Spis treści:
- Opuszczone miejsca w Polsce. Te historie rozbudzają wyobraźnię
- Pałac w Sławie. Archiwum Himmlera, sowiecki lazaret i wieloletni dom dziecka
- W tych murach działało H-Sonderkommando. Badali akta z procesów czarownic
- Opuszczony pałac przyciąga pasjonatów urbexu, historii i duchów
Opuszczone miejsca w Polsce. Te historie rozbudzają wyobraźnię
Nad malowniczym jeziorem Sławskim w woj. lubuskim znajduje się pałac, który od wieków budzi ciekawość zarówno mieszkańców, jak i przyjezdnych. Pałac w Sławie, znany też jako pałac Rechenberg, historycznie leży na Dolnym Śląsku, a pochodzi z XVII w. Niegdyś była to rezydencja szlachecka, którą postawiono w miejscu dawnego zamku, z czasem adaptując jego ocalałe fragmenty. W trakcie II wojny światowej pałac został przejęty przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy i mieściło się tu tzw. archiwum Himmlera, później pałac zamieniono w sowiecki lazaret, lata później utworzono tam dom dziecka.
Placówkę zlikwidowano i pałac w Sławie przez lata stał opuszczony, niszczejąc. Stał się więc miejscem, które ze względu na swoją zawiłą historię zaczęło przyciągać fanów urbexyu, osoby zaintrygowane tajemnicami III Rzeszy, a także pasjonatów zjawisk paranormalnych. O wizycie w tym miejscu opowiedziała Geekweekowi Joanna Stebel, popularyzatorka historii i kultury śląskiej, autorka projektu Sassy Silesian.

Pałac w Sławie. Archiwum Himmlera, sowiecki lazaret i wieloletni dom dziecka
Na popularność obiektu wpływa wspomniane archiwum Himmlera, o którym mówi się, że w jego skład wchodziło nawet milion książek, czasopism i dokumentów związanych m.in. z wolnomularstwem, a także z procesami czarownic. Esesmani gromadzili tam i studiowali tego typu akta, a cały proces owiany jest nutą tajemnicy. Dziś kartoteka procesów o czary (Hexenkartothek) jest przechowywana w Archiwum Państwowym w Poznaniu, otwiera się w nowym oknie. Zbiór ten to według wielu historyków unikat na skalę światową.
Pałac jest ciekawostką dla miłośników historii. Dzisiaj co prawda kojarzy się głównie z pustostanem pozostałym po likwidacji domu dziecka, ale i z postacią Heinricha Himmlera oraz mnóstwem różnych tajemnic. W czasie II wojny światowej działało tu H-Sonderkommando, które zbierało tam materiały o czarownicach
- Himmler, był człowiekiem przebiegłym i dwulicowym, nie cofał się przed niczym, by osiągnąć zamierzone cele. Między innymi w sposób bardzo krzywdzący dla przedchrześcijańskich wierzeń adaptował wiarę starogermańską na potrzeby SS. Wierzył ponadto, że jest potomkiem czarownicy - a to po części podyktowało uruchomienie H-Sonderkommando, które prężnie działało w tym pałacu - opowiada Joanna Stebel.

W tych murach działało H-Sonderkommando. Badali akta z procesów czarownic
Decyzją Himmlera pałac w Sławie przekształcono w jego rezydencję - w murach założenia zaczęto składować księgozbiór Himmlera, w tym także dokumenty zrabowane m.in. z Indii, Meksyku, Siedmiogrodu, Rosji i Stanów Zjednoczonych. Były tam papiery z lat 385-1940, które poświęcono właśnie czarownicom - w tym polowaniom na posądzane o czary osoby i ich procesom. Analizowało je ośmioosobowe H-Sonderkommando, gdzie litera H dotycz niemieckiego słowa Hexe, które oznacza "czarownica". Łącznie do dziś zachowały się 3884 jednostki archiwalne na ten temat.
- Największą uwagę H-Sonderkommando przykładało do analizowanie ustępów o torturach i metodach pozbawiania życia, ale wbrew pozorom nie chodziło głównie o inspirację dla niemieckich zbrodniarzy. Bardziej miało chodzić o okultystyczne zainteresowania oraz przekonania Himmlera, że cały proces polowania i zgładzania osób uznanych za wiedźmy to tak naprawdę żydowsko-katolicki spisek. Szacuje się, że działające w latach 1935-1944 H-Sonderkommando zgromadziło łącznie od 200 tysięcy do nawet 1 miliona tomów akt tego typu. Z terenu Polski, otwiera się w nowym oknie najwięcej takich dokumentów pochodziło z Wągrowca - opisuje Joanna Stebel.
Ostatecznie część dokumentów zniszczyła Armia Czerwona, inne natomiast wróciły w miejsca, z których je zabrano. Część została wykupiona przez osoby prywatne, a ponadto duży zbiór znaleziony na terenie pałacu przez UB trafił do Poznania.

Opuszczony pałac przyciąga pasjonatów urbexu, historii i duchów
Oprócz wspomnianego archiwum pałac w Sławie przyciąga też z innych powodów - mianowicie przez wzgląd na dawny lazaret i późniejszy dom dziecka, który funkcjonował od 1957 do 2006 r. Pociąga to szczególnie osoby, które pasjonują się zjawiskami paranormalnymi. Ogrom śmierci, cierpienia oraz smutku, jakie przeżywali ludzie w murach tej budowli ma wpływać na jej szczególną aurę i możliwość styczności z niezwykłymi zdarzeniami. Dla mojej rozmówczyni pałac jawił się jako smutny opuszczony wrak swojej dawnej świetności. Jak w efekcie Joanna Stebel wspomina wizytę w pałacu w Sławie?
- Jest to gratka dla miłośników historii, ale jednak jeśli ktoś nie wie, co tam się kiedyś mieściło, może poczuć pewien zawód, bo na wejściu wita nas głęboka cisza i przede wszystkim pustka, a więc duży kontrast do pałacu w Stoszycach, o którym mówiłam niedawno - zaznacza moja rozmówczyni. - Przypadkowy zwiedzający może więc uznać, że pałac w Sławie to miejsce nudne jak flaki z olejem. A jednak łączą się z nim takie niesamowite historie, które warto znać.
Jak wspomina autorka Sassy Silesian, najdziwniejsze w pałacu w Sławie było dla niej jednak spotkanie nie ze zmarłymi, a z żywym człowiekiem, który się bardzo nietypowo zachowywał, o czym pisaliśmy przy okazji poruszenia tematu urbexu w rzekomo nawiedzonych miejscach, m.in. w uznawanym za taki pałacu w Stoszycach.
Obecnie jednak coś się zmienia i pałac ma szansę na nowe życie - w 2024 r. założenie przeszło w kolejne ręce prywatne. Nowy właściciel obiektu zapowiedział jego adaptację, a teren już uporządkowano i na obszarze założenia w maju br. powstał punkt stowarzyszenia "Razem dla wszystkich".











