Grupa mężczyzn odgrywała scenę konwoju więziennego na lotnisku
Wieczór kawalerski grupy Polaków rozpoczął się już na lotnisku, gdzie pojawili się przebrani w kamizelki z napisem "SWAT" oraz czapki z napisem "Police". Jeden z nich zaś, pan młody, miał na sobie strój więzienny. Wszystko przebiegało w miarę spokojnie, aż do czasu wejścia na pokład samolotu.
W czwartek 21 lipca grupa mężczyzn miała lecieć z lotniska Poznań-Ławica do Tirany, stolicy Albanii. Nie chcieli się nudzić, więc odegrali scenę konwoju więziennego, lecz nikt nie robił z tego problemu. Te zaczęły się dopiero na pokładzie. Kiedy załoga poinformowała o konieczności zachowania porządku i stosowania się do poleceń, jeden z uczestników inscenizacji oświadczył, że w jego bagażu znajduje się "materiał eksplodujący". Wtedy do akcji wkroczyły prawdziwe służby.
Żart z bombą zakończył wieczór kawalerski. 34-latek nie poleciał do Tirany
- Służby potraktowały sytuację poważnie i podjęły odpowiednie czynności. Po wyjaśnieniu sprawy i uznaniu, że nie ma rzeczywistego zagrożenia, 34-latek za niestosowne żarty został ukarany mandatem - poinformowała Straż Graniczna.
Decyzją kapitana nie dopuszczono go także do lotu, a więc ominęła go większość zabawy wieczoru kawalerskiego.
Żartowanie o bombach i zostawienie bagażu bez opieki nie jest najmądrzejsze na lotnisku
Żarty o bombach na lotniskach czy w samolotach są zawsze bardzo surowo traktowane. Nikogo nie śmieszą, lecz wciąż zdarzają się osoby, dla których jest to szczyt humoru. Każda taka sytuacja kończy się wezwaniem odpowiednich służb, często także następuje ewakuacja wszystkich pasażerów, co generuje ogromne opóźnienia.
Sprawa wygląda podobnie w przypadku pozostawienia bagażu bez opieki. Służby muszą brać pod uwagę ewentualne zagrożenie, aby zapewnić bezpieczeństwo podróżującym. Lepiej sprawdzać każdy bagaż, niż nie sprawdzić tego jednego, który faktycznie wywoła panikę.











