Terapia czerwonym światłem z naukowego punktu widzenia. Czy to działa?
Terapia czerwonym światłem (RLT) i bliską podczerwienią (NIR) to jeden z hitów ostatnich lat. Czy kaski, maski, kamizelki i łóżka emitujące światło to kolejny skok na kasę influencerów i branży wellness, czy jednak za fototerapią kryją się podstawy naukowe? Okazuje się, że istnieją dowody na jej skuteczność, ale nie wszystkie urządzenia mają wystarczającą moc. W "Nature" ukazał się przegląd badań, które dostarczają danych na temat modnych ostatnio metod naświetlania. Eksperci wyjaśniają też, co ze Słońcem.

Spis treści:
- Maski, kaski i łóżka emitujące światło. Czy to pomaga?
- Fotobiomodulacja działa dobroczynnie na poziomie komórkowym
- Słońce zamiast przereklamowanych urządzeń od influencerów
Maski, kaski i łóżka emitujące światło. Czy to pomaga?
Coraz więcej osób decyduje się na zakup kasków, masek na twarz, kamizelek czy nawet łóżek emitujących światło LED o długich falach. Fotobiomodulacja wychodzi z cienia medycyny alternatywnej i przenika do mainstreamu. Może się wydawać, że to kolejna moda, którą influencerzy, producenci urządzeń i salony piękności starają się zmonetyzować jak każdą inną. I tak z pewnością jest, tyle że fototerapia ma rzeczywiście udowodnioną naukowo skuteczność.
Rosnąca popularność urządzeń emitujących światło obrazuje przytoczona przez "Nature" historia dermatologa Davida Ozoga, którego syn doznał rozległego udaru w 2021 r. Za namową kolegi z Harvard Medical School lekarz zaczął potajemnie stosować panele LED emitujące światło czerwone i bliską podczerwień w szpitalu. Dziś jego syn chodzi i wrócił na studia, a sam doktor stał się zwolennikiem metody, którą wcześniej odrzucał. "Jak ta rzecz świecąca na ciebie może przynieść jakikolwiek biologiczny efekt" - wspomina swoje dawne przekonanie. Początkowy sceptycyzm został przełamany pod naporem faktów naukowych. A jakie one są?
Rynek urządzeń emitujących czerwone światło dynamicznie rośnie i według prognoz do 2030 r. przekroczy wartość miliarda dolarów. Choć eksperci ostrzegają przed marketingowym bełkotem i urządzeniami, które mogą nie działać, badania kliniczne potwierdzają skuteczność fototerapii w leczeniu neuropatii obwodowej, degeneracji siatkówki oraz niektórych schorzeń neurologicznych.
W zeszłym roku David Ozog wraz z grupą ekspertów opublikował konsensusowy przegląd badań, z którego wynika, że terapia jest bezpieczna i efektywna w przypadkach owrzodzeń, łysienia androgenowego czy ostrego popromiennego zapalenia skóry. Co więcej, amerykańska agencja FDA zatwierdziła już urządzenie na czerwone światło do leczenia suchej postaci zwyrodnienia plamki żółtej, a od 2020 r. metoda ta jest zalecana w leczeniu bolesnych owrzodzeń jamy ustnej u pacjentów onkologicznych.
Fotobiomodulacja działa dobroczynnie na poziomie komórkowym
Jak to możliwe, że urządzenia naświetlające oddziałują na naszą biologię? Kluczem do zrozumienia tej metody terapeutycznej są mitochondria, czyli komórkowe centra energetyczne. Fale o długości 600-700 oraz 760-940 nanometrów przenikają głęboko w tkanki i wiele badań wskazuje, że wywołują one odpowiedzi biologiczne.
Dlaczego właśnie te zakresy fal? Okazuje się, że to właśnie one "ściśle odpowiadają długości fal najłatwiej absorbowanych przez oksydazę cytochromu c, kluczowy enzym w łańcuchu transportu elektronów w mitochondriach, który przyczynia się do tworzenia paliwa komórkowego, znanego jako adenozynotrifosforan (ATP). Dowody sugerują, że komórki mogą absorbować te częstotliwości oraz że światło pobudza łańcuch transportu elektronów do bardziej aktywnego stanu, zwiększając produkcję ATP" - wynika z badania autorstwa ekspertów fotomedycyny i dermatologii z 2017 roku, przytaczanego przez "Nature".
Jego autorzy odnotowują, że fotobiomodulacja oparta na świetle lasera o niskiej mocy, emitującym światło czerwone (RLT) lub w bliskiej podczerwieni (NIR), może m.in. stymulować leczenie, uśmierzać ból, zwiększać przeżywalność komórek, wspomagać syntezę białek, poprawiać przepływ krwi, a także zmniejszać stres oksydacyjny i stan zapalny mózgu, tłuszczu brzusznego, rdzenia kręgowego, ran oraz płuc.
Jak ponadto wykazały badania Glenna Jeffery'ego z University College London, mitochondria mogą komunikować się między sobą w całym organizmie, co wyjaśniałoby, dlaczego naświetlanie pleców może wpływać na poziom cukru we krwi.
Szczególnie obiecujące wyniki pochodzą z domeny neurologii. W modelach zwierzęcych choroby Parkinsona światło przyłożone do głowy chroniło neurony produkujące dopaminę przed obumieraniem. John Mitrofanis, autor badania związanego z fotobiomodulacją, neuronaukowiec z Université Grenoble Alpes we Francji, twierdzi, że "świętym Graalem badań neuronaukowych jest odnalezienie efektywnej terapii neuroprotekcyjnej, która chroni komórki przed śmiercią". Wstępne wyniki jego zespołu pokazały, że transkranialna (przezczaszkowa) emisja światła "sprawia, że stary mózg wygląda bardziej jak młody mózg".
Słońce zamiast przereklamowanych urządzeń od influencerów
Doniesienia te mogą sugerować, że wyciąganie się do Słońca wcale nie jest wyłączną domeną roślin i szarlatanów. Co prawda bretarianizm nadal nie został potwierdzony metodą naukową i istoty biologiczne potrzebują innego paliwa do podtrzymywania procesów życiowych, jednakże światło o określonych długościach fal okazuje się faktycznie służyć naszym ciałom już na poziomie komórkowym, działając niczym ich lubrykant, dzięki któremu mogą sprawnie pracować.
Eksperci zwracają uwagę, że współczesny człowiek żyje w stanie "głodówki świetlnej". Wielu ludzi spędza nawet 90% czasu wewnątrz budynków, w których nowoczesne powłoki okienne i energooszczędne diody LED pozbawiają nas ekspozycji na dobroczynne czerwone i podczerwone pasma, które towarzyszyły nam przez całą ewolucję. "Jesteśmy dosłownie odcięci od czegoś, do czego otrzymywania biologicznie wyewoluowaliśmy" - zauważa David Ozog.
Z kolei biolożka ewolucyjna Elke Buschbeck z University of Cincinnati w Ohio podkreśla ogromną dysproporcję między oświetleniem biurowym a naturalnym. Twierdzi ona, że jedna minuta na zewnątrz, na Słońcu dostarcza tyle fotonów, co trzy godziny siedzenia w biurze. "A jeśli wziąć pod uwagę podczerwień, ta różnica będzie jeszcze bardziej dramatyczna" - dodaje ekspertka.
Mimo entuzjazmu wśród influencerów i biohakerów, takich jak Bryan Johnson, który naświetlanie włączył do swojej codziennej rutyny, środowisko naukowe stara się dystansować od komercyjnej gorączki i obietnic wiecznego życia serwowanych przez branżę wellness. Ich oburzenie wzbudza agresywny marketing i sprzedaż urządzeń, które nie generują dostatecznej mocy, by były w stanie wywrzeć efekt terapeutyczny. Alternatywą dla przereklamowanych kasków, masek czy nawet łóżek emitujących światło może być po prostu... częstsze wychodzenie na zewnątrz w ciągu dnia.
Źródła:
- Peeples, L. The surprising science behind red-light therapy - and how it really works. Nature 651, 871-874 (2026) doi: 10.1038/d41586-026-00878-1
- Hamblin, M. R. Mechanisms and applications of the anti-inflammatory effects of photobiomodulation. AIMS Biophys. 4, 337-362 (2017). doi: 10.3934/biophy.2017.3.337
- Hoh Kam, J., Clément, R., Cantat-Moltrecht, T. et al. Red and near-infrared light treatment can change the intensity of biophoton emissions in cell culture. Sci Rep 15, 38541 (2025). doi: 10.1038/s41598-025-22344-0





![Najdziwniejsze miejsca na Ziemi. Mało kto zdobywa 10/10 [QUIZ]](https://i.iplsc.com/000MNCXA30SXE4EN-C401.webp)




