Cena jednego żołnierza. Ile kosztowała operacja ratunkowa w Iranie?
Po dwóch dniach niezwykle ryzykownej misji udało się uratować oficera systemów uzbrojenia z zestrzelonego myśliwca F-15 w Iranie. Cała operacja pociągnęła za sobą straty w sprzęcie. Oto ile kosztował ratunek załogi myśliwca.

W piątek (03.04) jeden z amerykańskich myśliwców F-15E Strike Eagle został zestrzelony nad południowo-zachodnim Iranem. Załoga maszyny w postaci pilota oraz oficera systemu uzbrojenia katapultowała się nad terytorium wroga. Od razu rozpoczęła się ryzykowna operacja ratunkowa, która trwała aż do niedzieli. Amerykanie zaangażowali w misję CSAR (Combat Search and Rescue) m.in. śmigłowce HH-60W Jolly Green II i MH-6 Little Bird, samoloty C-130 i CASA CN-235 czy drony MQ-9 Reaper.
Ile kosztowała operacja ratunkowa w Iranie?
Cała operacja ratunku załogi jednego F-15 to ważny sukces amerykańskich sił podczas trwającej wojny z Iranem. Była to jednak misja niezwykle ryzykowna i kosztowna, biorąc pod uwagę to, ile pochłonęła sprzętu. Wiadomo, że w tej misji ratunkowej Amerykanie stracili:
- Dwa samoloty MC-130J Commando
- Cztery śmigłowce MH-6 Little Bird
- Jeden-dwa bezzałogowce MQ-9 Reaper
Jak donosi dziennikarz portalu Insider Michael Weiss na bazie doniesień jednego z wojskowych oficjeli, sama operacja uratowania oficera systemów uzbrojenia kosztowała ponad 300 mln dolarów, uwzględniając zużyty i stracony sprzęt. Dodając do tego koszty zestrzelonego F-15 czy innego sprzętu do przeszukania dużej części Iranu możemy tu mówić nawet o 400-500 mln dolarów.
Jak uratowano załogę F-15?
W ciągu siedmiu godzin od zestrzelenia udało się uratować pilota. Oficer systemów uzbrojenia wylądował w innym miejscu i musiał ukrywać się przed poszukującymi go Irańczykami. Jak zdradziły mediom wojskowe źródła, oficer około półtora dnia spędził w paśmie górskim, gdzie nadał sygnał awaryjny, pozwalający na jego lokalizację przez siły amerykańskie. Akcja ratunkowa tego jednego żołnierza zaangażowała dziesiątki maszyn bojowych oraz setki osób z różnych służb mundurowych. Była to operacja zarówno przygotowująca możliwość ucieczki, jak i zatrzymująca Irańczyków przed dotarciem do oficera przed grupą ratunkową. Właśnie w tym czasie nad pozycją oficera zaczęły latać drony, aby potwierdzić jego pozycję. Wiadomo, że jeden z nich - MQ-9 Reaper - został zestrzelony z niepotwierdzonymi doniesieniami, że niedługo później Amerykanie stracili kolejną maszynę tego typu.
W pobliżu gór, gdzie znajdował się oficer, wylądowały dwa samoloty MC-130J Commando II wraz i personelem i niewielkimi śmigłowcami MH-6, które mogły podlecieć do poszukiwanego żołnierza. W pobliżu gór zorganizowano prowizoryczną bazę z lotniskiem. Jak się jednak okazało, sama załoga ratunkowa potrzebowała ewakuacji, gdyż transportowe MC-130J nie mogły wystartować, gdyż zakopały się w piasku. W tym czasie amerykańskie siły walczyły z Irańczykami, którzy próbowali dotrzeć do lotniska. Niemniej nie byli sami, gdyż mieli wsparcie samolotów i dronów, które bombardowały irańskie konwoje. Ostatecznie do bazy przyleciały jeszcze dwa lżejsze samoloty CASA CN-235, które zabrały cały personel.
Z militarnego punktu widzenia udało się uratować dwóch wysoce wykwalifikowanych żołnierzy, którzy mają za sobą dużo doświadczenia w operowaniu jednym z najpotężniejszych myśliwców. Ponadto utrzymano zasadę "nie zostawiamy swoich", podtrzymując morale w całych siłach zbrojnych. Przy tym Amerykanom udało się wyrwać Irańczykom duży sukces w postaci pojmania pilotów, co mogło zostać wykorzystane zarówno do korzyści propagandowych, jak i w ramach potencjalnej wymiany jeńców.








