Naukowcy odkryli dowody UFO na starych zdjęciach. Kto chce ich uciszyć?
W świecie astrofizyki zawrzało za sprawą najnowszych analiz starych fotografii z lat 50., które mają wskazywać na obecność niezidentyfikowanych zjawisk anomalnych (UAP) bądź niezidentyfikowanych obiektów latających (UFO) na orbicie okołoziemskiej jeszcze przed wystrzeleniem pierwszych sztucznych satelitów. Znana fizyczka Sabine Hossenfelder zwróciła uwagę na odkrycie, które rzuca nowe światło na "bliskie spotkania" sprzed dekad. Ubolewa przy tym, że wielu naukowców omija te zagadnienia z lęku przed utratą reputacji i finansowania. Dlaczego to temat tabu?

W skrócie
- Najnowsze analizy archiwalnych fotografii z lat 50. ujawniły obecność niezidentyfikowanych zjawisk anomalnych na orbicie okołoziemskiej sprzed ery satelitarnej.
- Badania nad tymi obiektami napotykają trudności z publikacją, mimo że niektóre artykuły przeszły zwyczajowy proces recenzji naukowej.
- Wielu naukowców obawia się utraty reputacji i finansowania, co utrudnia rzetelne badania nad UAP/UFO.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
UFO na starych zdjęciach z lat 50. To nie satelity
Dziś w świecie poważnej nauki i inżynierii nie ma już wątpliwości, że niezidentyfikowane zjawiska anomalne (UAP) bądź niezidentyfikowane obiekty latające (UFO) istnieją naprawdę. Zgodnie z definicjami nie muszą one być pochodzenia pozaziemskiego - chodzi o wszystkie zjawiska lub poruszające się obiekty na niebie, których pochodzenia i natury nie da się ustalić. Niewykluczone, że w części przypadków wyjaśnienia mogą okazać się zupełnie prozaiczne i przyziemne. Rzecz w tym, że tych wyjaśnień nie ma i stąd taka klasyfikacja.
Istnieje multum ich naocznych obserwacji i nagrań, a potwierdzają to tabuny pilotów, zwłaszcza wojskowych, a także ekspertów z CIA i innych agencji rządowych, których wypowiedzi można posłuchać w dokumencie "The Age of Disclosure" z 2025 roku.
Z tematem wiąże się mnóstwo sceptycyzmu, a część osób, które z góry skreślają samą możliwość istnienia UFO/UAP często tłumaczą to możliwością manipulacji, fotomontażu albo zwyczajnej pomyłki z obiektami dobrze znanymi. I o ile współcześnie programy graficzne czy montażowe, generatywna sztuczna inteligencja i obecność tysięcy satelitów na naszej orbicie mogą sprzyjać mistyfikacji lub pomyłce, o tyle najnowsze badania wskazują, że obserwacje niezidentyfikowanych obiektów nad Ziemią prowadzone były już w czasach ery analogowej, zanim jeszcze ludzkość wystrzeliła pierwsze satelity.

Jak przekazała niemiecka fizyczka Sabine Hossenfelder, analiza archiwalnych płyt fotograficznych z lat 50. XX wieku ujawniła obecność zagadkowych obiektów na orbicie okołoziemskiej jeszcze przed erą satelitarną. Badaczka i osobowość internetowa twierdzi, że środowisko naukowe celowo unika rozpatrywania tych zjawisk w kontekście UFO/UAP z obawy przed stygmatyzacją. Wielu naukowców boi się utraty reputacji, choć coraz częściej pojawiają się głosy wzywające do porzucenia tabu i wszczęcia rzetelnej, naukowej weryfikacji tych niewyjaśnionych dotąd incydentów.
Autorzy badań nad UAP napotykają na problemy z publikacją
Hossenfelder wzięła na tapet artykuł naukowca Ivo Busko, który przeprowadził niezależną analizę archiwalnych płyt fotograficznych z Obserwatorium w Hamburgu, pochodzących z połowy lat 50. XX wieku. Jego ustalenia potwierdzają wcześniejsze doniesienia projektu VASCO pod kierownictwem Beatriz Villarroel. Naukowcy ci odkryli tzw. transjenty - obiekty, które pojawiają się i znikają w bardzo krótkim czasie, co sugeruje ich dużą prędkość i bliskie sąsiedztwo Ziemi. Co więcej, obiekty te odbijają światło w sposób, który nie pasuje do naturalnych ciał niebieskich, takich jak asteroidy.
Mimo wagi tych odkryć proces ich publikacji napotyka na nietypowe przeszkody, które mogą wskazywać, że ktoś chce uciszyć ich autorów. Pierwsze raporty, choć przeszły zwyczajowy proces recenzji naukowej (ang. peer-review), spotkały się z odmową publikacji w popularnym serwisie preprintów arXiv. Z kolei nowsza praca, która nie została jeszcze zrecenzowana, pojawiła się tam bez problemów.
Ta niekonsekwencja budzi zdumienie w środowisku naukowym. "Ten nowy artykuł pojawił się teraz w archiwum, co jest trochę zaskakujące, bowiem nie przeszedł on recenzji naukowej. Przez to myślę, że moderacja archiwum jest raczej zdezorganizowana niż zła" - skomentowała fizyczka. To zamieszanie może stawiać w negatywnym świetle badania nad UAP, gdyż jak mówi ekspertka: "z pewnością zniechęca to naukowców do badania tych fenomenów, a ja naprawdę chcę wiedzieć, czym one są".
Naukowcy boją się utraty reputacji i finansowania
Choć jedną z głównych motywacji naukowców jest potrzeba zrozumienia tego, co niewyjaśnione, anomalne zjawiska na niebie zdają się zazwyczaj nie być tego udziałem. Mimo że nie ma wątpliwości co do ich istnienia, to przez część środowiska ich badanie uznawane jest za niepoważne. To właśnie lęk naukowców przed łamaniem tabu, utratą reputacji i funduszy pozostaje głównym problemem blokującym rzetelne badania nad UAP. Zdaje się, że nie pomogła nawet zmiana oficjalnej nazwy z budzącego wiele emocji "UFO".
Paradoksalnie wielu naukowców, zwłaszcza astrofizyków, nie ma problemu z badaniem ciemnej materii i ciemnej energii, których istnienia nie udało się nawet bezpośrednio potwierdzić oraz które według pewnych hipotez mogą być czymś zupełnie innym, niż dziś się uważa, i ostatecznie podzielić los eteru, który według dawnych założeń miał być substancją wypełniającą przestrzeń kosmiczną, ośrodkiem rozchodzenia się fal elektromagnetycznych. W odróżnieniu od tych hipotetycznych sił, obserwowanych jedynie pośrednio, UAP są dość dobrze udokumentowanymi zjawiskami, jednak z jakichś powodów zainteresowanie nimi wiąże się z napiętnowaniem i ostracyzmem. Naukowcy mogą uciszać się wzajemnie, stosować autocenzurę i zamykać oczy, traktując UAP niczym przysłowiowego słonia w pokoju.
Jak wyjaśnia Sabine Hossenfelder, wielu naukowców chciałoby badać UAP, ale czeka z zajęciem się tym tematem aż do uzyskania stałego zatrudnienia, aby czuć się bezpiecznie. Z drugiej strony naukowcy z wysoką pozycją często wolą uniknąć rozgłosu. Wszystko to łączy się w błędnym kole. "Ta dziedzina jest stygmatyzowana, ponieważ jest tak mało badań, a ponieważ jest tak mało badań, jest stygmatyzowana" - twierdzi fizyczka.
Brak zaangażowania ekspertów sprawia, że przestrzeń ta bywa wypełniana przez osoby mniej kompetentne naukowo, podczas gdy realne, nierozwiązane przypadki - jak choćby ten z Portoryko z 2013 roku - pozostają bez odpowiedzi. Badaczka dostrzega jednak światełko w tunelu. "Ale rzeczy się zmieniają. Jak widzicie, są teraz naukowcy, którzy poważnie wgłębiają się w te zagadnienia" - podsumowuje.
Źródła:
- Busko, I. Searching for Fast Astronomical Transients in Archival Photographic Plates. arXiv (2026). DOI: 10.48550/arXiv.2603.20407
- Villarroel, B. et al. Aligned, Multiple-transient Events in the First Palomar Sky Survey. PASP 137 104504 (2025). DOI: 10.1088/1538-3873/ae0afe
- Bruehl, S., Villarroel, B. Transients in the Palomar Observatory Sky Survey (POSS-I) may be associated with nuclear testing and reports of unidentified anomalous phenomena. Sci Rep 15, 34125 (2025). DOI: 10.1038/s41598-025-21620-3









