Co dalej z ISS? Zamiast deorbitacji chcą zamienić stację w kosmiczne muzeum
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, od 27 lat krążąca ponad 400 km nad naszymi głowami, ma zostać zniszczona w kontrolowanym procesie deorbitacji. To nie tylko najdroższy obiekt, jaki kiedykolwiek zbudował człowiek, ale także potencjalnie cenny zabytek, który mógłby zostać wyniesiony na bezpieczniejszą orbitę i zamieniony w pierwsze w historii kosmiczne muzeum oraz obiekt badań. Pojawia więc pytanie: czy naprawdę ISS musi spłonąć w atmosferze, a jej szczątki - spaść do oceanu?

Spis treści:
- Jest alternatywa dla deorbitacji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej
- Chcą wynieść ISS na wyższą orbitę. "Wymarzony obiekt archeologiczny"
- Kosmiczny skansen, sprowadzenie na Ziemię czy spalenie w atmosferze?
Jest alternatywa dla deorbitacji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej
Wstępne plany NASA zakładają deorbitację ISS w 2031 r. Jak raportowaliśmy w GeekWeeku w zeszłym roku, duży udział w tej operacji ma mieć SpaceX, którego specjalnie do tego celu zbudowany pojazd kosmiczny ma zepchnąć stację do ziemskiej atmosfery. Dla tego cennego obiektu (całkowity koszt budowy i eksploatacji ok. 150 mld USD) oznacza to zniszczenie. W środowisku naukowym pojawiły się głosy, że warto obrać inną drogę i zachować Międzynarodową Stację Kosmiczną, wznosząc ją na wyższą orbitę, gdzie służyłoby przyszłym pokoleniom za unikatowe kosmiczne muzeum, a także stanowiłoby cenne źródło wiedzy dla naukowców i inżynierów.
Dyskusja na ten temat rozgorzała za sprawą NASA Reauthorization Act of 2026, dokumentu zatwierdzonego na początku lutego przez Komisję Nauki Izby Reprezentantów w USA. Skupia się on głównie na wyznaczaniu priorytetów i celów finansowych dla NASA, lecz jedna z dołączonych 40 poprawek wzbudziła szczególne emocje. Poprawka nr 36 nakłada na agencję obowiązek zbadania alternatywnego scenariusza dla stacji. Zamiast planowanego na 2031 rok zatopienia kolosa w oceanie naukowcy i inżynierowie mają sprawdzić, czy możliwe jest wyniesienie ISS na wyższą, bezpieczną orbitę, tworząc tam unikalny "orbitalny port" lub magazyn.
Decyzja o zakończeniu misji ISS ma racjonalne podstawy. Po 27 latach intensywnej eksploatacji stacja wykazuje wyraźne oznaki starzenia. Szczególnie sekcja rosyjska boryka się z pęknięciami i wyciekami, które wymagają ciągłej uwagi. Modernizacja tak wysłużonego obiektu byłaby ekstremalnie kosztowna, dlatego NASA coraz śmielej spogląda w stronę sektora prywatnego na czele ze wspomnianym SpaceX. W niedalekiej przyszłości to komercyjne stacje kosmiczne, takie jak Axiom Station, przejmą rolę laboratoriów na niskiej orbicie okołoziemskiej. Obecny plan zakłada, że misja ISS potrwa do 2030 roku, a rok później nastąpi jej finał.
Chcą wynieść ISS na wyższą orbitę. "Wymarzony obiekt archeologiczny"
Mechanizm zakończenia misji jest wręcz brutalnie prosty. Na wysokości ok. 410 km atmosfera jest niezwykle rzadka, lecz wciąż generuje ona opór, który ustawicznie spowalnia ten ważący blisko 420 ton obiekt. Bez regularnego korygowania orbity stacja zaczęłaby opadać w sposób niekontrolowany, stanowiąc zagrożenie dla mieszkańców Ziemi. Konstrukcja o długości ponad 100 m jest zbyt wielka, by w całości spłonąć w atmosferze. Fragmenty, które przetrwałyby tarcie, mogłyby uderzyć w dowolne miejsce na globie, jako że obiekt okrąża Ziemię 15,5 raza na dobę. Aby temu zapobiec, NASA planuje precyzyjny manewr, który skieruje wrak w stronę Punktu Nemo na południowym Pacyfiku. Jest to miejsce najbardziej oddalone od jakiegokolwiek lądu, znane jako cmentarzysko statków kosmicznych.
Niektórzy sądzą jednak, że Międzynarodowa Stacja Kosmiczna zasługuje na lepszy los niż spoczynek na dnie oceanu. Alternatywną opcję rozważają członkowie Izby Reprezentantów George T. Whitesides i Nick Begich, autorzy wspomnianej 36. poprawki. Kongresmeni argumentują, że ISS to bezcenny zasób opłacony z pieniędzy podatników, który mógłby służyć przyszłym pokoleniom. Jeśli badanie wykazałoby, że przesunięcie stacji na wyższą orbitę jest możliwe, mogłaby ona pozostać tam na wieki.
"Hipotetycznie mogłaby ona zostać przeniesiona na mniej ryzykowną orbitę, a jeśli ostatnia załoga opuści ją w stanie, w jakim była ona, gdy jej używali, byłby to absolutnie wymarzony obiekt archeologiczny" - skomentowała prof. Alice Gorman z Flinders University. Ekspertka archeologii kosmicznej prowadziła już zdalne badania archeologiczne na ISS. Opisuje ona wnętrze stacji jako fascynujący nieład, gdzie kable i przewody z początków eksploatacji przeplatają się z najnowocześniejszą technologią. Analiza tych materialnych pozostałości mogłaby odpowiedzieć na pytania o to, jak ludzie adaptują się do życia w warunkach mikrograwitacji przez długie dekady. Te wnioski pomogłyby przy projektowaniu przyszłych, bardziej przyjaznych dla człowieka baz na Księżycu czy Marsie.
Kosmiczny skansen, sprowadzenie na Ziemię czy spalenie w atmosferze?
Ocalenie stacji dla naukowców i kosmicznych turystów brzmi jak bajka, ale wiąże się to z olbrzymimi wyzwaniami technicznymi. Obecnie korekty orbity ISS wykonują silniki zadokowanych statków, takich jak Sojuz czy Crew Dragon. Przesuwają one jednak stację zaledwie o kilka kilometrów. Podniesienie całego kompleksu na znacznie wyższą, stabilną orbitę wymagałoby ogromnych ilości paliwa i nowatorskich rozwiązań napędowych. Z kolei obiekt porzucony w kosmosie szybko niszczeje i trzeba zadbać o jego ochronę. Z tym jednak wiążą się koszty.
"Z chwilą opuszczenia miejsca zaczyna ono niszczeć. To samo stanie się z ISS, jeśli nie będzie nieustannie konserwowana. Zatem jeśli chcemy zachować dobre dziedzictwo, powinna ona być użytkowana i zamieszkiwana" - przekonuje prof. Gorman. Dalsza obecność ludzi na ISS sprawiłaby, że nie popadłby on w ruinę, stając się kosmicznym śmieciem czy technologicznym cmentarzyskiem.
Wizja dalszych losów ISS jako pierwszego w historii muzeum kosmicznego rozpala wyobraźnię. Można sobie wyobrazić scenariusz z roku 2050, w którym turyści kosmiczni (już nie tylko miliarderzy) odwiedzają nowoczesne, luksusowe hotele orbitalne, a ich główną atrakcją jest wycieczka do "starej" ISS. Przewodnik po tym kosmicznym skansenie mógłby wówczas opowiadać o tym, jak ciasne, gorące, głośne i specyficznie pachnące (zwłaszcza w opisywanej przez nas wcześniej toalecie na ISS) były początki stałej obecności człowieka w kosmosie. Odwiedzający mogliby na własne oczy zobaczyć miejsce, gdzie ponad 250 osób z 26 krajów prowadziło badania dla dobra całej ludzkości.
Zamiast wyniesienia ISS na wyższą orbitę hipotetycznie można by również sprowadzić ją na Ziemię w całości lub we fragmentach i złożyć ponownie. Podróż do takiego muzeum byłaby znacznie tańsza dla odwiedzających. NASA analizowała już taką opcję. Jednak z uwagi na trudności w transporcie, nieprzystosowanie konstrukcji do warunków ziemskiej grawitacji, ekstremalnie wysokie koszty rozmontowania i powrotu na Ziemię, a także ryzyko dla astronautów, pomysł został zarzucony. Rozwiązanie to uznano za praktycznie niewykonalne i nie jest brane pod uwagę.
Co dalej? Przyszłość stacji zależy teraz od wyników zleconego badania oraz od tego, czy polityczna wola i fundusze spotkają się w odpowiednim momencie. Archeolodzy i inżynierowie wiedzą doskonale, że nie wszystko, co stare, musi stać się śmieciem. Ale czy uda się do tego przekonać polityków? Jeśli uda się znaleźć sposób na zachowanie ISS, można będzie nie tylko ocalić miliardy dolarów przed spaleniem w atmosferze i utonięciem w oceanie, ale także zabezpieczyć dowód na to, że ludzie z całego świata potrafili się jednoczyć we wspólnej misji 407 km ponad naszymi głowami.










