W skrócie
- Nad Pacyfikiem utworzył się rzadki układ trzech cyklonów, określany jako pociąg burz, w skład którego weszły huragany Lowell i Karina oraz burza tropikalna Marie.
- Zjawisko to jest napędzane przez wyjątkowo ciepłe wody Pacyfiku wynikające z El Niño, które prowadzi do zwiększonego parowania i powstawania gwałtownych burz.
- Według prognoz NOAA tegoroczne El Niño ma 69 proc. szans na stanie się najsilniejszym w historii, a szczyt jego aktywności przypada na okolice listopada.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W środę przez Ocean Spokojny przechodziły jednocześnie trzy potężne układy burzowe. Dwa osiągnęły siłę huraganów czwartej kategorii, a trzeci szybko się wzmacniał. Taki układ jest rzadkością. Sprzyja mu silne El Niño, które mocno ogrzało wody oceanu.
Najdalej na zachód znajdował się huragan Lowell, za nim podążał huragan Karina (nie mylić z Katrina - ten przeszedł w 2005 i był na tyle niszczycielski, że jego imię zostało wyłączone z listy imion huraganów, otwiera się w nowym oknie). Oba miały ominąć Hawaje, choć ich trasy nie były jeszcze pewne. Lowell mógł przynieść wyspom silniejszy wiatr i więcej deszczu. Hawaje wciąż odczuwały skutki wcześniejszego huraganu Lala, który przyniósł niszczycielski wiatr i gwałtowne powodzie na południu wyspy Hawaiʻi.
Na wschód od obu huraganów znajdowała się burza tropikalna Marie, kilkaset km na południe od Kalifornii Dolnej (stanu w północno-zachodnim Meksyku). Według prognoz również ona miała wkrótce stać się huraganem. Trzy cyklony ustawiły się więc w swego rodzaju "pociąg" burz.
El Niño napędza potężne burze
Za sprzyjające warunki odpowiada przede wszystkim wyjątkowo ciepły tropikalny Pacyfik. El Niño to naturalna część cyklu klimatycznego ENSO, pojawiającego się co dwa do siedmiu lat. W jego trakcie słabną zwykle wiatry wiejące ze wschodu na zachód. Ciepła woda, która normalnie gromadzi się w zachodniej części oceanu, przesuwa się wtedy na wschód i pojawia bliżej powierzchni.
Gdy powierzchnia oceanu przez kilka miesięcy jest cieplejsza niż zwykle, łatwiej powstają nad nią chmury (większe parowanie) i silne burze. Ich wpływ nie kończy się jednak na Pacyfiku. Zmiany w atmosferze mogą odbijać się na pogodzie w odległych częściach świata. W jednych miejscach przynoszą więcej deszczu, a w innych suszę i upały.
Podobny "pociąg" pojawił się w 2015 roku, kiedy było inne wyjątkowo silne El Niño. Wtedy jednocześnie przez Pacyfik przemieszczały się aż cztery układy burzowe.
To może być rekordowe El Niño
Tegoroczne El Niño już powodowało poważne skutki. W Peru ocieplenie morza mocno uderzyło w połowy sardeli, jednego z najważniejszych gatunków dla rybołówstwa w tym regionie. W Sudanie (a więc, jak widać, już znacznie dalej od zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej) zjawisko powiązano z opóźnieniem kluczowych opadów, co przyczyniło się do gwałtownego spadku poziomu Nilu.
Według amerykańskiej NOAA (instytucji rządowej zajmującej się prognozowaniem pogody, w tym ostrzeganiem przed sztormami i innymi ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi), już według wcześniejszych prognoz istniało 69 proc. szans, że tegoroczne El Niño stanie się najsilniejszym w historii pomiarów. Co więcej, jego szczyt ma dopiero nadejść około listopada. Naukowcy podkreślają też, że zmiana klimatu może wzmacniać skutki El Niño. Cieplejsza atmosfera zatrzymuje więcej wilgoci, dlatego opady mogą być bardziej gwałtowne, a tam, gdzie pojawia się susza, wchodzi w drugi etap - suszy glebowej.













