Kto choć raz był na all inclusive, ten na wzmiankę o leżakach się nie śmieje. Wielu turystów niemal koczuje przy parasolach, aby zająć sobie jak najlepsze miejsce obok basenu.
Hotele wymyślają coraz to nowsze taktyki, które mają poradzić sobie z tym problemem. W maju pisałam w GeekWeek.pl o wojnie na leżaki przy basenie, która nabrała takiego rozpędu, że sprawa trafiła do sądu. Niemiecki turysta otrzymał wtedy ponad 4000 zł odszkodowania za brak leżaków w hotelu na wyspie Kos. W jego przypadku rezerwacje ręcznikami posunęły się do kompletnego braku wolnych miejsc na leżakach, przez co trzeba było dosłownie siedzieć na ręczniku położonym obok basenu. Mężczyzna opowiadał, że większość leżaków była zajmowana ręcznikami jeszcze przed świtem, a często było tak, że właściciel nie pojawił się na swoim miejscu przez cały dzień.
Czy to koniec z rezerwacjami leżaków?
Teraz jednak być może w końcu będzie spokój z rezerwacjami - przynajmniej na Teneryfie, gdzie jeden z obiektów powołał "leżakową policję". Administracja hotelu była już zbyt zmęczona zaklepywaniem leżaków jeszcze w środku nocy, więc wprowadziła systemowe restrykcje. Tak więc teraz basen jest ogrodzony, a bramki pilnuje specjalny ochroniarz.
Efekt? Nie ma już rezerwowania leżaków nocą. Teraz wczasowicze gromadzą się przy bramce już o 7:40, aby o ósmej wbiec na basen i zająć sobie najlepsze miejsca.
Polacy nie chcą już all inclusive. Wolą powrót do dzieciństwa
Wojny leżakowe także miały swój wkład w ostatnie wybory Polaków co do wakacji. Wiele z nich woli wybrać podróż w stylu "playcation", czyli połączenie słów "play" i "vacation". Główny cel takiego wyjazdu to zabawa, spontaniczność i wspólne przeżycia - trochę jak powrót do dzieciństwa.
Rozrywką teraz są spanie w śpiworze pod gołym niebem, wyjście do aquaparku czy na retro automaty do gier. Dorośli też chcą się dobrze bawić, a przy okazji przywołać wspomnienia z dzieciństwa, kiedy takie podróże były niemal magiczne.












