Autorzy badania opublikowanego na łamach czasopisma "Radiology" podkreślają, że to ważny krok w rozwoju medycyny kosmicznej. Dotychczas jedyną praktyczną metodą obrazowania dostępną na pokładzie statków kosmicznych było badanie USG i choć sprawdza się ono w wielu sytuacjach, nie zawsze zapewnia tak szybkie i precyzyjne rozpoznanie urazów jak klasyczne zdjęcie rentgenowskie.
Przełom po latach przygotowań
Możliwość wykonywania zdjęć RTG w kosmosie stała się realna dzięki miniaturyzacji urządzeń. Naukowcy wykorzystali komercyjny, przenośny cyfrowy aparat rentgenowski wyposażony w bezprzewodowy generator promieniowania. Badanie przeprowadzono podczas trwającej trzy i pół dnia polarnej misji orbitalnej Fram2. Trójka członków załogi, po zaledwie czterogodzinnym szkoleniu, wykonywała zdjęcia rentgenowskie zarówno przed startem, jak i podczas pobytu na orbicie.
Obrazy dorównały tym wykonanym na Ziemi
Oprócz własnych ciał astronauci prześwietlili również specjalny fantom wykorzystywany do kontroli jakości, smartwatch oraz elementy wyposażenia. Zdjęcia wykonane na orbicie zostały następnie ocenione przez niezależnych radiologów, a analiza wykazała, że pod względem ogólnej jakości, rozdzielczości przestrzennej i kontrastowej obrazy praktycznie nie różniły się od tych uzyskanych przed lotem.
Największym wyzwaniem okazało się odpowiednie ustawienie pacjenta, źródła promieniowania i detektora. Szczególnie trudne było wykonywanie zdjęć klatki piersiowej, jamy brzusznej i miednicy, ponieważ w warunkach mikrograwitacji znacznie trudniej utrzymać wszystkie elementy we właściwej pozycji. Najłatwiej udało się natomiast obrazować dłonie i przedramiona, które można było łatwiej unieruchomić.
Nie tylko dla zdrowia astronautów
Badacze zwracają uwagę, że przenośny aparat RTG może znaleźć zastosowanie nie tylko w diagnostyce medycznej. Podczas misji wykorzystano go również do badań nieniszczących, które pozwoliły zajrzeć do wnętrza elementów wyposażenia statku i zobrazować ich wewnętrzną strukturę z dokładnością poniżej jednego milimetra. Tego typu kontrole mogą w przyszłości pomóc wykrywać ukryte uszkodzenia sprzętu bez konieczności jego rozbierania.
Co ważne, po zakończeniu misji aparat nadal działał prawidłowo, mimo niewielkich uszkodzeń powstałych podczas powrotu na Ziemię. Członkowie załogi ocenili zarówno sprzęt, jak i procedury jego obsługi jako łatwe w użyciu. Badacze zaznaczają jednak, że przed wykorzystaniem tej technologii podczas długotrwałych wypraw konieczne będzie dalsze jej udoskonalenie - obecny system nadal zajmuje stosunkowo dużo miejsca na pokładzie statku kosmicznego, a przyszłe misje mogą wymagać jeszcze bardziej kompaktowych i wytrzymałych urządzeń.












