. 7-16 mld dolarów rocznie (nawet 10 proc. globalnych przychodów z reklam).
Orzeczenie może stać się punktem odniesienia dla podobnych spraw w całej Unii Europejskiej. Pokazuje, że platformy nie mogą dłużej ukrywać się za statusem biernego pośrednika, gdy aktywnie monetyzują i promują treści reklamowe. Mowa również o tych o charakterze oszukańczym. Rafał Brzoska zapowiada dalsze działania, zarówno w Polsce, jak i potencjalnie na poziomie unijnym. "Nie odpuszczę" - deklarował już wcześniej w rozmowach z mediami.
Sprawa pokazuje rosnące napięcie między big tech a użytkownikami (w tym znanymi osobami publicznymi), którzy domagają się realnej odpowiedzialności za treści, na których platformy zarabiają miliardy. Decyzja Sądu Apelacyjnego w Warszawie może być jednym z pierwszych kroków w kierunku zmiany tego modelu w Europie.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 91 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!










