Samoloty bez klasy biznes. Naukowcy wskazują drogę do redukcji emisji CO2
Rezygnacja z klasy biznes i pierwszej w samolotach mogłaby zmniejszyć globalną emisję lotniczą nawet o połowę, co pokazują analizy Stefana Gösslinga i jego zespołu. Naukowcy przeanalizowali miliony lotów, wykazując, że najbardziej emisyjne są przestronne klasy o mniejszej liczbie pasażerów. Efektywność można poprawić także dzięki większemu wypełnieniu miejsc oraz stosowaniu wydajniejszych maszyn, bez ograniczania liczby podróży lotniczych.

Podróże lotnicze odpowiadają za znaczną część emisji gazów cieplarnianych, ale nowe badania sugerują, że ich wpływ na klimat można by radykalnie zmniejszyć bez ograniczania liczby lotów. Jednym z najprostszych rozwiązań mogłoby być zrezygnowanie z klasy biznes i pierwszej.
Nowa analiza wskazuje problemy w sektorze lotnictwa
Badacze na czele ze Stefanem Gösslingiem z Uniwersytetu Linnaeus przeanalizowali miliony lotów i odkryli ogromne różnice w emisjach przypadających na jednego pasażera. Wpływ na środowisko zależy nie tylko od typu samolotu czy długości trasy, lecz także od sposobu rozmieszczania siedzeń. W samolotach z większą liczbą miejsc emisje rozkładają się na więcej pasażerów, co obniża ich ślad węglowy w przeliczeniu na osobę.
Najwięcej miejsca zajmują fotele w klasie biznes i pierwszej - są one większe i cięższe, przez co na pokładzie mieści się mniej pasażerów. W efekcie emisje przypadające na jedną osobę mogą być nawet do pięciu razy wyższe niż w klasie ekonomicznej. Symulacje pokazały, że wykorzystanie samolotów wyłącznie w konfiguracji ekonomicznej, czyli z maksymalną liczbą miejsc w tej klasie, mogłoby zmniejszyć emisje globalnego lotnictwa o około 26-57 proc.
To nie jedyne możliwe działanie do podjęcia. Naukowcy wskazują także na inne sposoby ograniczenia emisji, m.in. zwiększenie liczby zajętych miejsc w samolotach czy korzystanie z bardziej efektywnych maszyn.
Które kraje produkują najwięcej emisji w lotnictwie
Wśród krajów o największej emisji znajdują się Stany Zjednoczone, a później Chiny, Niemcy i Japonia, gdzie emisja CO2 często przekracza 140 Mt. Z kolei bardziej wydajne loty - poniżej 100 gramów na pasażerokilometr - są powszechne w Brazylii, Indiach i Azji Południowo-wschodniej. W Europie występuje mieszanka obu tych elementów.

Różnice te można wyjaśnić liczbą zajętych miejsc, modelami samolotów oraz układem kabiny. Tanie linie lotnicze, takie jak Ryanair, są zazwyczaj bardziej wydajne, ponieważ oferują jak najwięcej miejsc dla pasażerów, likwidując przestronne fotele w klasie biznes lub pierwszej.
Okazuje się, że loty długodystansowe są średnio bardziej wydajne niż loty krótsze, ponieważ emisje podczas startu występują tylko raz, a samoloty są zazwyczaj większe, więc mieszczą więcej pasażerów.
Jak zwiększyć efektywność podróży samolotem i zmniejszyć emisje CO2?
Naukowcy stworzyli trzy hipotetyczne scenariusze, przeliczając całkowitą emisję po każdej zmianie.
Po pierwsze, jeśli współczynnik wypełnienia samolotów zwiększy się z 80 proc. do 95 proc., emisje zmniejszą się o 16 proc., ponieważ do przewiezienia tej samej liczby pasażerów potrzeba by mniej lotów.
Po drugie, gdyby w użytku były tylko dwie najbardziej wydajne maszyny (Boeing 787-9 i Airbus A321neo), pozwoliłoby to zaoszczędzić 27-34 proc. globalnych emisji. Nie da się jednak zastąpić z dnia na dzień wszystkich samolotów, ponieważ średni czas eksploatacji danego pojazdu wynosi 25 lat.
I w końcu po trzecie, zlikwidowanie klasy biznes i pierwszej zmniejszyłoby globalną emisję spalin o 26-57 proc., gdyż generują one nawet pięć razy więcej CO2 niż fotele w klasie ekonomicznej.
Gdyby te trzy scenariusze się spełniły, emisje z sektora lotnictwa mogłyby spaść o połowę lub więcej. Wszystko to bez zmniejszania liczby podróżujących.
Badanie zostało opublikowane w czasopiśmie Communications Earth & Environment.










