Tragedia na Grossglockner. Alpinista oskarżony o porzucenie partnerki
Na ławie oskarżonych w Innsbrucku zasiada dziś alpinista, którego zimowa wyprawa na Grossglockner zakończyła się tragedią. Prokuratura zarzuca 39-letniemu Thomasowi P., że porzucił swoją partnerkę w śnieżnej zamieci tuż pod szczytem, doprowadzając do jej śmierci z wychłodzenia. Sprawa, która poruszyła austriackie środowisko wspinaczkowe, może stać się precedensem w kwestii odpowiedzialności karnej za decyzje podejmowane w górach.

Rozmowy o granicach odpowiedzialności w alpinizmie zawsze budzą wiele kontrowersji, bo z jednej strony wszystkie osoby decydujące się na wspinaczkę w wysokich górach powinny zdawać sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmują i nie oczekiwać, że inni będą narażać dla nich własne życie.
Z drugiej zaś trudno czasem uwierzyć, że można zostawić za sobą potrzebującego partnera… zwłaszcza takiego, który przy okazji partnerem życiowym, a z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w ubiegłym roku a Austrii. Ponad rok po tragedii, w której 33-letnia Kerstin G. zmarła z wychłodzenia na najwyższej górze Austrii, jej partner staje przed sądem w Innsbrucku.
Kobieta zmarła z wychłodzenia
Mężczyzna, zidentyfikowany przez austriackie media jako Thomas P., został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci przez rażące niedbalstwo. Według prokuratury, podczas wspinaczki na Grossglockner (3798 m n.p.m.) w styczniu 2025 roku, mężczyzna miał zostawić wyczerpaną i niechronioną partnerkę w pobliżu szczytu, w czasie wichury i przy temperaturze -8°C, by zejść po pomoc. Niestety kobieta zmarła z wychłodzenia, zanim ratownicy mogli dotrzeć na miejsce.
Śledczy przekonują, że - jako bardziej doświadczony wspinacz - Thomas P. był "odpowiedzialny za wyprawę", tymczasem popełnił szereg błędów, tj. para wyruszyła w góry o zbyt późnej porze, nie miała odpowiedniego sprzętu awaryjnego, a kobieta za jego zgodą używała miękkich butów snowboardowych, nieodpowiednich na alpejskie warunki. Co więcej, prokuratorzy twierdzą, że mężczyzna powinien zarządzić odwrót, gdy było to jeszcze możliwe, ze względu na silny wiatr dochodzący do 74 km/h i temperaturę odczuwalną na poziomie -20°C.
Prokuratorzy wskazują liczne błędy
Jakby tego było mało, kamery internetowe zarejestrowały sylwetkę mężczyzny schodzącego ze szczytu w nocy, około godziny 2:00. Prokuratura twierdzi, że wcześniej nie zabezpieczył kobiety folią ratunkową i zbyt późno zawiadomił służby, bo dopiero o godzinie 3:30, co w połączeniu z silnym wiatrem, który uniemożliwił nocny lot ratunkowy, doprowadziło do śmierci kobiety.
Obrona odrzuca jednak te zarzuty, adwokat Kurt Jelinek utrzymuje, że para wspólnie zaplanowała wyprawę, była dobrze przygotowana i miała doświadczenie w turystyce wysokogórskiej. Jego zdaniem był to "tragiczny wypadek", a mężczyzna "głęboko żałuje śmierci partnerki". Niemniej sprawa budzi w Austrii ogromne emocje, bo jeśli sąd uzna Thomasa P. za winnego, może trafić do więzienia na nawet trzy lata, a wyrok - jak podkreśla dziennik Der Standard - może wyznaczyć "nowy paradygmat odpowiedzialności w sporcie wysokogórskim".










