W skrócie
- Sonda Voyager 1 zbliża się do granicy jednego dnia świetlnego (25,9 mld kilometrów) od Ziemi, co osiągnie 18 listopada 2026 r. Żaden ludzki obiekt nie doleciał jeszcze tak daleko.
- Ze względu na ogromną odległość opóźnienie w komunikacji z sondą wynosi już niemal 24 godziny, co utrudnia wysyłanie poleceń i odbieranie odpowiedzi od instrumentów NASA.
- Voyager 1 przesyła dane mimo malejących zasobów, a na pokładzie niesie Złotą Płytę, która ma stanowić wizytówkę ludzkości i przetrwać w kosmosie nawet miliard lat.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Voyager 1 zbliża się do granicy jednego dnia świetlnego od Ziemi
Voyager 1, która od niemal 50 lat kontynuuje swoją pionierską podróż w głąb kosmosu, zbliża się do osiągnięcia kolejnego historycznego etapu. Ten niewielki, mający rozmiary samochodu obiekt jest pierwszym wytworem ludzkich rąk, który opuścił Układ Słoneczny (w zależności od tego, gdzie postawimy jego umowną granicę - co szerzej wyjaśnialiśmy w GeekWeeku). Obecnie sonda pędzi przez przestrzeń kosmiczną z prędkością ok. 61,100 km/h.
Mimo tak długiego czasu spędzonego w drodze, Voyager 1 wciąż nie oddaliła się od Ziemi nawet o jeden dzień świetlny. Naukowcy z NASA obliczyli jednak dokładny moment, w którym to nastąpi - do tego wydarzenia pozostało już tylko kilka miesięcy. 18 listopada 2026 r. o godzinie 2:16 rano czasu PST sonda osiągnie dystans 25,9 mld kilometrów od naszej planety. To dokładnie taka odległość, jaką światło pokonuje w ciągu jednej doby. Instrumentowi przebycie tej drogi zajmie ponad 49 lat.
Zbliżamy się do jednego dnia świetlnego. W środę, 18 listopada 2026 r., o godz. 2:16:07 AM PST, sonda Voyager 1 należąca do NASA będzie znajdować się 16,094,799,096 mil (1,079,252,848 kilometrów) od Ziemi - lub w odległości, jaką światło pokonuje w 24 godziny, znanej jako jeden dzień świetlny
"Voyager 1 będzie pierwszym stworzonym przez człowieka obiektem, który osiągnie tę odległość od Ziemi, dodając ją do długiej listy historycznych osiągnięć tej misji" - tłumaczy agencja. "Voyager 1 oraz jego bliźniak, Voyager 2, są jedynymi statkami kosmicznymi, które kiedykolwiek działały poza heliosferą, czyli ochronną bańką cząstek i pól magnetycznych generowanych przez Słońce".
Sondzie kurczą się zasoby energii, ale wciąż przesyła dane
Osiągnięcie granicy jednego dnia świetlnego to nie tylko symboliczny sukces, ale też realny czynnik wpływający na łączność z sondą. Opóźnienie sygnału radiowego drastycznie wydłuża czas oczekiwania na odpowiedź ze strony aparatury. "Jeśli wyślę polecenie i powiem 'dzień dobry, Voyager 1' o 8 rano w poniedziałek, odpowiedź od Voyager 1 otrzymam z powrotem w środę o ok. 8 rano" - powiedziała Suzy Dodd, menedżerka projektu Voyager w JPL w rozmowie z CNN. Opóźnienie to wynika z faktu, że fale radiowe poruszają się z prędkością światła, dlatego dwustronna wymiana danych zajmuje już niemal 48 godzin.

Pierwotnym celem misji Voyager 1, wystrzelonej 5 września 1977 r., miał być jedynie przelot w pobliżu Jowisza i Saturna. Zadania te zostały zrealizowane odpowiednio w 1979 i 1980 r., po czym sonda po prostu leciała dalej w przestrzeń międzygwiezdną. Zasilany plutonem pojazd powoli jednak traci energię.
W ciągu ostatniego roku NASA sukcesywnie wyłączała kolejne przyrządy, aby przedłużyć działanie sondy. Na pokładzie aktywne pozostały już tylko dwa instrumenty naukowe: magnetometr oraz podsystem fal plazmowych, rejestrujący elektromagnetyczne tętno przestrzeni kosmicznej. Inżynierowie szacują, że łączność uda się utrzymać do początku lat 30. XXI w., kiedy to zapas energii spadnie poniżej krytycznego minimum.
Dziedzictwo ludzkości zapisane na Złotej Płycie
Wyłączenie systemów na zawsze przerwie łączność Ziemi z jej najdalszym wysłannikiem, ale nie zakończy misji. Zarówno Voyager 1, jak i Voyager 2 niosą w sobie miedziane, pozłacane dyski o średnicy 30 centymetrów, znane jako "Voyager Golden Records". Zawierają one zakodowane informacje o ziemskiej cywilizacji, w tym powitania w 55 językach, odgłosy natury (np. śpiew wielorybów, dźwięki deszczu), 115 obrazów oraz 90 minut muzyki - od utworów Bacha i Mozarta po "Johnny B. Goode" Chucka Berry'ego i utwory Blinda Williego Johnsona. Umieszczono tam również mapę pulsarów wskazującą lokalizację Ziemi. Część danych jest jednak niepoprawna, przez co potencjalni obcy mogliby nieprawidłowo odkodować nasze DNA.

Na płycie znajduje się także oficjalne przesłanie ówczesnego prezydenta USA, Jimmy'ego Cartera. "Rzucamy tę wiadomość w kosmos. Prawdopodobnie przetrwa ona miliard lat, kiedy nasza cywilizacja będzie głęboko zmieniona, a powierzchnia Ziemi może ulec poważnym przeobrażeniom" - głosi początek nagrania. Jest to oczywiście wersja optymistyczna. Nie ma pewności, czy za miliard lat będzie jeszcze na Ziemi jakiekolwiek życie ani czy człowiek jako gatunek będzie jeszcze istniał, czy też wyewoluuje w zupełnie inną formę, przeniesie się do innego medium bądź wyginie. "Złota Płyta" niesiona przez Voyager w nieznane może być więc zarówno naszą wizytówką z dalekiej przeszłości, jak i epitafium.
Ludzie byli jednak pełni nadziei. "Próbujemy przetrwać nasz czas, żebyśmy mogli żyć w waszym. Mamy nadzieję, że któregoś dnia, pokonawszy problemy, z którymi się zmagamy, dołączymy do społeczności galaktycznych cywilizacji. To nagranie reprezentuje nasze nadzieje i naszą determinację, a także naszą dobrą wolę w przepastnym i niesamowitym wszechświecie" - dodał prezydent Carter.













