Sytuacja pogorszyła się szczególnie w ostatnich tygodniach, bo ponad jedna czwarta wszystkich tegorocznych przypadków dengi na Sri Lance została odnotowana w samym lipcu. Zakażenia występują na terenie całego kraju, ale największym problemem pozostają obszary zurbanizowane, w tym stolica - Kolombo.
Władze wiążą gwałtowny wzrost liczby zachorowań między innymi ze skutkami cyklonu, który przeszedł przez wyspę w grudniu ubiegłego roku. Pozostawione przez żywioł zniszczenia i odpady stworzyły tysiące miejsc, w których może gromadzić się woda, a właśnie niewielkie zbiorniki stojącej wody są idealnym środowiskiem do rozmnażania komarów odpowiedzialnych za przenoszenie dengi.
Wojskowe drony zaglądają na dachy
Do walki z epidemią zaangażowano siły zbrojne. Drony przeszukują dachy domów i szkół oraz place budowy, lokalizując zbiorniki stojącej wody i potencjalne miejsca rozwoju larw komarów. Pozwala to dotrzeć do obszarów, które trudno byłoby skutecznie kontrolować wyłącznie z poziomu ulicy.
Na tym działania się nie kończą. Policja prowadzi kontrole posesji, a właściciele nieruchomości, na których znajdują się siedliska komarów, mogą zostać ukarani. Skala akcji jest ogromna - tylko w lipcu służby zlikwidowały niemal 11 tys. miejsc, w których mogły rozmnażać się komary, a kary nałożono na właścicieli ponad 4 tys. nieruchomości.
Walka z owadami ma kluczowe znaczenie, ponieważ denga przenosi się na ludzi poprzez ukąszenia zakażonych komarów z rodzaju Aedes. Owady te chętnie składają jaja nawet w niewielkich ilościach stojącej wody - wystarczą pozostawione na zewnątrz wiadra, wazony czy podstawki pod doniczki. W przeciwieństwie do wielu innych komarów są szczególnie aktywne w ciągu dnia - najczęściej gryzą krótko po wschodzie słońca oraz w godzinach poprzedzających zachód.
Szpitale zaczynają odczuwać skutki epidemii
Większość zakażeń dengą przebiega bezobjawowo lub stosunkowo łagodnie. Jeśli pojawiają się symptomy, najczęściej są to wysoka gorączka, bóle głowy, mięśni i stawów, nudności oraz wysypka. U wielu pacjentów choroba ustępuje po tygodniu lub dwóch, ale może też przybrać znacznie groźniejszą postać, prowadząc między innymi do poważnych krwawień i śmierci.
Na Sri Lance problemem jest obecnie nie tylko liczba zakażeń, ale również ich przebieg. Według Kapili Kannangary z National Dengue Control Unit około 75 proc. przypadków powiązano z bardziej zjadliwym typem wirusa. Szpitale zwiększają liczbę dostępnych łóżek i wydłużają godziny pracy, ale personel medyczny jest już mocno obciążony. Niedobór miejsc sprawił, że pacjentom z łagodnymi objawami zaleca się pozostanie w domu, natomiast hospitalizacja koncentruje się na osobach zagrożonych ciężkim przebiegiem.
Sytuację komplikuje fakt, że istnieją cztery typy wirusa dengi. Przebycie zakażenia zapewnia długotrwałą ochronę przede wszystkim przed typem, który wywołał chorobę, ale nie gwarantuje takiej samej odporności na pozostałe. Oznacza to, że jedna osoba może zachorować na dengę więcej niż raz. Co więcej, kolejne zakażenie innym typem wirusa wiąże się ze zwiększonym ryzykiem ciężkiej postaci choroby.











