Polska w ciągu kilku lat przeszła niezwykłą drogę od pojedynczych satelitów do wieloelementowej infrastruktury na orbicie. Mamy już satelity naukowe, obserwacyjne i wojskowe. A kolejne są budowane. Równocześnie Polska angażuje się w europejski program IRIS2.
Współpracujemy z NASA i SpaceX. Czy Europa naprawdę potrzebuje własnych satelitów i rakiet. Ekspert nie ma wątpliwości.
Polska szybko rozbudowuje kosmiczne zaplecze
Jak wskazuje dr Jakub Bochiński, dyrektor Creotech Instruments, Polska dysponuje obecnie m.in. trzema satelitami PIAST, które powstały na platformie HyperSat i służą do obserwacji Ziemi. Mamy również satelity naukowe, w tym należące do konstelacji BRITE, oraz coraz więcej urządzeń przeznaczonych do celów wojskowych i administracyjnych.
Cztery satelity radarowe dla Sił Zbrojnych RP dostarczyła fińska firma ICEYE, a w ramach programu Mikroglob powstają cztery satelity optoelektroniczne. Pierwszy z nich znajduje się już na orbicie. Polska zamówiła także dwa duże satelity Airbus Defence and Space do rozpoznania z bardzo wysoką rozdzielczością. Kolejne cztery satelity obserwacyjne powstają dla administracji państwowej w ramach programu CAMILA.
To niesamowite, bo jako kraj, który przez lata miał przede wszystkim pojedyncze większe satelity naukowe i demonstracyjne, w ciągu kilku lat zbudowaliśmy realną, wieloelementową infrastrukturę satelitarną, a spodziewam się, że w kolejnych latach będzie ona tylko dalej rosnąć.
Skoro istnieje Starlink, po co Europa ma budować własny system?
Właśnie tak trzeba patrzeć na IRIS2, o której pisaliśmy w Interii Geekweek. To europejska konstelacja, która ma zapewnić bezpieczną łączność przede wszystkim instytucjom publicznym. System będzie korzystał z satelitów na różnych orbitach. Plan zakłada sześć dużych satelitów na średniej orbicie okołoziemskiej, co najmniej sześć mniejszych na niskiej orbicie oraz odpowiednią infrastrukturę naziemną.
Ale skoro istnieje Starlink, po co Europa ma budować własny system? Powód jest prosty. W normalnych warunkach komercyjna sieć może być bardzo użyteczna. Jednak państwo nie powinno opierać strategicznej łączności wyłącznie na rozwiązaniu kontrolowanym przez kraj poza Europą. Podczas powodzi, pożaru, awarii sieci energetycznej czy cyberataku służby muszą mieć możliwość komunikowania się niezależnie od tego, co dzieje się z lokalną infrastrukturą.
Bochiński zwraca uwagę także na szerszy problem. Starlink jest własnością amerykańskiej firmy, a ostatnie lata pokazały, że relacje między Europą a USA nie zawsze są pozbawione napięć. IRIS2 ma więc zapewnić Unii większą samodzielność w obszarze, który z punktu widzenia bezpieczeństwa jest coraz ważniejszy.
Własne satelity to nie wszystko
Europa potrzebuje również własnych rakiet. Jeżeli będzie posiadała własną konstelację, ale do jej uzupełniania i wymiany satelitów będzie musiała stale korzystać z usług zagranicznych firm, nadal pozostanie częściowo zależna od innych.
Europa potrzebuje więc zarówno własnych rakiet, jak i konstelacji satelitarnych, które pozwolą odpowiadać na własne potrzeby niezależnie od indywidualnych planów pojedynczych firm. I tutaj właśnie wchodzi IRIS2.
To ważne także dlatego, że satelity nie działają wiecznie. Z czasem trzeba je zastępować kolejnymi urządzeniami, a konstelację rozbudowywać. Dlatego potrzebne są nie tylko satelity, ale w zasadzie cały europejski łańcuch technologiczny - od ich projektowania i produkcji po wynoszenie na orbitę.
Europa ma już rakietę Ariane 6, ale rozwijają się też mniejsi dostawcy usług wynoszenia. Pierwsze satelity IRIS2 mają znaleźć się na orbicie w 2029 roku, a część usług ma zostać uruchomiona w 2030 roku. Dla Polski oznacza to z kolei szansę na udział w budowie infrastruktury, która może przez lata być jednym z kluczowych elementów europejskiego bezpieczeństwa. A budowa centrum Europejskiej Agencji Kosmicznej w Warszawie potwierdza tylko, że nasz kraj chce być w kosmicznej czołówce.















