- Istnieją dwie możliwości: albo jesteśmy sami we Wszechświecie, albo nie. Obie są równie przerażające - powiedział kiedyś Arthur C. Clarke. Fizyk noblista Enrico Fermi swoje przemyślenia w 1950 roku ujął zwięźlej: "Gdzie Oni są?".
Paradoks Fermiego: "Gdzie Oni są?"
Dziś pytanie to znane jest jako paradoks Fermiego i wciąż pozostaje aktualne. Jak to jest bowiem możliwe, że nie spotkaliśmy żadnego znaku istnienia obcych, kiedy nasz Układ Słoneczny ma ledwo 4,6 miliarda lat, a Wszechświat - 13,8 miliarda lat? Obce cywilizacje miały mnóstwo czasu, by rozwinąć się w społeczeństwa zaawansowane technologiczne, które mogłyby wyruszyć na poszukiwanie kosmitów - czyli nas. Gdzie więc oni są?
Droga Mleczna zawiera od około 100 do 400 miliardów gwiazd. Obserwowalny Wszechświat natomiast - około 2 biliony galaktyk. Wiele z tych gwiazd ma planety w tzw. strefie życia. Skoro jest tak wiele gwiazd, planet i ogrom czasu, to statystycznie powinno istnieć mnóstwo cywilizacji. A mimo to nie mamy kontaktu z żadną z nich. Zderzenie ogromnej skali Wszechświata z ciszą tworzy właśnie paradoks Fermiego.
Dlaczego nauka nie potrafi znaleźć obcych cywilizacji?
Dr Frank Drake w latach 60. XX wieku zaproponował wzór (równanie Drake'a), którym próbował określić, ile cywilizacji technologicznych istnieje w Drodze Mlecznej. Problemem jest to, że większość parametrów jest zgadywana, więc wnioskiem może być, albo "bardzo dużo", albo "prawie zero". Możliwe też, że nie potrafimy wykryć tych cywilizacji, ponieważ szukamy złych znaków.
Jeśli jesteśmy sami, Wszechświat jest pusty
Jednym z prostszych wytłumaczeń całego paradoksu byłoby to, że my jako ludzkość faktycznie jesteśmy jedyną cywilizacją. Może się okazać, że warunki potrzebne do powstania życia i jego ewolucji są bardzo rzadkie, a nawet unikalne dla Ziemi. Nawet jeśli takie warunki wystąpią, nie wiadomo, ile czasu potrzeba, aby powstało życie - Ziemia może być wyjątkowo szczęśliwym przypadkiem.
A mimo to w ciągu kilku miliardów lat istnienia życia tylko jednemu gatunkowi na naszej planecie udało się zbudować cywilizację - to pokazuje, jak niezwykle rzadkim zjawiskiem jest wejście na ten poziom. Powstanie inteligencji może być wyłącznie ewolucyjnym przypadkiem.

Nie brakuje jednak teorii, zakładających istnienie obcych, którzy się przed nami w jakiś sposób ukrywają lub nie są w stanie się z nami skontaktować ze względu na problemy, z jakimi się mierzą.
Obce cywilizacje mogą nas obserwować jak w zoo - i nie mamy o tym pojęcia
Hipoteza zoo została zaproponowana w 1973 roku przez Johna Allena Balla. Według niego obce cywilizacje wiedzą o naszym istnieniu, lecz celowo nas ignorują, zupełnie jakbyśmy byli zwierzętami w zoo. Przyglądają się nam, choć nie są zainteresowani kontaktem. My jako ludzie na Ziemi także pozostawiliśmy pewne obszary i plemiona na planecie, aby żyły bez kontaktu z resztą świata. Kosmici mogą pozwalać nam na samodzielną ewolucję i rozwój, a kiedy staniemy się wystarczająco dojrzali, wtedy być może nawiążą z nami kontakt.

Może wszystkie cywilizacje niszczą same siebie?
Inna teoria mówi, że cywilizacje same siebie unicestwiają w wyniku wojen, katastrof klimatycznych czy nawet rozwoju sztucznej inteligencji, jeszcze zanim zdążą się nam przedstawić.
Jedna z niepokojących wersji tej teorii opowiada o Wielkim Filtrze, czyli pewnym etapie rozwoju, którego niemal żadna cywilizacja nie potrafi przejść. W odniesieniu do ludzkości istnieją dwa scenariusze: albo mamy to już za sobą, a Wielkim Filtrem było na przykład powstanie życia z nieożywionej materii we wczesnej fazie rozwoju Wszechświata; albo Wielki Filtr jest wciąż przed nami - w takim przypadku rozwój życia do etapu znanego z Ziemi byłby rzeczą częstą, ale wciąż istniałaby jakaś przeszkoda, przez którą wszystkie zaawansowane cywilizacje nie byłyby w stanie rozpocząć kolonizacji przestrzeni kosmicznej. Barierą tą mogą być wojny nuklearne, zmiany klimatyczne, katastrofy naturalne czy samozniszczenie.
Najbardziej mroczna hipoteza o kosmosie
Alternatywnym wyjaśnieniem jest tzw. teoria ciemnego lasu. Obce cywilizacje mogą celowo ukrywać się przed sobą nawzajem w kosmosie, a każda z nich jest myśliwym poruszającym się po omacku, ponieważ nikt nie wie, kto się kryje za następnym drzewem, jakie ma zamiary i jak bardzo jest rozwinięty technologicznie. W takiej sytuacji ujawnienie swojej pozycji może być skrajnie niebezpieczne. Cywilizacja, która zdradzi swoją lokalizację, ryzykuje, że zostanie zauważona przez znacznie potężniejszego sąsiada, więc najlepszą strategią wydaje się milczenie i ukrywanie swojej obecności.
Czy Ziemia już zdradziła swoją lokalizację?
Ludzie jednak wcale nie są cicho w kosmosie. Wysyłamy sygnały radiowe i telewizyjne, a nawet wiadomościach na pokładach satelitów, które wystrzeliliśmy w przestrzeń kosmiczną. Na Złotych Płytach (ang. Voyager Golden Records) umieszczonych na sondach Voyager 1 i 2 znajdują się wiadomości od Ziemian do obcych cywilizacji. Pokazaliśmy tam strukturę DNA i anatomię człowieka oraz naszą dokładną lokalizację. Niektórzy twierdzą, że wysyłanie takich sygnałów w kosmos może być ryzykowne.

"Obcy sami nie chcą się ujawniać, by nas chronić"
Według Roberta Bernatowicza polskiego dziennikarza, ekonomisty, politologa i ufologa, obcy nie chcą, żebyśmy wiedzieli o ich istnieniu. Nie ma żadnych dowodów na ich istnienie, ponieważ oni sami nie chcą się ujawnić.
- Jest jedna bardzo ciekawa teoria, że te cywilizacje są, tylko my ich nie zauważamy - mówi Bernatowicz. - Używają technologii, które są poza naszym zasięgiem, nie korzystają z fal radiowych, komunikują się metodami, które są zupełnie niewykrywalne dla nas, na przykład telepatycznie.
Według niego obcy nie dają nam znaku życia po to, by nas chronić. Chcą nas utrzymać w błogiej nieświadomości, że jesteśmy jedyną cywilizacją we Wszechświecie. Robią to dla naszego bezpieczeństwa - ponieważ posiadają narzędzie, przez które moglibyśmy się samounicestwić.












