NASA zbuduje elektrownię jądrową na Księżycu. Trump podał termin
Donald Trump i jego administracja narzucają agresywne tempo w wyścigu o dominację w kosmosie, który obejmuje także rozwój pozaziemskiej infrastruktury energetycznej. NASA i Departament Wojny otrzymały nakaz budowy pierwszej amerykańskiej elektrowni jądrowej na Księżycu. Ma ona powstać do 2030 roku, aby zapewnić stałe źródło zasilania w ekstremalnych warunkach bieguna południowego oraz wyprzedzić Chiny i Rosję. Wykorzystanie technologii nuklearnej na powierzchni Srebrnego Globu jest postrzegane jako fundament pod stałą obecność ludzi na Księżycu oraz przyszłe misje na Marsa.

W skrócie
- Donald Trump i jego administracja nakazali NASA oraz Departamentowi Wojny budowę pierwszej amerykańskiej elektrowni jądrowej na Księżycu do 2030 roku.
- Reaktory termojądrowe mają zapewnić stałe zasilanie habitatów i systemów w ekstremalnych warunkach południowego bieguna Księżyca, wyprzedzając działania Chin i Rosji.
- Plany zakładają użycie kompaktowych reaktorów o mocy około 100 KW oraz technologii umożliwiającej stałą obecność ludzi na Księżycu i w przyszłości na Marsie.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
NASA zbuduje elektrownię jądrową na Księżycu. Trump podał termin
Stany Zjednoczone ogłosiły ambitną strategię budowy elektrowni jądrowych na Księżycu, co stanowi jeden z najbardziej agresywnych zwrotów w nowoczesnej polityce kosmicznej. Zgodnie z dyrektywami administracji Donalda Trumpa, NASA oraz Departament Wojny otrzymały nakaz przyspieszenia prac nad rozmieszczeniem reaktorów termojądrowych na powierzchni Srebrnego Globu.
Głównym celem inicjatywy jest zabezpieczenie amerykańskiego przywództwa w kosmicznych systemach energetycznych, zanim dokonają tego rywalizujące potęgi, a w szczególności Chiny. Wskutek tego Księżyc przestanie dłużej być jedynie obszarem badań naukowych, a stanie się punktem strategicznym, którego infrastruktura energetyczna ma determinować długofalową dominację w kosmosie.
Punktem zwrotnym planu Amerykanów jest dokument "United States Space Nuclear Energy Initiative", podpisany przez starszego doradcę naukowego Michaela Kratsiosa. Zakłada on ścisłą koordynację między agencjami rządowymi a przemysłem prywatnym, a także wyznacza agencji NASA konkretne terminy: uruchomienie orbitalnych reaktorów jądrowych do 2028 r. oraz systemów powierzchniowych do 2030 r.
Sekretarz Energii, Chris Wright, stwierdził, iż będzie to "jedno z największych osiągnięć technicznych w historii energii jądrowej oraz eksploracji kosmosu". Z kolei nowo mianowany administrator NASA, Jared Isaacman, zaznaczył, że realizacja planu powrotu na Księżyc i wysłania ludzi na Marsa "wymaga wykorzystania energii jądrowej".
Reaktory termojądrowe umożliwią stały pobyt ludzi na Srebrnym Globie
Reaktory termojądrowe potrzebne będą ze względu na ekstremalne warunki panujące na południowym biegunie Księżyca, gdzie NASA planuje pierwsze stałe operacje załogowe. W tym nieodkrytym regionie temperatury spadają do -200 °C w stale zacienionych kraterach, podczas gdy na nasłonecznionych grzbietach mogą przekraczać 50 °C. Tradycyjna energia słoneczna okazuje się niewystarczająca podczas dwutygodniowych nocy księżycowych, dlatego to właśnie energia jądrowa ma zapewnić ciągłe zasilanie dla habitatów, przemysłu i systemów łączności.
Tempo prac wynika również z chęci wyprzedzenia rywali w tym nowym wyścigu kosmicznym. Sean Duffy, były administrator NASA i jednocześnie sekretarz transportu, ostrzegł przed opóźnieniami w stosunku do planów chińsko-rosyjskich,tłumacząc, że "pierwszy kraj, który to zrobi, mógłby potencjalnie ogłosić strefę 'wstęp zbroniony', która mogłaby znacząco utrudnić Stanom Zjednoczonym ustanowienie planowanej obecności Artemis, jeśli nie będą tam pierwsi" - przekonuje polityk.
Realizację tych założeń nadzoruje Carlos García Galán, dyrektor wykonawczy inicjatywy Base Lunar w NASA. Plan zakłada bezprecedensową częstotliwość około 10 startów na Księżyc rocznie, łącząc misje załogowe systemu SLS z transportami komercyjnymi firm SpaceX i Blue Origin. Celem jest przejście od krótkich ekspedycji do stałej obecności ludzi ok. 2032 r. To gigantyczne wyzwanie na miarę wyścigu kosmicznego sprzed ponad pół wieku. "Wyobraźmy sobie, że powiedzieli inżynierom Apollo, kiedy nie udało im się osiągnąć nawet ziemskiej orbity, że mają dotrzeć do Księżyca w mniej niż 10 lat" - porównuje inżynier hiszpańskiego pochodzenia.
Choć zadanie jest trudne, to zdaniem części ekspertów pozostaje ono w zasięgu możliwości NASA. Niedawny sukces misji Artemis 2, w której astronauci Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Jeremy Hansen polecieli dalej w kosmos niż ktokolwiek wcześniej, udowodnił technologiczną wykonalność planów także w obecnych czasach.
Najpierw Księżyc, potem Mars. Kosmiczny wyścig USA z Chinami i Rosją
Jak mają wyglądać elektrownie atomowe na Księżycu? Techniczna strona projektu koncentruje się na kompaktowych reaktorach o mocy około 100 KW, co pozwoli na zasilenie baz badawczych i niewielkich osad na Księżycu. Rozważane paliwa to pluton oraz ameryk-241, izotop o niezwykle długiej żywotności, który mógłby podtrzymywać produkcję energii przez całe stulecia. Zaletą tych systemów jest zdolność do nieprzerwanej pracy podczas nocy księżycowej, trwającej 14 ziemskich dób, kiedy panele słoneczne stają się bezużyteczne.
Pierwsze prototypy mają wytrzymać pięciodniowy brak słońca, a docelowe reaktory zapewnią pełną dwutygodniową autonomię. W dalszej przyszłości technologia ta ma wyjść poza powierzchnię Srebrnego Globu. Reaktory termojądrowe mają w przyszłości wspierać misje w głębokim kosmosie, w tym planowaną na koniec lat 20. lub początek lat 30. załogową wyprawę na Marsa.
Całość inwestycji w przygotowania do kolonizacji Księżyca szacowana jest na 30 mld dolarów, co stanowi kwotę znacznie niższą niż budżet programu Apollo po korekcie o inflację, mimo znacznie większego stopnia skomplikowania obecnych misji. Optymalizację kosztów zapewniło m.in. zobowiązanie Pentagonu do opracowania własnych projektów reaktorów.
Analogiczne plany mają także Chiny, które planują wysłanie tajkonautów na Księżyc do 2030 r. i rozważają współpracę nuklearną z Rosją. Choć chińskie misje mogą początkowo skupiać się na łatwiejszych regionach równikowych, ich długofalowe zainteresowanie biegunem południowym zmusza USA do radykalnego przyspieszenia.











