Reklama

Niezwykłe profesje - sprzątanie po zgonach

Sprzątanie po zgonach nie jest profesją dla każdego. Silną trzeba mieć nie tylko psychikę (zdjęcie ilustracyjne) /East News

Reklama

Krzysztof rzucił pracę w korporacji i założył własną działalność. Jego firma specjalizuje się m.in. w sprzątaniu pomieszczeń po zgonach. Twierdzi, że w tej branży nic nie jest w stanie go zaskoczyć, bo przez trzy lata zobaczył już niemal wszystko. W rozmowie z Interią opowiada o plusach i minusach swojej profesji.

Łukasz Piątek, Interia: Miewasz koszmary senne?

Krzysztof Wojciechowski, właściciel firmy oferującej sprzątanie specjalistyczne: Kiedyś miewałem, ale od kiedy sprzątam po zgonach, śpię dobrze.

Myślałem, że to działa dokładnie odwrotnie...

- Nie można personalnie angażować się w każdą tragedię ludzi, którzy z jakiegoś powodu odeszli z tego świata, bo człowiek najzwyczajniej by zwariował. Trzeba umieć się odciąć i wykonać swoją robotę.

Długo jesteś w tej branży?

- Trzeci rok. Zdążyłem chyba już wszystko zobaczyć, co jest do zobaczenia w tym zawodzie.

Reklama

Skąd w ogóle pomysł na taką pracę?

- Od zawsze interesowała mnie tematyka kryminologii i kryminalistyki, fascynowałem się psychologią i psychiatrią. Jakieś pięć lat temu obejrzałem w internecie wywiad z człowiekiem, który jako jeden z pierwszych  w Polsce założył tego typu działalność. Zaciekawiła mnie specyfika tej pracy, która znacząco różniła się od moich obowiązków z korporacji, która psychicznie mnie wyniszczała. Trafiłem na ogłoszenie szkolenia ze sprzątania po zgonach. Następne zwolniłem się z korpo i założyłem własną działalność, którą dziś prowadzę.

Jakie to uczucie budzić się co rano z myślą, że być może dzisiaj w pracy będę zeskrobywał czyjś mózg ze ściany?

- Nie myślę o tym w ten sposób. Bardziej skupiam się na wykonaniu zadania tak, aby pomóc ludziom rozwiązać problem, który dla nich jest olbrzymim obciążeniem psychicznym. Czasami przecież bywa i tak, że cały blok ma nieprzyjemności związane ze zgonem jednej osoby. Bo jeśli zwłoki leżą dwa tygodnie w mieszkaniu, a w dodatku jest ciepło, to taka sytuacja z uwagi na rozkład tego ciała, jest uporczywa dla sąsiadów. Po zakończonej pracy znika nieprzyjemny zapach, znika robactwo. Wdzięczność płynie też od najbliższej rodziny zmarłej osoby. Oni w takich monetach mają inne rzeczy na głowie - muszą zająć się pochówkiem, dokumentacją, wreszcie żałobą.

Pamiętasz swoje pierwsze zlecenie?

- Tego akurat nie zapomnę, bo zostałem od razu rzucony na głęboką wodę. Sprzątnie mieszkania na warszawskie Woli. Właściciel cierpiał na syndrom zbieractwa. Kiedy przyjechałem na wycenę, to nie mogłem wejść do tego mieszkania. Musiałem niemalże wczołgać się na kolanach. Smród, mnóstwo much. To było dla mnie szokujące. Zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno chcę to robić. Spędziliśmy tam cztery dni, wywożąc osiem kontenerów śmieci.

A twoje najgorsze zlecenie?

- Najgorsze pod względem ilości płynów ustrojowych do posprzątania, smrodu i robactwa, było w tamtym roku na Pradze w Warszawie. Pan ważył około 250 kg, pamiętam, że był sierpień. Leżał w mieszkaniu, w którym włączone było ogrzewanie. Brodziliśmy po kostki w płynach ustrojowych. Materac był tak nasiąknięty płynami, że we trzech nie mogliśmy go wynieść z mieszkania. Jestem już tak przyzwyczajony do smrodu, więc często mogę wytrzymać bez maski. Tam nie dałem rady.

Usłyszałeś kiedyś, że "śmierdzisz trupem"?

- Zdarza się. Najczęściej od mojej dziewczyny - "wystaw te buty na balkon, bo śmierdzą trupem". Często mamy do czynienia z administracją, bo trzeba podstawić kontener, zdezynfekować ciągi komunikacyjne, których używamy do wynoszenia rzeczy z pomieszczenia. Wówczas, najczęściej od pań z administracji słyszę - "Bardzo pana przepraszam, ale muszę się odsunąć, bo strasznie pan śmierdzi".

Jak pachnie śmierć?

- Chyba jako jedyny uważam, że mokrą, psią karmą. Nie za każdym razem zapach jest ten sam.

Jak wygląda sprzątanie pomieszczenia po denacie?

- Mamy środki ochrony osobistej, ochraniacze na buty, kombinezon, maski z odpowiednimi filtrami, rękawiczki kewlarowe, żeby nie czymś nie przeciąć. Do każdego przypadku podchodzimy, jak do śmiertelnego zagrożenia. Nie wiemy, czy zmarła osoba nie miała na przykład HIV. W pierwszej kolejności zazwyczaj bywa tak, że szukamy dokumentów, by rodzina mogła podejmować dalsze czynności związane z pochówkiem. Później zabezpieczamy wszystkie płyny ustrojowe, wycieki, zmywamy krew. Następnie zabezpieczamy wyposażenie mieszkania, które zostało zanieczyszczone płynami ustrojowymi. Opróżniamy mieszkanie, a następnie następuje dezynfekcja właściwa.

Zdarza się, że znajdujesz jakieś dziwne przedmioty?

- W sześciu na dziesięć przypadków zazwyczaj znajduję leki psychotropowe, choć nie jest to chyba nic z kategorii dziwne. Natomiast kiedyś miałem zlecenie posprzątania pomieszczenia po pani, która się powiesiła. Okazało się, że pani trudniła się najstarszym zawodem świata, bo w pokoju było mnóstwo zabawek dla dorosłych. Na środku zainstalowana była rura. Znaleźliśmy również "menu" dla klientów z ofertą usług. Zresztą policja potwierdziła nasze przypuszczenia związane z profesją tej pani. Zaskakujące było znalezienie w jednym mieszkaniu medalu wręczonego przez prezydenta za zasługi dla nauki. Pan, po którym sprzątaliśmy, był naukowcem.

Co się dzieje z wyposażeniem mieszkania? Wyrzucacie je?

- Każde zlecenie jest inne, więc nie jest to regułą. Jeśli drzwi od pomieszczenia były zamknięte i nie były to drzwi stare i nieszczelne, to wystarczy opróżnić jeden pokój, a resztę mieszkania zdezynfekować. Najczęściej bywa tak, że smród i zanieczyszczenia są w całym mieszkaniu. Podczas rozkładu ciała wydziela się m.in. kadaweryna - czyli tzw. trupi jad. Mamy zlecenia, podczas których należy zrywać podłogę. Pan na Mokotowie leżał w swoim mieszkaniu, w starej kamienicy półtora miesiąca. Umarł na kanapie z przyczyn naturalnych, ale po czasie płyny ustrojowe zaczęły skapywać na podłogę. Zrywaliśmy nie tylko klepkę, ale musieliśmy też wycinać belki, bo były nasiąknięte płynami. Jest mnóstwo czynników determinujących, co w pomieszczeniu należy zrobić. Niedawno mieliśmy zlecenie w mieszkaniu, w którym pan leżał dwa miesiące, ale zasuszył się, doszło do naturalnej mumifikacji.

Robactwo jest bardzo dokuczliwe?

- Bywa, zwłaszcza latem. Kiedy wchodzę do pomieszczenia, gdzie zwłoki leżały dłuższy czas, to czuję robaki pod stopami, latają nad głową. Należy przeprowadzić dezynsekcję, żeby poprawić sobie warunki pracy. Latem jest dużo czerwi. Po intensywności robactwa jesteśmy w stanie amatorsko stwierdzić, jak długo leżały dane zwłoki.

Co najtrudniej posprzątać?

- Obfite krwawienia są mocno wymagające. Często bywa tak, że ludzie tuż przed śmiercią próbują się przemieścić w inne miejsce, zostawiając za sobą ślady krwi. Musimy zmyć każdą, nawet najmniejszą kroplę krwi. Kroczek po kroczku należy przejść pomieszczenia z halogenem. To bardzo praco i czasochłonne. Zdarzają się też skalpy.

Skalpy?

- Jeśli ciało dłużej leży w jednym miejscu i doszło do krwotoku, to podczas wynoszenia denata dochodzi do oderwania kawałka skóry. Krew działa jak klej. I to bardzo dobry klej.

Był jakiś przypadek, po którym trudno było odzyskać równowagę psychiczną?

- Staram się podchodzić do pracy bez emocji, ale faktycznie miałem kiedyś zlecenie, przy którym głowa zrobiła się ciężka. Zadzwonił do mnie starszy pan z prośbą o posprzątanie mieszkania po zgonie. Przez telefon staramy się nie naciskać na rozmówcę w kwestii tych "wrażliwych" informacji, bo rozumiemy, że to nie czas i miejsce. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że syn tego pana powiesił się w pokoju. Był w moim wieku. Wtedy chyba podświadomie zadajesz sobie pytania, co musiało się dziać w głowie tego człowieka, że zdecydował się na taki krok. Na szczęście takie chwile zadumy już mi się nie zdarzają. To tylko praca, specyficzna, ale praca. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje