Reklama

Między życiem a śmiercią

- Ilekroć się wspinam, chcę dojść na szczyt - mówi portalowi INTERIA.PL francuski wspinacz Alain Robert, nazywany "człowiekiem-pająkiem". Choć, jak zapewnia, wspina się dla zabawy i czasem zdarza mu się wchodzić do domu przez okno, wdrapując się po elewacji budynku, to na co dzień woli używać schodów.

Jedni uważają 49-letniego Alaina Roberta za nieustraszonego wspinacza i aktywistę walczącego na rzecz ochrony środowiska. Inni - za ryzykanta narażającego siebie i przypadkowych przechodniów. Jedno jest pewne - Alain Robert żyje pasją, o której wie cały świat. Nie bez powodu jest on bowiem nazywany "człowiekiem-pająkiem". Francuz wspiął się na przeszło 120 najwyższych konstrukcji świata. Na większość z nich wchodził bez asekuracji. Bardzie niż linom i uprzęży zdaje się ufać swoim rękom (podczas wspinaczki pokrytych poprawiającą przyczepność magnezją) i stopom (w wspinaczkowych butach).

Reklama

Zwykle udaje mu się zdobyć wspinaczkowy cel bez problemu. Pamiątkę po tych nieudanych próbach nosi zawsze ze sobą - Alain Robert w ponad 60 proc. jest niepełnosprawny i cierpi na permanentne zawroty głowy.

Z Alainem Robertem rozmawialiśmy 11 września w rezydencji Tatra Chalet w Zakopanem.

Marcin Wójcik, INTERIA.PL: Ma pan umowę z Bogiem czy z diabłem?

Alain Robert, "człowiek-pająk": - Nie mam umowy z żadnym z nich. Po prostu wiodę życie, takie jakie chcę. Wiem, że to co robiłem i nadal robię może być niebezpieczne, wręcz śmiertelne, ale z jakiegoś powodu nadal żyję. Staram się cieszyć z mojego życia najbardziej jak tylko mogę.

Wspinaczka na najwyższe budynki świata nie należy jednak do najpopularniejszych sposobów spędzania czasu. Jak pan zaczął uprawiać ten, bardzo niebezpieczny, sport?

- Wszystko przez pewnego człowieka z firmy produkującej zegarki. Dowiedział się on, że wspinam się bez zabezpieczeń po drogach wspinaczkowych o trudności 8b, które wówczas były najtrudniejsze, i zapytał mnie czy nie chciałbym robić tego samego na budynkach. Wtedy pomyślałem, że jest to co najmniej dziwne, wręcz niemożliwe. Ale pojechaliśmy do USA - byliśmy w Nowym Jorku, Chicago, Dallas i Huston. Tam zrozumiałem, że jest pełno budynków, na które mogę się wspiąć. Niektóre z nich były trudniejsze od innych, ale przynajmniej przekonałem się, że jest to możliwe.

Ale wspinać się na budynki zaczął pan już dużo wcześniej. Miał pan niespełna osiem lat, gdy po raz pierwszy wdrapał się pan po elewacji budynku.

- O, tak. Tak naprawdę pierwszym budynkiem, po którym się wspiąłem był blok, gdzie mieszkałem z rodzicami. Ale to był bardzo prosty budynek z balkonami, więc to nie była duża sprawa.

Woli się pan wspinać na budynki czy na skały?

- Przez pierwsze 15 lat wspinałem się w górach i po klifach. Tam zrozumiałem, że trudno będzie mi się wspinać na trasach trudniejszych niż 8b. Na ścianach robiłem najniebezpieczniejsze rzeczy, nawet w kanionie Verdon, gdzie ściany maja 200 metrów wysokości. Wtedy poznałem tego człowieka od zegarków i to było dla mnie tak, jakbym zaczął nowe życie - zacząłem coś, czego nie znałem. Praktycznie od razu zacząłem podróżować po świecie. Wtedy zrozumiałem, że przez 15 lat myślałem tylko o tym, by trenować i wspinać się. Potem otworzyłem swój umysł na świat i ludzi.

Było tyle rzeczy, o których istnieniu nie zdawałem sobie nawet sprawy. Myślałem tylko o wspinaniu. Prawdę mówiąc, moje życie wówczas było raczej płytkie. Tak było, bo kiedy jesteś na czymś zbyt skoncentrowanym, jest pełno rzeczy, których niestety nie robisz. Myślisz o wspinaniu, rozwijaniu swojego ciała, ale nie myślisz o ludziach.

Mówi pan tyle o ludziach, wyższych wartościach, ale jednocześnie wspina się pan bez asekuracji. Przecież wystarczy jeden błąd i wszystko może pan stracić. Dlaczego pan to robi?

- Przez całe życie to robiłem. To dlatego, że bardzo lubię stan między życiem a śmiercią.

Jaki to stan?

- Kiedy wspinasz się bez liny czujesz, że żyjesz, ponieważ w jakimś stopniu jesteś także martwy. To paradoks, ale jest to bardzo interesujące. Być może jest to dziwny sposób myślenia, ale właśnie tak myślę. Czasami ludzie mogą być bardzo krytyczni wobec mnie, ale nie przejmuję się tym.

Wygrana albo śmierć. Tak pan żyje?

- Dokładnie. Żyjemy w świecie pełnym zakłamania, świecie materialnym, świecie kapitalistycznym, świecie polegającym na gromadzeniu zasobów. W świecie, który jest zły. Ale ja, by czuć, że żyję potrzebuję czegoś bardziej ekscytującego niż gromadzenie rzeczy.

Pamięta pan na ile najwyższych konstrukcji świata się wspiął?

- Około 125. Ale nie jestem pewien. Nie liczę ich. Na pewno jest ich sporo, więcej niż 120. Wiem, że w ubiegłym tygodniu wspinałem się na budynek Uniwersytetu Moskiewskiego. To pamiętam, bo było tylko tydzień temu.

Który ze zdobytych przez pana budynków był najtrudniejszy do wspinania?

- Ilekroć się nad tym zastanawiam, ciągle mam w pamięci Sears Tower (obecnie Willis Tower - przyp. red.) w Chicago. Pamiętam to dokładnie, bo kiedy byłem już blisko szczytu wpadłem w prawdziwe g... Było wilgotno i o mało nie spadłem. A skoro wciąż żyję, to mogę opowiedzieć ze szczegółami, jak czułem się w tamtym momencie. Rzeczywiście było tak, jakbym miał już spaść, ale do tego nie doszło. Nagle znalazłem w sobie siłę i nie odpuściłem. Walczyłem dopóki nie znalazłem się na szczycie.

Co pan czuje w chwili, kiedy noga się obsuwa i wie, że zaraz może zginąć?

- To są sekundy. Wiem, że muszę się szybko odbić do tyłu i skupić się na tym, co robię. I kontynuować wspinanie.

Często zdarzają się panu takie ekstremalne sytuacje?

- Raz na jakiś czas mam poważny problem. Na szczęście nie jest to codziennie. To mogłoby być odrobinę bolesne (śmiech).

Czy wspinaczka na Sears Tower była najniebezpieczniejszą w pana karierze?

- Nie powiedziałbym, że najniebezpieczniejszą. Bardziej w pamięci mam wspinaczkę na Petronas Twin Towers w Kuala Lumpur, bo zabrała mi aż 13 lat. Zostałem dwa razy aresztowany i wiedziałem, że w tym kraju nie ma żartów - za trzecim razem ryzykowałem odsiadkę 30 lat w więzieniu. Rozmawiałem z moim prawnikiem, który powiedział mi, że jeżeli aresztują mnie trzeci raz w Kuala Lumpur, to wpadnę w naprawdę wielkie g... Ale zdecydowałem się, że to zrobię. I udało się.

Utknął pan kiedyś na budynku podczas wspinaczki?

- Tak, raz. Wspinałem się wtedy na Wielki Łuk w biznesowej dzielnicy Paryża - La Défense. Nie sprawdziłem jednak wszystkiego dokładnie przed wejściem i kiedy się już wspinałem, szczelina, którą wykorzystywałem do wchodzenia stała się na pewnej wysokości zbyt ciasna. Nie mogłem po prostu wcisnąć tam swoich palców. Chciałem zejść w dół, ale mój przyjaciel, komisarz policji, który był na ziemi, powiedział, że mam czekać, bo przyśle po mnie strażaków.

Podobno sam pan wyszkolił strażaka, który po pana przyszedł?

- Tak. Czasem się spotykamy i dyskutujemy o tym, co się zdarzyło w przeszłości.

Skoro już mowa o linach - nie lubi się pan wspinać z asekuracją. Czasami jednak pan to robi. Dlaczego?

- Ostatnio obsługuję wiele imprez. Żyje ze wspinaczki, więc jeżeli z jakiegoś powodu organizatorzy proszą mnie, by wspinał się z asekuracją, nie mam wyboru. Zdaję sobie sprawę, że mogę zarobić dobre pieniądze wspinając się na jakiś budynek. Ludzie walczą o to rok, dwa, trzy... A ja wspinając się z liną na budynek mam niesamowita frajdę. To czysta gra.

Tak też było w Dubaju, kiedy z asekuracją wspinał się pan na najwyższy obecnie budynek świata - 828-metrowy - Burdż Chalifa?

- Z tym akurat było odrobinę inaczej. Bardzo chciałem wspiąć się na ten budynek, ale wiedziałem, że najwyższe władze w tym kraju nie pozwolą mi się wspiąć bez asekuracji. Nie miałem innego wyboru. Ten budynek jest tak zabezpieczony, jest tyle ochrony, że w mojej ocenie to prawie nie możliwe, by zbliżyć się do niego niezauważonym.

Woli się pan wspinać legalnie czy nielegalnie?

- Lubię oba sposoby. Pieniądze mogę zarobić nawet wtedy, kiedy wspinam się nielegalnie.

A wspina się pan dla sportu czy dla pieniędzy?

- Wspinam się dla zabawy.

Ale pieniądze z tego ma pan niezłe.

- Tak, ale to nie był mój cel. Zacząłem się wspinać, bo byłem w tym zakochany. Po drodze okazało się, że skoro mogę z tego wyżyć, to czemu nie. Myślę, że większość ludzi marzy o tym, by zarabiać na rzeczach, które kochają. Nie wydaje mi się więc, że to, co robię jest złe.

Po jakich budynkach woli się pan wspinać - łatwiejszych, takich które przypominają wielkie drabiny czy tych bardziej wymagających?

- To zależy od mojego nastroju. Jeżeli ostatnio wspiąłem się na trudniejszy budynek, muszę zrobić sobie przerwę na jakiś czas. A jeżeli wejdę na jakiś łatwiejszy budynek w międzyczasie, to mnie to bardzo cieszy. Dzięki temu wiem, że nie jestem królem ryzyka. To jest miłe.

A ludzie gromadzący się pod budynkiem, na który pan wchodzi motywują pana? Dodają otuchy?

- Nie powiedziałbym tak.

Czy pan ich w ogóle słyszy?

- Raczej nie. Na górze jest głośno - latają helikoptery, jest policja. Wszystko jednak zależy od tego, jak trudny jest mój cel. Jeżeli jest trudny - nic nie słyszę, bo jestem tak skoncentrowany. Jeżeli to, po czym się wspinam jest łatwe albo margines błędu jest duży, cieszę się, że ludzie mnie obserwują. Widocznie dostarczam im tego, czego im brakuje.

Kilka dni temu wspiął się pan na budynek Uniwersytetu Moskiewskiego. W Warszawie mamy bardzo podobną budowlę - Pałac Kultury i Nauki. Chciałby pan na niego wejść?

- Dlaczego by nie... Jestem otwarty, by wspiąć się na podobny budynek w Moskwie. Nie wiem tylko czy będzie na to popyt. Wspinanie się na taki budynek nielegalnie nie jest dobrym pomysłem, bo jest na nim bardzo dużo balkonów i platform, więc jest bardzo duże ryzyko, że aresztują mnie w pół drogi. Szczerze mówiąc, ilekroć się wspinam, chcę dojść na szczyt.

Czy to jest łatwy budynek do wspinania?

- Oglądałem go dawno temu i już nie pamiętam. Nie wiem nawet, czy mógłbym się po nim wspiąć. Problemem są szczeliny między elementami elewacji. Może być tak, że trzy czwarte wysokości budynku jest łatwe do pokonania, ale reszta może być zupełnie płaska, bez przerw. Wtedy nie mógłbym pokonać takiej przeszkody.

Jak dotąd wspiął się pan na jeden budynek w Polsce. Dwanaście lat temu zdobył pan hotel Marriott w Warszawie. Dlaczego wybrał pan ten budynek?

- Myślę, że wtedy był to jedyny wysoki budynek w Warszawie, z wyjątkiem Pałacu Kultury i Nauki. Już wtedy wiedziałem, że wspinaczka na Pałac nie jest dobrym pomysłem, więc wspiąłem się na Marriott.

Jest jakiś wieżowiec w Polsce, na który chciałby pan wejść?

- Szczerze mówiąc nie miałem czasu się rozglądnąć. Tylko przejechałem przez Warszawę i nie widziałem za wiele. Ale jestem pewien, że teraz jest pełno budynków, na które można się wspiąć.

A jakie są pana najbliższe plany?

- Zamierzam zrobić film 3D ze wspinania na Burdż al-Arab w Dubaju. To jest znany budynek, który wygląda jak żagiel. To będzie film o moim życiu, ale jego głównym punktem będzie właśnie wspinaczka na ten budynek.

Myśli pan o emeryturze?

- Tak, przejdę na emeryturę, jak będę stary. Może za 10, 15 lat. Jestem w dobrej kondycji, więc dlaczego miałbym teraz przestać?

Wielu ludzi uważa pana za osobę nieustraszoną. Czy jest coś, czego się pan boi?

- Boję się nudy, marnowania życia i nierealizowania moich celów.

A ten naszyjnik, to na szczęście?

- Nie, to jest po prostu ładna rzecz. Podoba mi się jego kolor. Dostałem go od żony.

Ale ma pan go na szyi ilekroć się wspina...

- Po prostu lubię turkus. Mam pełno naszyjników w domu, ale uwielbiam nosić właśnie ten.

A na co dzień używa pan schodów oraz wind czy woli pan wchodzi do budynku swoim sposobem?

- Czasem tak robię, ale przez większość czasu używam schodów i wind.

Rozmawiamy 11 września. Czy planował pan kiedykolwiek wspiąć się na WTC?

- Tak, to był jeden z moich planów. Spędziłem 10 dni w styczniu 2000 roku oglądając ten budynek. Było wtedy bardzo zimno w Nowym Jorku. Mój plan był taki, żeby wspiąć się na niego w czwartym tygodniu września. Do tego czasu zdążyłem kupić bilet i wszystko zorganizować, ale 11 września był zamach i wieże się zawaliły. Mimo to i tak pojechałem do Nowego Jorku. Myślałem, by wspiąć się na inny budynek. Zdałem sobie jednak sprawę, że wówczas nastroje w USA były złe. Prawdę mówiąc, byłby to bardzo duży błąd, gdybym postanowił wspiąć się na jakiś budynek zaraz po 11 września.

Może spróbuje pan wspiąć się na następcę WTC - Freedom Tower?

- Już kończą jego budowę, więc może zwrócą się do mnie, bym wspiął się na niego. Rzecz w tym, że już otrzymałem propozycję, by wspiąć się na następny najwyższy budynek świata w Dżudda w Arabii Saudyjskiej. Będzie on wysoki na tysiąc metrów, a ma zostać wybudowany w 2017 lub 2018 roku.

Tysiąc metrów? Czy to nie za wysoko dla pana?

- Nic nie jest za wysokie (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

Alain Robert był gościem 7. Spotkań z Filmem Górskim w Zakopanem.

Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy rezydencji Tatra Chalet w Zakopanem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy