Reklama

O czym wie dojrzały facet

Facet dojrzały wie, że optymalnego szczęścia nie można zdobyć. Los zawsze nas sprowadza na ziemię - mówił w STUDIO INTERIA.PL... artysta kabaretowy Marcin Daniec. Zygmunt Moszkowicz rozmawiał z nim po męsku - o karierze, kobietach i wielkiej miłości do piłki nożnej.

Pierwszy prawdziwy kabaretowy skecz? Powstał z obserwacji i z lektur - łączyłem wszystkie śmieszne zdarzenia ze sobą. To był pierwszy monolog łączeniowy. A pierwszy autorski skecz parodiował prof. Wiktora Zina. Jak wszyscy zresztą. Pamiętam, jak podglądałem program "Piórkiem i węglem", a przed występami przyjeżdżałem do miasta, w którym graliśmy, oglądałem najgorsze kamienice w mieście i je wychwalałem. Dygnitarze komunistyczni przychodzili do dyrektorów domów kultury, żeby "dzisiaj lepiej nie było tego Zina". Pierwsze moje honorarium to czekolada za 19 zł.

Obserwuję wszystko, co dzieje się wokół nas i robię skecze o nas. Nigdy nie mówię - o was, zawsze - o nas. W kabarecie potrzebna jest spora porcja autoironii. Już scena jest skonstruowana tak, że występuje się metr na głowami publiczności, gdyby dodać do tego jeszcze mentorski ton...

Nie mogę zbawiać świata i wierzyć w to, że moje programy będą zmieniać ludzi, rządy czy prezydentów. Wszystko to jest w ramach zabawy. Jeśli coś się gdzieś zdarza, na dworcu, przed kościołem, w muzeum, na lotnisku, w bibliotece, to natychmiast zostaje przeze mnie zakodowane. I o tym mówię już na następny dzień. Nigdy nie piszę scenariuszy. Oczywiście poza nagraniem telewizyjnym. Tego nie można pozostawić żywiołowi. Dopóki będzie istniał człowiek, dopóty będzie istniał kabaret. Wszystko w kabarecie wymyśliło życie. W Stanach Zjednoczonych, we Francji, w kabarecie nie mówi się o polityce, ale o obyczajach.

Reklama

Oczywiście w związku z Mistrzostwami Świata powstaje już monolog. Mogę zdradzić początek. Powstaje drużyna na Mistrzostwa Świata, wielki show w telewizji, nikt jeszcze niczego nie wie, niektórzy piłkarze jadą pożegnać się z rodzinami, bo przecież przez 30 dni nie będą w domu. Z radia dowiadują się jaki jest skład, a w telewizji mamy show. Występuje nasz "baryton" (jak go określam) oraz rzecznik prasowy PZPN, jego kolega, dziennikarz: "Proszę przypomnieć nam jaki będzie skład drużyny?". Trener odpowiada... "Ale Pawle, to wielkie zaskoczenie dla wszystkich..." Na to trener: "Jakich wszystkich? Dla mnie to nie jest zaskoczenie!"

Ja też jestem rozgoryczony składem kadry. Tomek Kłos jest moim kolegą - współczuję mu bardzo. On z radia dowiedział się, że nie jedzie. Jurek Dudek - pół roku temu najlepszy bramkarz świata. Franek - utorował nam drogę na mistrzostwa. Trener Janas powinien się mu codziennie kłaniać na zgrupowaniu. Ale rozgoryczenie nie może trwać wiecznie. Nie podpowiadajmy, nie bądźmy ludźmi znającymi się na wszystkim - na medycynie i na piłce. Dajmy szansę Janasowi, żeby obronił się wynikami. Najłatwiej jest krytykować. Przypomnijmy sobie, że przed największym sukcesem w historii, myślę o roku 74 w Niemczech i o Hiszpanii, przed wyjazdem tych drużyn nie zostawiono na nich suchej nitki.

Moim marzeniem jest - i głęboko w to wierzę - że nasza drużyna osiągnie formę z eliminacji do mistrzostw świata i bezdyskusyjnie wyjdzie z grupy. Moim zdaniem mistrzem świata będzie Brazylia. Nie dość, że mają zawodników, z których każdy kosztuje więcej niż PZPN, to jeszcze najlepszych trenerów świata. Czarnymi końmi będą Szwecja i Polska.


Zmiany zewnętrzne i wewnętrzne? Mam nadzieję, że w tych najlepszych na świecie kamerach widać, że ściąłem włosy na bardzo króciutko. Zmieniłem image na wyraźne życzenie mojej małżonki i mojej córki. Mam też zupełnie inne wąsy, nie puszczone na dół jak kiedyś, tylko krótkie. Raz zgoliłem je całkiem, przeszedłem przez ogromny supermarket, nikt się nie uśmiechnął, policjanci i panie w sklepie już nie poznawali mnie tak łatwo. Więc natychmiast znowu zapuściłem wąsy.

Z wielką przyjemnością muszę oznajmić Państwu, że bez namawiania przez lekarzy, bez buntowania przez Interię, żeby było szlachetnie i ładnie, 13 października rzuciłem palenie i jestem szczęśliwy. Przytyłem 8 kilo, potem cztery zrzuciłem. Nieprawdopodobnie piękna chwila. Mogę o tym teraz cały czas mówić i nawracać innych. Tak mi głupio, że tyle lat paliłem, to idiotyczne, niepotrzebne, zbędne. Jestem teraz ortodoksem - nawet w moim domu nikt nie może zapalić. Rodzina wychodzi na zewnątrz. Kiedy kupuję bilet na pociąg, głośno mówię: dla niepalących proszę!

Proszę nie palić i proszę się do mnie zgłaszać, poświęcę każdemu godzinę rozmowy na ten temat - czuję się potrzebny, mam swoją misję. Moja małżonka rzuciła palenie w tym samym dniu. Satysfakcja z niepalenia jest tak wielka, że nie wrócę choćby mi dopłacano.

A teraz proszę Państwa, wujcio Marcinek będzie się mądrzył. Na szczęście, oprócz papierochów, nigdy w życiu nie sięgnąłem po coś, co kojarzy się z dopingiem. Po pierwsze dlatego, że się bałem i nie potrafiłem określić jak mój organizm zniesie taki (nazwijmy to delikatnie) wygłup, a po drugie nie muszę się dopingować, bo mam na szczęście taki charakter i takie poczucie humoru... Mogę się nawet bez piwa obejść dwa tygodnie, już nie mówiąc o wódce.

Chcę napisać taki scenariusz. W Sydney podczas olimpiady siedzimy z grupą przyjaciół sportowców. Jest wieczór, konkurencje olimpijskie zakończyły się na dany dzień. Słuchamy opowieści, jak to najlepszy w historii naszego maratonu Tosio Niemczak idzie przez dworzec i widzi narkomana, który żebrze. Naprawdę jest on na skraju życia, lekarze dają mu niewiele czasu. Tosio Niemczak nie wrzuca mu 5 zł, tylko daje najlepsze na świecie buty sportowe. Na to narkoman: "A idżesz ty, po coś mi to dał?!" Na to Tosio: "Żebyś biegał". I narkoman wstaje na drugi dzień rano, patrzy na buty, zakłada je i biegnie. 10 metrów. Na drugi dzień 20 metrów. A potem 202 kilometry. Po kilku latach zdobywa mistrzostwo w konkurencji 3 x 8 km w morzu, następnie na rowerze 300 km i jeszcze bieg. I po latach komentuje triathlon na igrzyskach w Sydney. Pozdrawiam wszystkich bohaterów tej sceny. Błagam wszystkich tych, którzy myślą, że to takie niewinne, żeby tego nie robili.


Kobiety? Nie mamy na tyle czasu antenowego, żeby mogły się zmieścić moje peany, które wielokrotnie bez asekuracji wygłaszałem, wygłaszam i wygłaszać będę o mojej najcudowniejszej na świecie Dominiuni, mojej małżonce. To jest mój ideał. Chcę wymienić jej główne cechy: inteligentna, dowcipna, wrażliwa, subtelna, o bardzo pięknym sercu i mądrych oczach. Można ją zobaczyć na mojej stronie www.daniec.interia.pl - jedynej mojej oficjalnej stronie.

Czy jestem szczęśliwy i spełniony? Gdybym powiedział, że jestem spełniony, to pomyśleliby Państwo, że zwariowałem. Chwalę się przy każdej okazji, że mam pełną pokorę wobec tego, co robię i nigdy nie dostałem nawet trzech kropelek sodówki. Jeszcze bardzo dużo pracy przede mną. I naprawdę nie kokietuję. Chcę ciągle czymś widza zaskoczyć. Facet dojrzały doskonale wie, że optymalnego szczęścia i wszystkiego naraz nie da się zdobyć. Los zawsze wymyśli coś, żebyśmy nie mogli nabrać powietrza w płuca, żebyśmy nie chodzili tacy spełnieni i dumni, zawsze sprowadza w jakiś tam sposób nas na ziemię.

Chcę obiecać Państwu, że będę odpowiadał na Państwa maile - prędzej czy później, ale na wszystkie. Moja strona to www.daniec.interia.pl, a e-mail daniec@firma.interia.pl.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy