Spis treści:
- Z Bałtyku ubyło 275 mld ton wody. Eksperci wyjaśniają przyczynę
- Utrudnienia, zagrożenia i lodowe anomalie
- Wlew stulecia ożywi bałtyckie pustynie tlenowe
Z Bałtyku ubyło 275 mld ton wody. Eksperci wyjaśniają przyczynę
Początek lutego 2026 r. przyniósł rekordowe zmiany na Morzu Bałtyckim. Poziom wody obniżył się aż 67 cm względem wieloletniej średniej. Według danych ze stacji pomiarowej Landsort-Norra jest to najniższy wynik zarejestrowany od 1886 roku, czyli od momentu rozpoczęcia regularnych pomiarów hydrologicznych. Eksperci z Instytutu Oceanologii PAN szacują, że z basenu morza ubyło blisko 275 miliardów ton wody, co objętościowo odpowiada ok. 275 km3. Do tak drastycznego ubytku doszło w zaledwie kilka tygodni. W efekcie zmienił się krajobraz polskiego wybrzeża, odsłaniając niespotykane dotąd mielizny. Naukowcy pokazali zmiany na zdjęciach satelitarnych Zatoki Puckiej i Zatoki Gdańskiej.
Główną przyczyną tej anomalii nie jest brak opadów ani wysychanie rzek wpadających do morza, lecz specyficzny układ baryczny nad Europą Północną. Utrzymujący się od stycznia silny wyż wywołał trwałe wiatry wschodnie, które wypchnęły ogromne masy wody przez Cieśniny Duńskie prosto do Morza Północnego. Zjawisko to, nazywane przez badaczy "wind set-down", pokazuje, że w morzach półzamkniętych takich jak Bałtyk to właśnie ciśnienie atmosferyczne i kierunek wiatru mają decydujący wpływ na stan wody. "Bałtyk ma bardzo mały naturalny odpływ i dopływ z lądu w porównaniu do wiatru i ciśnienia" - przekazał Instytut.
Nie jest zatem tak, że morze wysycha. Ubytek znajduje się w tej chwili w innym miejscu i sytuacja ta może potrwać dłużej. "Dopóki trwa ta konfiguracja meteorologiczna, woda jest 'przytrzymywana' na południowo-wschodnim krańcu akwenów, a poziom lokalnie się obniża" - tłumaczą eksperci z IO PAN.
Utrudnienia, zagrożenia i lodowe anomalie
Tak gwałtowne obniżenie tafli wody, choć przejściowe, stwarza szereg wyzwań, zwłaszcza dla transportu morskiego. Kapitanowie statków muszą mierzyć się ze znacznie mniejszymi głębokościami na torach podejściowych do portów oraz drastycznym spadkiem zapasu wody pod stępką (ang. under-keel clearance), czyli bezpiecznej odległości najniższej części kadłuba od dna morskiego.
Pojawiające się w nowych miejscach mielizny i kamieniste wypłycenia w połączeniu z silnym spychającym wiatrem wymuszają szczególną ostrożność w nawigacji. Ponadto niskie poziomy wody i mróz sprzyjają nietypowemu zamarzaniu morza, co w niektórych regionach, takich jak wybrzeża Estonii czy Zatoka Pucka, doprowadziło do powstania rzadkich zjawisk. Zaobserwowano m.in. drogi lodowe między wyspami Hiiumaa i Vormsi oraz wały lodowe (torosy) na plażach.
Uczeni z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk ostrzegają też spacerowiczów, by unikali chodzenia po lodzie: "Choć zamarznięta powierzchnia wygląda często spektakularnie, lód w pobliżu infrastruktury morskiej (mola, statki, nabrzeża, wraki) jest szczególnie niebezpieczny. Grubość i nośność są mocno zróżnicowane - nawet przy kilku centymetrach różnicy możliwe są pęknięcia, przerwy i słabe miejsca" - czytamy w oświadczeniu na Facebooku.
Wlew stulecia ożywi bałtyckie pustynie tlenowe
Mimo utrudnień technicznych i gospodarczych oceanografowie, w tym dr Daniel Rak z IO PAN, upatrują w tej sytuacji wielkiej szansy dla ekosystemu. Bałtyk od lat zmaga się z problemem tzw. pustyń tlenowych, czyli głębokich stref beztlenowych, w których życie niemal zamiera. Obecny rekordowy deficyt wody tworzy idealne warunki do wystąpienia tzw. "Major Baltic Inflow", czyli potężnego wlewu stulecia.
Gdy tylko wschodni wiatr ustąpi, zadziała prawo naczyń połączonych. Ogromna różnica poziomów sprawi, że do "pustego" Bałtyku gwałtownie wleje się zimna, bardzo słona i silnie natleniona woda z Morza Północnego.
Taki zastrzyk świeżej wody jest dla Morza Bałtyckiego niczym głęboki oddech. Gęstsza i słona woda opadnie na samo dno, wypierając toksyczny siarkowodór i niosąc tlen niezbędny do odrodzenia organizmów dennych oraz ryb. Proces ten pomaga również oczyszczać akwen z nadmiaru związków fosforu i azotu, co w dłuższej perspektywie może ograniczyć uciążliwe letnie zakwity sinic.
Choć dla przyrody przybrzeżnej nagłe cofnięcie się linii brzegowej o kilkadziesiąt metrów jest źródłem stresu biologicznego, naukowcy uspokajają, że mimo swojej rekordowej skali obecna anomalia pozostaje naturalnym elementem dynamiki mórz półzamkniętych, dającym nadzieję na znaczną poprawę ich kondycji ekologicznej.












