W skrócie
- Dwaj poszukiwacze skarbów odnaleźli przy użyciu wykrywaczy metali pamiątkowy sygnet z 1988 roku na dnie jeziora Great Sacandaga w stanie Nowy Jork.
- Dzięki kontaktowi ze szkołą Red Creek High School detektoryści zdołali zidentyfikować właścicielkę po 38 latach od pechowej wyprawy nad jezioro.
- Mężczyźni odmówili przyjęcia nagrody za znalezisko i zapowiedzieli, że nadal będą starali się zwracać odnalezione przedmioty ich prawowitym właścicielom.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Niespodziewane odkrycie na dnie jeziora
Dwaj pasjonaci poszukiwań z wykrywaczami metali, Michael Siegle i Dylan LaPort, zaprzyjaźnili się dzięki wspólnemu zainteresowaniu. Mężczyźni spędzają wolny czas na tropieniu dawnych przedmiotów nad jeziorem Great Sacandaga Lake w stanie Nowy Jork. "Lubimy czekać, aż poziom wody w zbiorniku zacznie opadać" - powiedział Siegle. "Odsłania to linie brzegowe i pozwala nam wejść tam, pomachać naszymi wykrywaczami metali i poszukać jakichś fajnych rzeczy, które ludzie zostawili po sobie w czasach świetności" - tłumaczy detektorysta.
Obszar dzisiejszego jeziora był niegdyś doliną Sacandaga, w której znajdowało się kilka miasteczek. Teren ten został celowo zalany w 1930 r., aby utworzyć zbiornik wodny o powierzchni 108 km2, rozciągający się na długości blisko 47 km. Wspomniane przez odkrywcę czasy świetności odnoszą się do XIX wieku, kiedy region ten prężnie się rozwijał.
"Znajdujemy mnóstwo starych monet, dużo sprzętu rolniczego, sporo klamek, mosiężnych gałek - no wiesz, prawie wszystko, co można zobaczyć w starym domu" - wylicza Siegle. Niedawno poszukiwacze natrafili jednak na przedmiot zupełnie innego rodzaju. Najnowsze znalezisko dwójki poszukiwaczy było dużo młodsze niż zwykle, bo woda pochłonęła je dopiero pod koniec lat 80. XX wieku, a jego właścicielka nadal żyje.
Szkolny sygnet zidentyfikowany dzięki dawnej znajomości
Dwójka przyjaciół opowiedziała mediom o swoim najnowszym odkryciu. "Usłyszeliśmy dźwięk wykrywacza metali, po czym po prostu odwróciliśmy kamień, a to tam po prostu leżało" - relacjonuje LaPort. Okazało się, że ziemia skrywała pamiątkowy sygnet należący do absolwentki Red Creek High School z rocznika 1988.
Znalazcy postanowili za wszelką cenę odszukać właścicielkę zguby. Początkowo opublikowali zdjęcia przedmiotu na Facebooku, licząc na szybki odzew. Gdy upłynęło trochę czasu i to działanie nie przyniosło żadnych rezultatów, skontaktowali się bezpośrednio ze szkołą oddaloną o prawie trzy godziny drogi.
"Zadzwoniłem do nich i porozmawiałem z sekretarką" - wspomina LaPort. "Najpierw powiedziałem jej, że próbuję namierzyć byłą uczennicę, ponieważ znalazłem pierścionek. Z początku wydawała się trochę sceptyczna, a potem, gdy zacząłem jej go dokładniej opisywać, była chętna do pomocy" - dodaje.
Pracownica szkoły szybko rozpoznała, do kogo należy pamiątka, bowiem uczęszczała do tej samej placówki dokładnie rok wyżej. "Kiedy zaczął opisywać pierścionek - a ona grała ze mną w piłkę nożną - powiedziała: dokładnie wiem, do kogo to należy" - wyjaśnia Kim Rasbeck, prawowita właścicielka sygnetu.
Bezinteresowny zwrot pamiątki po 38 latach
Kim Rasbeck mieszka obecnie w Rochester, leżącym prawie 330 km od pechowego jeziora. Kobieta zgubiła swój szkolny sygnet dokładnie 38 lat temu podczas wypoczynku nad wodą z przyjaciółmi. Przez ten cały czas była przekonana, że cenny przedmiot przepadł na zawsze i już nigdy go nie odzyska.
Gdy odkrywcy nawiązali z nią kontakt, właścicielka chciała zrekompensować ich trud. "Powiedziałam im: prześlę wam przez Venmo, ile będzie kosztować odesłanie mi pierścienia. Ale oni nie chcieli o tym słuchać. Powiedzieli: nie, po prostu chcemy zwrócić ci pierścień" - tłumaczy Rasbeck, nie kryjąc emocji.
Bezinteresowna postawa dwójki detektorystów wywołała u odnalezionej po prawie czterech dekadach absolwentki ogromne wzruszenie. "Więc sprawiło to, że poczułam się dobrze z myślą, że na świecie wciąż są ludzie, którzy robią przyzwoite rzeczy, no wiesz" - skomentowała.
Poszukiwacze skarbów zadeklarowali, że nadal będą starać się oddawać odnalezione przedmioty ich prawowitym właścicielom. "Cieszę się, że mogłem jej go zwrócić. To znaczy, po to tu jesteśmy. Znajdować pierścionki, zwracać je, a wszystko inne po drodze to tylko bonus" - podsumowuje Siegle.














