W skrócie
- Naukowcy wskazują, że w cieplejszym klimacie pory deszczowe w tropikach mogą rozpoczynać się o 10-15 dni później niż dotychczas, co wpłynie na cykl życia milionów ludzi.
- Badania symulacyjne sugerują, że po przesunięciu sezonu opady wywołane układami konwekcyjnymi średniej skali będą nawet o 38-45 procent gwałtowniejsze niż obecnie.
- Zmiany w cyrkulacji atmosferycznej i większa ilość energii sprzyjają nasileniu zjawisk ekstremalnych, co utrudnia rolnictwo oraz zwiększa ryzyko groźnych powodzi błyskawicznych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Burze nie zawsze są krótkim, lokalnym zjawiskiem. Czasem łączą się w ogromne układy, które przemierzają setki kilometrów i utrzymują się przez wiele godzin. Ich zmiana może mieć poważne konsekwencje. Nowe badanie pokazuje, że ocieplenie klimatu może przesunąć porę deszczową i sprawić, że późniejsze ulewy będą znacznie gwałtowniejsze.
Gigantyczne burze mogą przesunąć porę deszczową
Naukowcy z Chin i USA przyjrzeli się tzw. układom konwekcyjnym średniej skali (MCS). To rozległe skupiska burz, które mogą rozciągać się na setki kilometrów i trwać godzinami. W tropikach odpowiadają za dużą część opadów. Przynoszą gwałtowne ulewy i powodzie błyskawiczne.
Porównano 10-letnią symulację warunków historycznych z okresem zakładającym bardzo silne ocieplenie. Wynik? Sezonowe opady związane z MCS zaczynałyby się 10-15 dni później, a gdy burze już by się pojawiły, byłyby około 38-45 proc. silniejsze.
Słówko o cyrkulacji atmosferycznej i komórce Hadleya
Cóż, akapit ten możesz pominąć i przejść dalej. Ale jeśli nie masz bladego pojęcia co to jest komórka Hadleya, o której będzie mowa w dalszej części, to warto przypomnieć sobie trochę geografię.
W atmosferze, dzięki dostarczaniu promieniowania cieplnego oraz ruchowi obrotowemu nieustannie dochodzi do mieszania się powietrza. Na równiku i w umiarkowanych szerokościach geograficznych powietrze (upraszczając model cyrkulacji) jest unoszone do góry, a w okolicach zwrotników oraz biegunów powietrze opada.
Tworzą się w trzy komórki: Hadleya, Ferrela i polarna. Ta pierwsza jest m.in. związana ze zjawiskiem El Niño.
Nagrzane powietrze unosi się nad równikiem, tracąc wraz z wysokością zawartą w nim wilgoć. Dzięki temu właśnie w tym obszarze pojawiają się opady deszczu. To obszar niskiego ciśnienia. W wyższych warstwach atmosfery część powietrza przemieszcza się na północ, część na południe i opadają w okolicach zwrotników: Raka na północy i Koziorożca na południu. Na zwrotnikach tworzy się z kolei obszar wysokiego ciśnienia.
W dalszej kolejności następuje poziomy ruch powietrza, od wyżu do niżu (czyli ze zwrotników w kierunku równika). A ten poziomy ruch powietrza, to nic innego jak... wiatr. Przy czym trzeba pamiętać, że dla obserwatora nie porusza się on w linii prostej - tak mógłby wiać, gdyby Ziemia stała w miejscu. W związku z tym, że jednak się ona obraca, wiatry ulegają zakrzywieniu na półkuli północnej w prawo (patrzymy od bieguna w kierunku równika), na półkuli południowej w lewo - lub prościej mówiąc, z punktu obserwatora wieją na zachód. Tak właśnie powstają stałe wiatry zwane pasatami. W związku z tym nad Oceanem Spokojnym wyróżnia się jeszcze jedną komórkę: Walkera.

Atmosfera może gromadzić więcej energii
Wracając do badań, za opisywaną w nich zmianą stoi m.in. zachowanie właśnie komórek Hadleya, czyli wielkiego systemu cyrkulacji atmosferycznej przenoszącego ciepło i wilgoć. W cieplejszym klimacie atmosfera wolniej reaguje na sezonowe zmiany, co może opóźniać szczyt pory deszczowej.
Jednocześnie gromadzi się w niej więcej energii sprzyjającej rozwojowi gwałtownych burz. W symulacji maksymalna dostępna energia konwekcyjna wzrosła o około 35-40 proc. Choć na początku sezonu burz może być mniej, później mogą być znacznie silniejsze.
Problemem jest nie tylko ilość deszczu
Dla mieszkańców tropików liczy się nie tylko roczna suma opadów, ale także ich rozkład. Późniejszy sezon z gwałtownymi ulewami może utrudnić siewy i zbiory, zmienić dostępność wody, a nawet zwiększyć ryzyko powodzi.
Skala zagrożenia jest realna. Powodzie wywołane przez MCS w Sahelu w 2020 roku dotknęły ponad 2 mln osób, zniszczyły blisko 200 tys. domów i spowodowały 417 zgonów w 18 krajach.
Autorzy badań zaznaczają, że scenariusz bardzo silnego ocieplenia nie jest prognozą przyszłości, ale eksperymentem. Badanie wskazuje jednak ważny problem - wiele modeli klimatycznych zbyt słabo odwzorowuje burze, które faktycznie dostarczają deszcz.Dokładniejsze modelowanie może pomóc lepiej przygotować się na pogodę w cieplejszym świecie.
Źródła: ScienceAlert, Interia Geekweek
Publikacja: Guo, X., Lin, G., Song, F. et al. Changes in the tropical rainfall seasonal cycle dominated by mesoscale convective systems. Nat. Geosci. (2026). https://doi.org/10.1038/s41561-026-02072-4













