W skrócie
- Zjawisko sleepmaxxing oraz ortosomnia prowadzą do obsesyjnego dążenia do idealnego snu, co zamiast regeneracji wywołuje u użytkowników niepokój i dodatkowe zaburzenia snu.
- Wskaźniki jakości snu w smartwatchach to często wymysły marketingowe, gdyż urządzenia nie badają aktywności mózgu, a sztucznie generowane dane mogą wywoływać niepotrzebny lęk.
- Badania wykazały, że negatywne raporty o jakości snu z aplikacji realnie pogarszają samopoczucie użytkowników, obniżając ich nastrój oraz codzienną sprawność poznawczą.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Obsesja na punkcie idealnego snu wywołuje odwrotny efekt
Pogoń za perfekcyjnym snem, określana mianem "sleepmaxxing", powoli przeradza się w problem społeczny. Zamiast regeneracji próby optymalizacji nocnego odpoczynku za pomocą suplementów, generatorów szumu czy zaawansowanych urządzeń niejednokrotnie prowadzą do narastającego niepokoju. Lekarze w Wielkiej Brytanii alarmują, że coraz częściej obserwują u pacjentów objawy ortosomnii, czyli klinicznego utrwalenia obsesji na punkcie osiągnięcia idealnych parametrów snu. Choć stan ten nie stanowi jeszcze oficjalnej jednostki chorobowej, skłania pacjentów do przychodzenia do gabinetów z plikami danych i błędnym przekonaniem o posiadaniu zaburzeń.
Współczesne urządzenia ubieralne (ang. wearables), które pojawiły się na rynku po debiucie Fitbit Classic w 2009 r., analizują przebieg nocy i dzielą go na poszczególne fazy. Wiele z nich wylicza tzw. wskaźnik jakości snu, który zdaniem ekspertów jest czystym wymysłem marketingowym. Badacze wskazują, że w naukach medycznych nie istnieje pojęcie wskaźnika snu, a jego sztuczne generowanie przez producentów wywołuje jedynie dodatkowe stany lękowe, które w rzeczywistości prowadzą do zaburzeń snu. Presja wywoływana przez aplikacje sprawia, że próby udoskonalenia nocy przynoszą efekt odwrotny do zamierzonego.
Wokół wiarygodności pomiarów pojawia się coraz więcej kontrowersji prawnych i technologicznych. Przeciwko firmie Oura wniesiono pozew w San Francisco, zarzucając jej urządzeniom opieranie się na szacunkach sztucznej inteligencji, których trafność porównano do rzutu monetą. Przedstawiciele marki odpierają zarzuty i deklarują otwartość w kwestii metodologii pomiarowej. Eksperci przypominają przy tym, że tradycyjne mierniki ruchu stosowane w opaskach od niemal 40 lat nie potrafią zbadać prawdziwego snu, gdyż wymagałoby to bezpośredniego monitorowania aktywności mózgu.
Dane ze smartwacha mogą pogorszyć codzienne samopoczucie
Otrzymywane statystyki ze smartwatcha czy opaski fitness wpływają na stan psychiczny użytkownika w ciągu dnia niezależnie od tego, czy są prawdziwe. Naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego przeprowadzili eksperyment na grupie 63 uczestników z diagnozą bezsenności, którym przekazywano losowo wygenerowane, fałszywe raporty o jakości ich wypoczynku. Badani podzieleni na dwie grupy otrzymywali rano informacje o rzekomo pozytywnym lub negatywnym przebiegu nocy, po czym badacze oceniali ich samopoczucie, koncentrację i poziom zmęczenia.
Rezultaty doświadczenia jednoznacznie wykazały siłę sugestii, jakiej ulegają użytkownicy technologii. Osoby, które otrzymały negatywny komunikat w aplikacji, zgłaszały gorsze samopoczucie, większe znużenie i spadek sprawności poznawczej, chociaż w rzeczywistości mogły przespać noc bardzo dobrze. Z kolei druga grupa wykazywała wyższy poziom energii oraz lepszy nastrój w ciągu dnia. Przekazane statystyki wpłynęły bezpośrednio na samoocenę stanu zdrowia badanych.
Zjawisko to potwierdzają relacje osób, które przez lata korzystały z zegarków sportowych i traktowały je jak wyrocznię. Wielu użytkowników przyznaje, że po zapoznaniu się z niskim wynikiem wstawało z łóżka lewą nogą - z góry zakładało trudny dzień, co wywoływało błędne koło stresu i psychicznego zmęczenia. Zależność od aplikacji osłabła dopiero w momencie, gdy pojawiły się ewidentne rozbieżności między samopoczuciem a wyliczeniami sprzętu, np. rejestrującego twardy sen w trakcie wielogodzinnej czuwania w nocy.
"Sleepmaxxing" w odstawkę. Proste nawyki pomogą zasnąć
Aparatura pomiarowa zamienia nocną regenerację w grę pełną celów i wyzwań, co może prowadzić do ciągłego napięcia i frustracji. Koncentracja na cyfrowych parametrach sprawia, że naturalny proces fizjologiczny staje wpada w sidła technologii i jest zdany na jej kaprysy. Zamiast wsłuchiwać się w sygnały wysyłane przez własny organizm, użytkownicy uzależniają swoją samoocenę od algorytmów, co paraliżuje ich zdolność do naturalnego zasypiania.
Zamiast "sleepmaxxingu" z użyciem elektronicznych gadżetów lekarze sugerują raczej powrót do podstawowych i prostych zasad higieny snu. Kluczowe znaczenie ma stworzenie odpowiednich warunków w sypialni, która powinna być chłodna, zaciemniona i cicha, przy czym nie należy dążyć do skrajności. Poranny kontakt z naturalnym światłem słonecznym pomaga z kolei w prawidłowej regulacji wewnętrznego zegara biologicznego i wspiera rytm dobowy.
Czynnikami sprzyjającymi regeneracji są również umiarkowany ruch, zbilansowane odżywianie oparte na produktach roślinnych, unikanie mocnego światła (w tym także ekranów) i nieprzejadanie się przed snem. Wiele osób twierdzi też, że medytacja mindfulness w ciągu dnia, wliczając w to proste ćwiczenia oddechowe relaksujące układ nerwowy, a także specjalne nagrania tego typu do odtwarzania w łóżku przed snem, znacząco pomagają im zasnąć i przespać noc.
Dla większości zdrowych osób jakościowy odpoczynek nie wymaga skomplikowanych zabiegów ani stałej kontroli. Porzucenie cyfrowych pomiarów na rzecz prostych nawyków pozwala skrócić czas potrzebny na zasypianie i przywraca naturalny charakter tego procesu. "To świetnie, że kładzie się większy nacisk na sen jako element dobrostanu... Ale sen po prostu nie reaguje dobrze na próby jego udoskonalania" - skomentowała dr Alanna Hare, konsultantka medycyny snu z Royal Brompton Hospital w Londynie.













